Dragilla's Blog


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 24.11.2008 - 12:06
O historii wczesśniejszych prób w skrócie tutaj: http://www.oobe.pl/park/Przywitanie-I-Takie-Tam-t3398.html
Dziś w nocy po prawie miesiącu prób od pierwszego paraliżu, praktycznie noc w noc i czasami po kilka razy w dzień w końcu coś się zaczęło dziać. Prawdę mówiąc już przestawałem mieć nadzieję i zapał... Myślałem sobie, że trzeba będzie zrobić przerwę na regenerację sił. Ale jednak...
Dziś w nocy ponownie zastosowałem metodę rythm napping .
Budzik na 7:00 (kładę się ostatnio koło 3), trochę hemi-synców na sen i w kimę. Jak zwykle już obudziłem się za 2 siódma i wyłączyłem budzik :D Tym razem postanowiłem się nie wybudzać za bardzo. Wybudziłem się tylko na tyle, żeby wiedzieć, że nie zasnę jak tylko zamknę oczy. Nastawiłem budzik i próbuję zasnąć. Za którymś z rzędu wybudzeniem poczułem całkowity paraliż... zrobiłem szybki RT (reality test) ale spapralem sprawę, bo odruchowo przekreciłem się na drugi bok :/ - na siłę - aż zabolało. Na szczęsci udało mi się opanowąc emocje i zasnąłem znowu. Następny budzik. Budzę się jednak paraliżu nie ma całkowitego. Tym razem tak skupiłem się na tym, żeby się nie ruszać, że zapomniałem o RT. Próbuję zasnąć. Nagle słyszę płacz dziecka. Ale zaraz. Słyszę go zaraz koło siebie. To nie może być jedno z moich, bo spią u siebie w pokoju - wniosek hipnagogi i nagle gwizdu pizdu - paraliż. Zacząłem głeboko oddychać przez usta (gdzieś czytałem, żeby tak robić w celu wywolania wibracji) i dosłownie po drugim oddechu zaczęło się. Zaczęło mną tak telepać, że mało nie spadłem z łóżka. Wibracje spowodowały, że zrobiłem w łóżku obrót o 360 stopni - nie wokół własnej osi - całe moje ciało przewędrowało po łóżku jak wskazówka zegara. Nie byłem w stanie kontrolować tych wibracji. Ani oddechem ani nic. Udało mi się jedynie uspokoić siebie, więc po chwili i wibrację bardzo się uspokoiły. Próbowałem wyjść z ciała, ale chyba zbyt brutalnie, bo wybudziłem się. Jednak zanim się wybudziłem otworzyłem oczy i tu mam wątpliwości, ponieważ otworzenie oczu nie obudziło mnie, nie wyrwało z wibracji, jednak widziałem. Może więc były to moje "astralne" oczy? Tak czy siak później spaprałem bo próbowałem się podnieść i to był koniec. Nawet po wybudzeniu czułem jeszcze resztki wibracji. O dziwo nie były to wibracje takie jak inni opisują. Nie czułem prądu... bardziej przypominało mi to atak padaczki :) Tak samo dzwięki były inne. Nie było pisku. Był szum + jakby dzwięk werbla, albo może bardziej wiatraka, takiego wolnoobrotowego...
Jedyne co mnie martwi to fakt, że teraz to wszystko wydaje sie być snem. Niezwykle realnym, ale jednak. Wtedy, kiedy to wszsytko się działo, nie przeszło mi nawet przez myśl, że śnię... ale jednak sam fakt, że nie zrobiłem RT mnie pogrąża :/ Szczególnie ten obrót wokół łóżka wydaje mi się jakiś dziwny. Choć pamiętam, że zacząłem go na boku a skończyłem na plecach... pamietam też, że zasypiając bylem na boku a budząc się na plecach, więc się wszystko zgadza, ale jednak cięzko mi w to uwierzyć :)
Jestem mimo wszystko dobrej myśli i na pewno obudziło to we mnie ponownie ogromną motywację do dalszych prób. Nie poddaję się zatem, bo czuję, że jestem blisko.
PS: jakby się komuś chciało to czytać, to chętnie przeczytam jakieś komentarze :) pozdro

 
Mój obraz