Notki i obserwacje Danriza :)


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

6 Stron V   1 2 3 > » 
entry 09.07.2012 - 13:42
Kolejny rok już mija. Rok podczas którego wydarzyło się niezwykle wiele, także w sferze odwiedzin drugiej strony. Odbyłem parę przyjemnych podróży, miałem niemało LD'ków, sporo zwariowanych snów. Słowem - dobry rok dla podróżnika.
Zastanawiałem się czy nie przepisać tutaj paru ciekawych doświadczeń, ale chyba nie ma na to potrzeby.
Ostatnia moja projekcja, z dzisiejszego poranka:

Usuń co złe!
Ścisła czołówka moich projekcji. Dawno nie przeżyłem czegoś równie niesamowitego.
Obudziłem się ok. 7 rano. Poszedłem napić się herbaty, skorzystałem z toalety, po czym fiu - powrót do łóżka.
Zacząłem dryfować i dość szybko przeniosłem się na drugą stronę, z całkiem znośnym poziomem świadomości. Znaczy - panowałem nad każdym ruchem, jednak czułem się częścią tamtego świata. Przez chwilę zapomniałem, że moje ciało leży sobie spokojnie w łóżku. Miałem świadomość, że jestem na swoim miejscu - Tam.
Towarzyszyły mi trzy inne byty. Jeden przybrał postać mojego najlepszego przyjaciela, drugi najlepszej przyjaciółki, trzeciego nie potrafiłem zinterpretować. Mieliśmy wykonać misję, od której zależały życie i los wielu istot, z czego przede mną stało najcięższe zadanie. Nie wiedziałem jeszcze jakie. Swoich towarzyszy spotkałem na środku jakiejś polanki, i stamtąd też ruszyliśmy. Pieszo, żadnego latania, czy innych dziwactw. Chwila marszu i dotarliśmy do rzeki i ogromnego wzgórza ponad nią - wyglądało ono jak ogromny wał przeciwpowodziowy. Ciekawy widok. Zagapiłem się przez chwilę, po czym zaczęło się.
Zaatakowała nas grupa potworów/demonów, które miały za zadanie nie dopuścić do wykonania misji. Moi towarzysze zaczęli z nimi walczyć, ja miałem biec i zrobić co trzeba. "Oki doki, z niczym silnym nie walczycie" stwierdziłem i ruszyłem. Wspinałem się na szczyt wału, co o dziwo lekkie nie było. Wyraźnie czułem ciężar swojego ciała 'Tam'. Fajna kamienista struktura wzgórza zapadła mi w pamięć. W końcu udało mi się wspiąć na szczyt. Znalazłem tam drzwi... Tak po prostu sobie tam stały. Bez zbędnego zastanawiania się - otworzyłem je, i ujrzałem dwie rzeczy. Po pierwsze, staruszkę siedzącą na krześle. Wyglądała zwyczajnie, ale wzbudzała swego rodzaju respekt. Po drugie... coś co interpretowałem jako nieskończone schody do nieba. Ot, ciemność i schody bez końca idące ku górze. Zaskoczenie musiało ulec koncentracji, ponieważ starsza przewodniczka miała dla mnie instrukcje co robić.
"Pierwsza sprawa, schody. Wiedz, że je przejdziesz - wtedy Ci się uda. Użyj mocy po prostu. Druga sprawa, nie zatrzymuj się za długo w miejscu w które trafisz. Trzecia rzecz, znajdź pokój wroga. Od razu poczujesz gdzie jest. Gdy już tam wejdziesz, znajdź 'To' i usuń z tego co złe! Idź, towarzysze Ci pomogą". Poczułem się jak w jakimś Matrixie. : >
Czas na schody. Jak wspomniała szanowna babcia - wystarczyło użyć mocy. Zechciałem je pokonać w ciągu paru sekund, i tak też się stało. Moja postać nabrała rozpędu i szybkim skokiem (po czym lotem) pokonała całą odległość. Fajne poczucie pędu + silny opór powietrza, warte wzmianki.
Trafiłem do... Miasta życia po życiu. Taką miałem świadomość. Kilka razy trafiłem w podobne obszary, ale ten był szczególnie ciekawy. Miejsce to wyglądało niezwykle normalnie - tylko światło było jakieś inne. Panował półmrok, ale rozświetlały go latarnie. Pełno ludzi, pojazdów, budynków w stylu średnio-rozwiniętego polskiego miasta. Ludzie 'Tu' mieli zwykłe potrzeby. Jedzenia, picia, miłości, seksu. Zrozumiałem po chwili, że bytują tutaj istoty, które wcześniej bardzo kochały życie w takiej formie jakiej było. Wykreowano ten obszar po to, by imitował zwykłe życie. Ba, była tutaj również waluta! Nie wiem czy istotki te pracowały, ale kupować, owszem kupowały. Niezwykłe - pomimo nieograniczonych możliwości 'Tam', tyle dusz zechciało imitacji ziemskiego życia. Największe zaskoczenie, bez dwóch zdań.
