Crow's Diary


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

6 Stron V  < 1 2 3 4 > » 
 | Kategoria: Świat poza Ciałem
entry 26.02.2010 - 10:15
W moim śnie ponownie znalazłem się rodzinnych okolicach. Szedłem od mojej klatki w stronę oddalonej o kilkadziesiąt ulicy i pewnego sklepiku. Tam wsiadłem w autobus, gdzie się okazało kierowcą był mój znajomy ze szkolnej ławki. Zaskoczyła mnie ta sytuacja ale pozytywnie. Cieszyłem się że go spotkałem i mogłem z nim porozmawiać. Tak sobie jechaliśmy tym autobusem, chociaż w moim rodzinnym mieście nie ma śródmiejskich środków transportu, a ja wyciągnąłem swoje PSP i zacząłem w coś grać czy przeglądać gry. Zatrzymaliśmy się na skrzyżowaniu alei Jana Pawła II na przystanku, gdzie wysiadłem i spotkałem kolejnego znajomego. Chciałem się mu pochwalić, że mam nową fajną grę (GTA Vice City Stories) choć sam za nią zbytnio nie przepadam i on też. Już miał zobaczyć, obejrzeć aż zauważyliśmy, że w naszą stronę kieruję się pewien znany nam osobnik. Był to taki swego czasu miejski cwaniaczek, łobuz. Podszedł do nas a Paweł wiedział, że się doczepi i zacznie czegoś chcieć. Ja postanowiłem pójść dalej aby nie mieć z nim do czynienia. Jak odchodziłem obejrzałem się za siebie i widziałem jak sobie rozmawiają, jednak po chwili Norbert - cwaniaczek, zaczął zmierzać w moim kierunku. Zacząłem biec szybciej i skręciłem w boczną alejkę, małą ścieżynkę wiodącą do malutkiego lasku nad rzeczką. Koleś mnie doganiał, a ja zacząłem tracić siły i biec jakoś tak dziwnie jakby każdy mój krok troszkę mnie cofał do tyłu. W końcu dobiegłem na kolejną ulicę obejrzałem się za siebie a on był już przy mnie. Jednak spostrzegłem już w półświadomie, że tyłem biegnie mi się lepiej i że mogę się odpychać nogami od ścian i że jak chcę to mogę się również odpychać od drzew oddalonych o kilka metrów dalej. Nabierałem impetu jednak w końcu mnie złapał, coś powiedział, a ja bez strachu zacząłem z nim o czymś rozmawiać. Niestety nie za długo gdyż się przebudziłem.

Otworzyłem oczy leżąc w łóżku, czułem że moje ciało jeszcze śpi, więc nie ważyłem się nim nawet drgnąć. Najzwyczajniej zamknąłem oczy i zacząłem się na czymś skupiać by utrzymać świadomość. Nie musiałem długo czekać kiedy poczułem, że moje drugie ciało zaczyna się odłączać od tego fizycznego. Poczułem wyraźnie wibracje w całym moim ciele. Pierwsza fala przeszła bez żadnego specjalnego efektu - nie udało mi się oderwać. Jednak przy drugiej wibracje stały się bardzo silne tak, że bardzo mocno mną trzęsło. Było to jednak na swój sposób bardzo przyjemne dlatego napawałem się tym uczuciem. Zacząłem myśleć o opuszczeniu swojego ciała i powoli wyginałem się jakby do tyłu, jakbym robiłem mostek czy coś. Już czułem że się poruszam, powoli bardzo mozolnie i już pojawiał mi się obraz mojego pokoju. Chociaż wydawało mi się że opuszczam się z tyłu, za moją głową (za którą miałem ścianę oddaloną o około 1 metr) to zacząłem widzieć moje okno i sufit i łóżko i być może nawet siebie. Jakoś w między czasie zacząłem skupiać się na oddechu aby się bardziej zrelaksować i dostroić do tej rzeczywistości. Już chciałem pocierać dłonią czy stopą o łóżko czy ziemię, ale szybko ściągnęło mnie do ciała. Otworzyłem oczy rozejrzałem się po pokoju by upewnić się czy rzeczywiście w nim byłem czy w jakimś innym wyimaginowanym. Ponownie zamknąłem oczy chciałem znów wrócić poza ciało, ale niestety nie udało mi się. W pewnym momencie musiałem się przeciągnąć po czym smacznie zasnąłem.

