|
|
Dziś w nocy, a właściwie nad ranem miałem ciekawe zdarzenie. Poszedłem spać około 23. Przebudziłem się pierwszy raz około 2:25, po czym znowu zasnąłem. Następnie przebudziłem się o 3:58. Wstałem i zabrałem się za parę rzeczy na kompie. I tak mi zeszło do około 5:40. Wróciłem do łóżka, jednak nie bardzo czułem się na siłach żeby jakoś zamierzenie zabierać się za próby wyjścia. Po prostu poleżałem chwilę na plecach, odprężając całe ciało, rozluźniałem się, pozostając przez cały czas świadomym. Po około 10minutach przewróciłem się na lewy bok i kontynuowałem relaksację, czując że pomału zapadam w sen. W uszach dało się słyszeć taki trudny do nazwania szum, który zazwyczaj towarzyszy mi zaraz przed tym jak zasypiam. Po chwili (nie wiem jak długiej) poczułem że widzę na jedno oko (lewe), to znaczy zobaczyłem jakby przez szczelinę światło wdzierające się między powieki. Pomyślałem że samoczynnie otworzyło mi się trochę oko i załapałem się na pierwsze światło budzącego się dnia. Po jakimś czasie załapałem, że wciąż mam zamknięte powieki, i wtedy kiedy widziałem to światło też obie miałem szczelnie zamknięte. Po jakiejś chwili poczułem unoszenie, czułem że w pokoju jest już co raz jaśniej, i zacząłem się kręcić nad swoim ciałem fizycznym o 360 stopni, przy czym oś wokół której wirowałem przebiegała przez pępek. Co jakiś czas mnie cofało. Przez chwilę też widziałem pokój w którym się znajduję, i wyglądał on inaczej niż ten fizyczny, ten w którym spałem. Pomyślałem żeby zobaczyć swoje śpiące pod kołdrą ciało, jednak nie widziałem twarzy. Widać było coś jak zarys ciała pod przykryciem, jednak nie widziałem samego ciała. Wtedy pomyślałem, że wcale nie wyszedłem i położyłem się z powrotem na swoje miejsce. Ciekawe przeżycie, tym bardziej że nie wiem czy to był tylko sen, w który zapadłem leżąc na boku, czy rzeczywiście na chwilkę wyszedłem....
|