Wracając do samej akcji: po krótkim przyjrzeniu się okolicy, poczułem dość silny głód. Chciałem coś kupić, ale nie miałem odpowiedniej waluty! Miałem przy sobie tylko coś, co wyglądało jak nasza polska kasa. Ruszyłem więc szukać... Kantoru dla umarlaków. Tak, miast skupić się na misji, byłem debilem i koncentrowałem energię na głupotach. Chwała mi. Nie mogłem jednak znaleźć tego miejsca, widocznie nie istniało. Zacząłem pytać więc 'ludzi' czy takie miejsce da się tutaj znaleźć. Nikt nie wiedział o co mi chodzi. Spotkałem w końcu dwie dziewczyny (jedna przypominała moją dawną znajomą, jednak z tego co wiem to ta pani żyje. Ot, umysł interpretuje po swojemu). Nie miały jak mi pomóc, jednak drugiej pannie chyba się spodobałem, bo stwierdziła, że mi pomoże. Została więc ze mną... i zaczęła mnie całować. Wszystko potoczyło się dość szybko. Miła wymiana energetyczna. ;)
Podziękowała i poprosiła bym poszedł z nią. Zabrała mnie do jakiejś knajpy dla zdechlaków, i tam spędziłem parę minut (miło było. Fajny wystrój, tańczące na stołach panie), tylko po to by po chwili uświadomić sobie: MISJA!!
Wybiegłem co sił z knajpki, i to bez pożegnania, jak rasowy cham! Gdy tylko sobie przypomniałem o misji, od razu wiedziałem dokąd się kierować. W mieście znajdował się obszar wypełniony złą energią. Czułem, że miejsce należy do złego (pytanie kim jest zły? Szatan, demon, człowiek, ufol?) i obawiałem się. Czas jednak uciekał. Ruszyłem na sam kraniec miasta - wyglądało to jak kraniec świata - całe miasto najwyraźniej, znajdowało się na dryfującej w powietrzu wysepce (stąd te schody pewnie). Tuż przy przepaści, znajdowało się coś, co określiłbym mianem Groto-chatki. Jakby chata, naturalnie wykuta w kamieniu, cała czarna. Siedziba złej energii. Czas gna.
Wbiegłem do środka, po to by ujrzeć skąpany w ciemności pokoik (minimalne źródła światła jednak były). Nikogo nie było w środku, widać temu miałem się śpieszyć. Poczułem połączenie z trójką moich towarzyszy - dalej walczyli, ale już tylko we dwójkę. Byt w postaci mojej przyjaciółki zjawił się w mieście i biegł mi na pomoc. Nim cokolwiek zrobiłem, przyjazna istota była już w środku ze mną, by mnie wesprzeć. Szukałem wspomnianego "czegoś". Troszkę bałaganu i znalazłem źródło złej energii.
Wyglądało to na dzienniczek/pamiętnik. Masa zdjęć, opisów (z godzinami i datami), wszystko brzydko nabazgrane, ale nie chaotyczne. Właścicielem notatnika był... chce mi się nieco z tego śmiać... Adolf Hitler.
Misja sama w sobie za to, wydawała się zaskakująco logiczna. Cały dzienniczek był, jak to sobie interpretuję - zapisem duszy wspomnianego zbrodniarza. Znajdowały się tam zarówno jego dobre strony, jak i masa tych złych. Zacząłem wyrywać wszystkie strony naznaczone nienawiścią, i wyrzucałem je poza kraniec świata - przez okno groto-chatki. Garściami, wylatywało to co złe. Gdy skończyłem, ruszyliśmy ku ucieczce, i tak, mknąc szybko przez miasto, schody, wał - wróciłem na polanę na której wszystko się zaczęło. Była nas czwórka, tak jak na początku, i co mnie cieszy - misja chyba się udała. Miałem dobry nastrój po przebudzeniu i lekkie poczucie spełnienia. Liczę, że kiedyś to miejsce jeszcze odwiedzę. Właściciela notatnika nie spotkałem.


