Miałąm cięzki tydzień, a może dwa. Mało zapisywałam. Nie wiem dokładnie kiedy to było. Około tydzień temu. Wypoczęty umysł i Swiadomy sen. Jade z jakąś wycieczką. Nie wiem gdzie. Jedziemy autobusem. jest kilkanaście osób , wiem, ze sa znajome ale ich nie rozpoznaję. Przyglądamsie im i im bardziej sie przyglądam tym bardziej rozmywa się obraz. Jak przestaje dociekac to sie wyosttrza. Nagle każa nam się przesiąść na chwile do tramwaju. Tramwaj staje. Drzwi się nie otwierają. na końcu tramwaju stoi dwóch facetów około 40. Czuję sie bardzo dostrojona do astrala. Przyglądam sie tym facetom. Nagle mówię - wiem - wy jesteście kierowcami autobusu! Dlaczego tu jesteście? Czemu nie jedziemy autobusem? A oni na to, ze sa uwięzieni. Ja mówię, to jak dojedziemy na ten zlot? Nagle otwierają sie drzwi i wypuszczają nas na ulicę. Idziemy na nogach wszyscy do jakiegoś celu wycieczki. Zauważam że mam aparat fotograficzny. Chcę zrobić zdjęcie na pamiątke tym ludziom. ciekawi mnie kim są. Robie zdjęcie i patrze na wyświetlaczu jak wyszło - ludzi tam nie ma. Ustawiają się znów robie drugie zdjęcie. nie ma ich na zdjęciu. Skupiam sie mocno i robie ponownie - ledwo zarys ale sie rozmywa. I znikają z kadru... A ja myślę. Boże! przecież to atrapy! jak moga wyjśc na zdjęciu! Idę sobie dalej sama. Opuszczam towarzystwo i ide szukać tych prawdziwych. Tego zlotu, na który miałam jechać. Potem przeszłam w sen i już było o czymś innym.
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services