Wytrącają mnie wibracje po dwóch godzinach snu. Moje niefizyczne oczy otwarte jak talerze. Przed oczami wnętrze domu. Stoje przy schodach. Jest ciemnawo. Zgaszone światła. Miejsce przy schodach drewniane, wieszaki i na nich kurtki. Jak przedsionek czy coś. Przy nim stoi kobieta niewysoka starsza. Poznaje to matka przyjaciela. Opiera się o szafkę koło wieszaków. COś niedobrego z nią sie dzieje. Podtrzymuje się na ręce i opada z sił, słabnie. Ruszam z miejsca i podtrzymuje ją. Sadzam na czymś. Ona siedzi i widzi mnie. Emanuje dobra energią, pełną ciepła. Widać że źle sie czuje. Pomagam jej światłem, sercem. Trzymam ją za rękę chyba i przesyłam światło. Ona sie usmiecha w bólu.
Rano piszę maila do przyjaciela i pytam czy ma jakis kącik w domu drewniany z kurtkami. Owszem, ma ! Idzie po pracy i robi zdjęcia domu do wglądu. Taki sam! Identyczny kącik. Pytam o matke jak sie czuła około 24 w nocy. On pyta matki - mówi, ze spała. Przyjaciel pisze mi to w mailu.
Mija wieczór, prawie zapominam to zdarzenie i oto co następuje...
Nazajutrz dostaję maila w pracy. "wstałem rano i szykuje sie do pracy. Wychodzi matka z pokoju - synu, wstałam bo musze ci cos powiedzieć. Pytałeś wczoraj o 12 w nocy. Przypomniałam sobie. Wstałam gdzies godzine po położeniu, czyli koło 12 to musiało być, byłam bardzo senna i nie pamiętałam. Ale bardzo źle sie poczułam i postanowiłam wstać, by otworzyć okno, duszno mi było. wstałam otworzyłam , potem jak mi ulzyło, zamknęłam i poszłam spać dalej"
Tak to mniej więcej było.... Mam nadzieje że powtórzyłam dobrze...;))