Udana przygoda i jedna z najdłuższych projekcji mojego życia.
Niechaj więcej takich się pojawia. ;)

Wsiego dobrego, odkrywcy drugiej strony!

entry 20.07.2011 - 08:41
Czołem! :)
Jako, że z sukcesami zakończyłem ostatni ciężki okres w Realu, nadszedł czas powrotu do częstszych aktualizacji notatnika. Zwłaszcza, że mam do opisania całkiem sporo rzeczy.
Moje ostatnie doświadczenia to wyłącznie świadome sny (nie miałem jeszcze odpowiednich chęci do 4+1), jednak poziom dostrojenia w nich, jest wysoki jak nigdy! Ba, dzisiejszej nocy miałem ld, który poziomem wizualnego piękna i wyraźności, przebił niejedno z moich wcześniejszych oobe. Przyjemna sprawa. :)

Nim zajmę się opisem czterech ostatnich ld, uważam, że warto wspomnieć o prawdopodobnych przyczynach ostatnich częstszych, dłuższych i ciekawszych snów i ld. Jakiś czas temu, w związku ze sporą ilością stresu i nerwów - mało spałem i nie pamiętałem żadnych snów. Sytuacja była o tyle słaba, że pomimo powrotu do "normalności" w Realu, moje sny w ogóle się nie poprawiły - i z nocy pamiętałem słabo maksymalnie jeden (w swoim najlepszym okresie pamiętałem przynajmniej trzy sny, i to bardzo wyraźnie). Aby to zmienić, zacząłem wykonywać dwie rzeczy. Podziałało.
Raz: http://www.youtube.com/watch?v=PYHLv44KqXw...feature=related - wykonuję to dwa razy dziennie, od jakichś dwóch tygodni. Nie jestem pewien czy właśnie ta czynność jest bezpośrednią przyczyną poprawy jakości snów, ale kto wie (może to tylko autosugestia?).
Dwa: Piję przed snem herbatę z tabletką "Zdrovit - Magnez + Witamina B6". Dość dawno temu czytałem, że Magnez przed snem poprawia jakość późniejszych marzeń sennych i w desperacji postanowiłem to wypróbować.
Mniej więcej po tygodniu takich aktywności, różnica była więcej niż widoczna. :)
Dwa tygodnie minęły... i ostatnie moje noce wypełnione są świetnymi i wyraźnymi snami, z czego sporo świadomych. Great Stuff. ;) Polecam.

Warto zaznaczyć, że duża większość moich snów rozgrywa się w znanych i opisywanych przeze mnie już sceneriach. Wracam często w te same miejsca.

Zakupy
Dość długi i niekoniecznie ekscytujący ld, jednak kilka ciekawych faktów miało miejsce.
Świadomość przebudziła mi się niemal natychmiast, gdy tylko weszliśmy do budynku. Był to wspominany już w moim notatniku wielki pasaż handlowy. Dziwnie się czułem spacerując wąskimi korytarzykami i przypominając sobie wydarzenia z poprzednich snów które miały tam miejsce. Nie czułem się na siłach więc postanowiłem działać zgodnie ze "scenariuszem" - nie wyszedłem z budynku, tylko podążałem za swoim towarzyszem - byt przybrał postać mojego współlokatora. Szedłem za nim... do Tesco (?? lol). Lub jakiegoś innego marketu. Powiedział mi, że musi kupić kilka ważnych rzeczy. Olałem więc jego plany, i zacząłem zwiedzać. W końcu nie ma nic lepszego niż dokładne przyglądanie się sennej rzeczywistości. ;) Poruszałem się dość sprawnie po całym obiekcie, co chwilę zagadując różne byty. W końcu stwierdziłem, że i tak za nic nie płacę, więc czemu by nie przetestować kilku produktów. Chwyciłem z półki pierwszą lepszą paczkę Chipsów Lays - z tej nowej serii. Bodaj 'piekielne' o smaku Wasabi. I tutaj ciekawostka: Po spróbowaniu, poczułem ten sam paskudny i mocny smak co na żywo, przy pierwszej degustacji. Zmysł smaku działa tam u mnie bez zarzutu. Później jeszcze się trochę poszlajałem po sklepie, aż ujrzałem swojego współlokatora. W tym momencie świadomość mi odpłynęła.


Nowe życie
Moją świadomość obudził sms - tam po drugiej stronie. Zauważyłem, że jestem w mieście. Najpewniej był to Wrocław. Ot, w swojej sennej formie, nie zawsze jest to takie oczywiste - sporo rzeczy i miejsc wygląda inaczej. Treść sms'a to "przepraszam, ale już nie możemy być razem.", a nadawcą była moja dziewczyna. Przeszyło mnie silne, nieprzyjemne uczucie. W tym momencie byłem świadom - ale pewności czy to Real czy sen, nie miałem. Wszedłem do jakiejś knajpy i zamówiłem kawę. Siedziałem tak przez chwilę, pijąc napój (znowu - wyraźnie czułem smak i zapach) i zastanawiając się dlaczego. Napisałem do niej sms'a, ale nie otrzymałem odpowiedzi. W końcu wyruszyłem na miasto. Trochę zwiedzania i... kilka wiadomości od innych dziewczyn. Jakoś szybko rozeszła się wiadomość o zerwaniu. "Sen, jak cholera" - pomyślałem. ;)
Postanowiłem wybrać się do swojego mieszkania. Dość długi czas poruszałem się więc po okolicy i miałem okazję przyjrzeć się wszystkiemu dokładniej. Było...dziwnie. Żadne zaskoczenie. ;) Zero zwykłych samochodów, sporo linii tramwajowych i tramwajów, do tego kilka wielkich autobusów w których mieściło się dość dużo osób. Wszystko to znałem jak własną kieszeń - ze wszystkim miałem już wcześniej często do czynienia. Miałem takie dziwne "swojskie" odczucia. Ostatecznie wsiadłem do autobusu, odczytałem kilka wiadomości od "fanek" (sny to całkiem przyjemna sprawa...) i utraciłem świadomość.


Poprzednie wcielenie
Pamiętam, że byłem pod wielkim wrażeniem tego snu, zaraz po przebudzeniu, jednak do diaska sporej części szczegółów nie potrafię sobie teraz przypomnieć. Ot, wiem, że pierwsza część snu była jakby, wspomnieniem dawnego życia - byłem przykładnym mężem, miałem piękną żonę. Typowe szczęście. Jakiś czas ta część snu trwała. Ostatecznie moja postać zginęła w jakimś wypadku. W tym momencie nastała ciemność - i na samym jej środku (w moim zasięgu widzenia) pojawił się napis: 13 lat później. Był to maksymalnie krótki urywek, w którym moja postać stała na balkonie - gdy spojrzałem na ulicę poniżej, ujrzałem piękną kobietę w gotyckiej sukni. Znowu ciemność. 23 lata później.
Siedziałem w jakimś pokoju z tą właśnie kobietą. Okazuje się, że została moją żoną (sporo tych związków). W dodatku ja już byłem martwy... ... ... ... heh, siedziałem w postaci ducha. Czuwałem nad nią. Ona nie była świadoma tego, że tam jestem. Widziałem za to jak na ekranie Tv, rozgrywa się moja pierwsza część snu - czyli to jeszcze inne poprzednie wcielenie. Widziałem i rozumiałem, jak ona sobie wszystko przypomina i uświadamia. Widziałem jak ostatecznie zwariowała i zaczęła brać jakieś prochy...
Odpłynąłem.


Szybkie latanie i walka z UFO
Najbardziej ekscytujący sen i najładniejszy wizualnie. Piękne, mocne i żywe kolory. W sumie gdybym świadomość miał od samego początku - pomyślałbym, że to świetne oobe. Po prostu sobie latałem nad okolicą i po chwili pojawiła mi się myśl "śnisz, to jest sen". W tym momencie postanowiłem się pobawić, skoro już byłem w powietrzu. W końcu zawsze miewałem kłopoty z lataniem - a tutaj już proces startu był za mną. Testowałem swoją prędkość. Okazuje się, że zwiedziłem niemały kawałek świata, ba, przez chwilę znajdowałem się w przestrzeni kosmicznej (co dało się odczuć). Im szybciej latałem - tym silniejszy opór powietrza czułem. Genialna sprawa. W samym kosmosie było nieco inaczej. Nie wiem jak to opisać. Ostatecznie wylądowałem w jakimś pustynnym obszarze, ze sporą ilością wielkich skał wokoło. Tym razem zacząłem biegać i obserwować wszystko dookoła. Nic specjalnego. Po chwili na niebie pojawił się Obcy statek. Dość stereotypowy, w kształcie dysku. Miałem świadomość, że mnie szukają. Zacząłem ukrywać się wśród skał, gdy oni przeczesywali okolicę. Gdy przelatywali tuż obok mnie, poczułem dziwny przypływ odwagi. Wysłałem w ich kierunku silną energię - i statek upadł. Tak po prostu. Roześmiałem się i - odzyskałem świadomość.


Ciekawe rzeczy się TAM rozgrywają ostatnio. Wierzę, że z tego powodu - niedługo jakiś kolejny wpis.

Wszystkiego dobrego! :)

I by załapać nastrój do eksploracji drugiej strony:

http://www.youtube.com/watch?v=ADBKdSCbmiM

Jeden z moich ulubionych oobe-teledysków.

entry 18.06.2011 - 17:59
Witam z uśmiechem. :)

W ostatnim czasie sporo snów i troszkę ld'ków - lecz najczęściej faza jest całkiem płytka - troszku stresów pozbawia mnie motywacji do pracy nad tym. Za to dzisiejszej nocy przeżyłem coś interesującego.

Od dwóch dni sporo rozmyślam o jakimś wyjściu, bo coś mi się nudzi tutaj w realu. ;) I rzeczywiście coś ciekawego się wydarzyło.

Wczorajszy proces zasypiania podzielę na 3 tematy myślowe: Wpierw rozmyślałem własnie o oobe, lataniu, świadomym śnieniu. Następnie przeszedłem do intensywnego planowania swoich wakacyjnych aktywności fizyczno-niefizycznych - Emisja głosu, trening śpiewu, praca nad energią i śnieniem, zaangażowanie w ćwiczenia fizyczne oparte na masie ciała i odważnikach Kettlebells . Ostatnią fazą przed zaśnięciem, było myślenie o potencjalnych efektach wspomnianych aktywności.

Zasnąłem... oto co przeżyłem:

Idealna przyszłość.
Miałem wrażenie, że budzę się w swoim łóżku, jednak świat był jakiś inny. Podobny, ale jednak dało się odczuć różnicę. Chwilowo odpłynęła mi świadomość i moja senna postać wykonywała różne zwykłe domowe czynności. Po jakimś czasie moja postać spojrzała w lustro. Wyglądałem podobnie, ale jednak zdrowiej. Miałem mocniejszą posturę, dłuższe włosy, stałem wyprostowany. Świadomość mi wróciła, jednak miast zacząć coś działać, czułem, że muszę obserwować. Mimo świadomości, pozwoliłem sennej postaci dalej działać. Po chwili ta zaczęła wykonywać różne ćwiczenia powiązane z wokalem i emisją głosu (tak jak w planach sprzed zaśnięcia) i dało się odczuć, że moja postać jest w tym dobra. Parę chwil później, moje aktywne wtedy 'ja' przebrało się i wyszło na miasto do jakiegoś rockowego klubu. Okazało się, że moja postać jest członkiem kapeli rockowej która akurat miała grać koncert. Tak też się stało. Byłem wokalistą i czułem wyraźnie każdy dźwięk wychodzący z gardła. Świetne i realistyczne doświadczenie. Pośród ludzi wokoło poznawałem co rusz, jakieś znajome postaci. Po koncercie przebywałem chwilę z towarzyszącymi mi bytami po czym udałem się do domu. Tutaj kolejna aktywność o której myślałem przed snem. Moja postać zaczęła wykonywać intensywne ćwiczenia fizyczne (czułem dokładnie podnoszony ciężar i wynikający z tego wysiłek) i także była w tym dobra. Trochę ćwiczeń we śnie, po czym świadomość mi odpłynęła.

Nie pojawiły się jedynie efekty ćwiczeń energetycznych - ale sam fakt pojawienia się tak realistycznego świadomego snu, mogę potraktować jako zapowiedź pożądanego efektu. ;)

Ot, Ld ciekawe, ponieważ miałem możliwość już tej nocy poczuć efekty planowanych wakacyjnych zajęć - i to w tej perfekcyjnej wersji.
Ziarno motywacji zostało posadzone. :)

entry 12.05.2011 - 07:51
Kładąc się spać wyraziłem intencję, że chcę mieć tej nocy oobe. Tak się też stało. :) Cholera, mogłoby to działać za każdym razem...

Miałem sen... przeszedłem "Tam".
Najpierw przebudziłem się. Jednak zauważyłem, że nie jestem u siebie w mieszkaniu ale na kanapie w swoim rodzinnym domu - na której nigdy dotąd nie spałem. Zawsze spał na niej mój tata.
Tym razem ja przebudziłem się na niej. Szybko zrozumiałem, że to sen. Miałem jednak wyraźnie wrażenie, że jestem w świecie fizycznym. Leżałem na plecach. Po chwili moje ciało zaczęło jakoś falować... nie były to zwykłe wibracje. Stwierdziłem, że spróbuję się oddzielić. Rzuciłem się do przodu i...wyszedłem. Na początku nie byłem pewien czy nie stoję w ciele fizycznym. Po sekundzie coraz mocniej zacząłem czuć niefizyczna stronę. Taki dziwny dyskomfort zawsze odczuwam przez chwilę. Gdy tylko go poczułem - ucieszyłem się, że się udało. Poziom świadomości znacznie wyższy niż podczas snu. Wyraźny świat wokoło. Była noc. Wystrzeliłem przed siebie szybko przelatując ponad schodami. Postanowiłem wylecieć na zewnątrz, acz zatrzymałem się przed szybą - czasem miałem problemy z przejściem przez nią. Ostrożnie dotknąłem szyby... i przeszedłem. Ucieszony zacząłem latać nad okolicą. Podziwiać świat widziany z góry. Rzadko zdarza mi się latać i muszę przyznać, że to arcy-genialna sprawa. :) Po jakimś czasie utraciłem świadomość.


Miłe doświadczenie. :)

Wszystkiego dobrego!

entry 01.05.2011 - 10:47
Poprzedni wpis miał być ostatnim na całe dwa miesiące, jednak dwie następujące po nim noce były zbyt owocne w ciekawe doświadczenia. Mogą być powiązane z pobudzaniem energii - testuję od dwóch dni technikę z tego tematu: http://www.oobe.pl/park/index.php?showtopi...amp;#entry70806 i działa na mnie zaskakująco skutecznie. Już pierwsza noc zaowocowała pięknym, długim i szalonym LD. Dzisiejsza noc także zawierała ciekawe doświadczenia acz nieco innego rodzaju.
Noc pierwsza - przygodowe ld.
Noc druga - przerażający sen + zaskakujące ld.

Do rzeczy:

WTF?!
To najlepsze podsumowanie tego ld. Wydarzyło się w nim tyle szalonych rzeczy, że szkoda byłoby tego nie opisać. Trafiłem do mieszanki kilku sennych scenerii o których pisałem już kilkakrotnie... choć zaczynam rozumieć, że to wszystko musi być po prostu jednym wielkim moim obszarem - ot, trafiałem tylko w różne jego rejony. Przebudziłem się w jakimś wielkim budynku. Byłem zupełnie sam. Zacząłem zwiedzać poszczególne pomieszczenia z poczuciem, że skądś znam to miejsce. Czułem się w nim bezpiecznie i miło. Zauważyłem, że jestem bardzo dobrze dostrojony. Wszystkie kolory były niesamowicie wyraźne i inne odczucia także były silne. Pomyślałem sobie "dziwne, że nikogo nie ma" - i w tej chwili cały budynek zapełnił się różnymi bytami. Śpiewającymi, radosnymi, skaczącymi, tańczącymi... what the fuck just happened? Sam zacząłem czuć wielką radość. Po chwili podeszła do mnie dwójka bytów. Czułem, że je dobrze znam choć nie przypominały mi nikogo z wyglądu. Powiedziały mi, że wyruszamy na przygodę i żebym szedł za nimi. Okazuje się, że mój budynek połączony jest z jakimś dworcem kolejowym/metrem, ponieważ wystarczyło zejść po jednych długich schodach i... znaleźliśmy się przy mini-pociągu. Byty powiedziały, że napędza go... siła muzyki. Nie do końca rozumiałem o co biega dopóki nie wszedłem do środka. Jeden byt siadł przy perkusji. Drugi przy gitarze. Mnie przyszedł mikrofon. Pojazd napędzała muzyka. Nie spodziewałem się, że moje świadome sny mogą być aż tak kiczowate. Jednak postanowiłem dalej grać w tę grę. Jakaś szybka piosenka i wycie do mikrofonu - i pociąg ruszył. Cholernie szybko ruszył. Pędziliśmy po tych torach nie wiadomo gdzie. Towarzyszące mi byty krzyknęły tylko "przygotuj się na walkę z bestią"... jaką bestią!? Nie pisałem się na to! ... I oto pojawiła się. Ogromna lokomotywa na ogromnych torach minimum 10 razy większa od naszego pociągu. Ciekawy przeciwnik. Kicz, kicz, kicz.
Nie miałem pojęcia o co chodzi z tą całą walką...do czasu aż nasz pociąg zjechał dosłownie pod koła tej lokomotywy. "Zatrzymajmy ją! Uderzaj z całych sił". Nie wiedziałem o co chodzi póki nie zauważyłem co one robią. Widziałem jak z towarzyszących mi bytów uchodzi energia która zatrzymywała lokomotywę i sprawiała, że nasz pociąg nie został zmiażdżony. Zrobiłem to samo tj. zacząłem manipulować swoją energią tak aby zatrzymać bestię. Męczące - jednak udało się. Bestia się zatrzymała, nam nic się nie stało i... przebudziłem się.
Sporo akcji.


Noc dwa:

Paranormal Activity.
Wielu z was pewnie zna ten całkiem niezły horrorek. Tym razem zwykły sen - nie miałem świadomości. Jednak był na tyle wyraźny, że zapamiętałem każdy szczegół. Sen z gatunku nieprzyjemnych/strasznych.
Byłem w towarzystwie jakiegoś przyjaznego bytu. Wziął mnie ze sobą zwiedzić jakiś stary dom. Podobno wiele osób w nim wcześniej zginęło - czuć było wyraźnie negatywną wibrację. Towarzysz powiedział, że idzie zbadać wnętrze i prosił mnie abym przeszukał ogród itp.
Tak zrobiłem. Zacząłem badać okolicę w poszukiwaniu śladów... i znalazłem je. Na deskach znajdującej się tuż obok stodoły znalazłem wypalone w drewnie trzypalczaste ślady od których bila 'zła' energia. Dotknąłem ich... i owa zła energia zaczęła narastać. Czułem coraz większy strach lecz starałem się z tym walczyć. Po chwili moja świadomość przeniosła się w ciało towarzyszącego mi bytu. Nowymi oczami ujrzałem jak przy tej stodole męczy się moja poprzednia postać. Podbiegłem, chwyciłem ją i pomogłem wstać. Już było w porządku. Przebudziłem się, acz strach mi dalej towarzyszył.


Po przebudzeniu jak najszybciej chciałem się pozbyć negatywnej energii i strachu. Zwykłe dobre myśli tym razem niewiele dawały - dlatego zacząłem myśleć o śmiesznych rzeczach... i udało się. Strach szybko minął i znowu zacząłem czuć się dobrze. W parę chwil później zasnąłem i rozpoczęło się najciekawsze doświadczenie tej nocy...

"Czy to rzeczywistość?"
Znajdowałem się w mieszkaniu w którym jestem aktualnie. Wszystko wyglądało identycznie jak teraz, acz znowu - byłem bardzo dobrze dostrojony. Początkowo nie potrafiłem odróżnić czy to sen czy rzeczywistość. Ruszyłem na spacer. Okolica znana jednak wokoło nie było zbyt wielu ludzi (w sumie dziś jest identycznie). Było...dziwnie. Po chwili spojrzałem na niebo i lekko się przeraziłem. Na niebie ujrzałem około 5 UFO. Wyglądały jakby były przeźroczystymi sześcianami wypełnionymi płynną energią która non stop krążyła. Gdyby jej nie było i gdyby nie zachowywała się w ten sposób - UFO byłyby niedostrzegalne. W sumie w ciągu ostatnich dni odświeżałem sobie wiedzę na te tematy - stąd nie dziwię się tej kreacji.
Czułem lekkie przerażenie wymieszane z radością "wreszcie coś się dzieje... niech to jest rzeczywistość, niech to jest rzeczywistość." powtarzałem w myślach. Nagle zostałem przeniesiony w czasie o kilka dni. Znalazłem się w domu rodzinnym gdzie poza mną, znajdował się mój brat i rodzice. Spojrzałem przez okno - UFO dalej tam się znajdowały. Widziałem strach w oczach moich bliskich. Ja za to dalej czułem to co wcześniej. Chciałem żeby to rozgrywało się naprawdę, choć już coraz bardziej rozumiałem, że to niestety tylko sen. Spoglądałem przez chwilę przez okno delektując się widok i mieszanką emocji po to by w kilka sekund później ujrzeć jeszcze bardziej nieziemski widok. Na niebie pojawił się wielki statek. Tym razem wyglądał bardzo stabilnie, fizycznie. Nie był to spodek, był raczej podłużny i o ciemnej barwie. Statek wylądował na polu nieopodal i zakamuflował się (choć mimo tego kamuflażu - był lekko widoczny). Wszyscy wpadli w panikę a ja czułem dziwną radość. Wiedziałem, że nie przybyli by zrobić nam krzywdę - a po to by nam pomóc. Przynajmniej takie miałem we śnie wrażenie. Po chwili do drzwi zapukała moja ciotka i wpuściliśmy ją. Rozpoczęło się oczekiwanie na to co się stanie.
...
...
...
Obudziłem się! Cholera!


Wybrałem się dziś na spacer. Sceneria łudząco podobna do tej ze snu. Pustki na ulicach. Cisza i spokój. Niestety żadnej pulsującej energii na niebie. Ech.


Zdecydowałem, że o ile pojawi się jakieś oobe, ld czy mocniej ciekawy sen... opiszę to. Jednak żadnych 4+1 i innych (poza szybkim treningiem energetycznym) oobe aktywności przez te dwa miesiące nie planuję. Pojawią się - wspaniale. Nie pojawią się - to nic.

Pokój wam.

6 Stron V   1 2 3 > »   
Mój obraz