Dochodzę do pewnej wprawy w opuszczaniu ciała - głównie chodzi o spontaniczne nocne wibracje. Wcześniej nie mogłem się w ogóle ruszać, a ostatnio robię malutkie kroczki w POZA. Teraz muszę się nauczyć opanowywać emocje i nie skupiać się na ciele fizycznym i związanym z nim czynnościach (np oddychanie), aby nie przerywać doświadczeń poza moim ciałem.

 | Kategoria: Senna autostrada
entry 24.02.2010 - 10:08
Wspinałem się po schodach szarej klatki schodowej w górę do mojego mieszkania. Miałem przeczucie, że jestem niechciany czy wręcz znienawidzony. Co jakiś czas pośpiesznie spoglądałem przez poręcz w dół czy nikt mnie nie goni lub jak są daleko ode mnie. Miałem wrażenie, wyzywają mnie tuż za moimi plecami, a gdzieniegdzie przewinęła mi się jakaś znajoma postać moich dawnych znajomych. Wspinałem się ile sił do swojego domu, by tam znaleźć schronienie. Jednak coś ciągnęło mnie bym zszedł w dół i minął tych wszystkich ludzi, przed którymi tak bardzo chciałem uciec. Moim celem była piwnica, tam musiałem coś odnaleźć. Nie tracąc czasu zbiegłem po schodach w dół. Po drodze zebrałem kilku znajomych, których intencje okazały się inne niż myślałem. Wszedłem do piwnicy i zatrzasnąłem za sobą drzwi, ale czułem, że Tamci wciąż mnie gonią. Zerknąłem szybko do suszarni. Przeczuwałem, że gdzieś w pobliżu jest tajne przejście, którym uciekniemy. Szybko odwróciłem się i pobiegłem do pralni, zatrzaskując za sobą kolejne drzwi. Za nimi cudze kroki stawały się coraz głośniejsze, aż w końcu ktoś zaczął walić w drzwi. W murowanej średniej wielkości wannie do prania znalazłem małe drzwiczki. Uchyliłem je do góry i szybko przecisnęliśmy się przez nie. Znaleźliśmy się w jakimś dziwnym ciemnym pomieszczeniu, bardzo zawilgoconym. Gdzie nie gdzie na ścianach paliły się pochodnie. Wiedziałem, że to była ta tajna komnata, która doprowadzi mnie do wolności. Przez chwilę zląkłem się, że Tamci też przejdą przez te małe drzwi, ale one były ukryte, tajemne, znane tylko mi i innym którzy je zbudowali. Pomieszczenie w dużym stopniu przypominało jaskinie i kto wie czy nią nie była. Po chwili wydostaliśmy się na powierzchnie. Wyjście otoczone było jakimś ruinami i porastającą na nich roślinnością, a całość znajdowała się w jakimś małej dolince. Przebrnęliśmy przez pagórek i doszliśmy na ulicę. Pogoda była lekko deszczowa. Było szaro i mokro, a ulica pobłyskiwała zmoczona kroplami deszczu. Gdzie nie gdzie przy drodze co kilka, kilkanaście metrów wyrastały samotnie topole. Gdzieś w oddali zauważyłem samochód jadący inną drogą. Zadzwoniłem do kogoś lub ktoś zadzwoniłem do mnie i dowiedziałem się lub oznajmiłem, że jesteśmy we Francji i szukamy drogi do domu.

 | Kategoria: Senna autostrada
entry 13.02.2010 - 12:33
Pokręcone jak to we śnie moje wędrówki po mym rodzinnym mieście. Mimo, że było to w jakimś logicznym układzie ma pamięć mnie myli i przekręca trochę rozkład chronologiczny. Powiedzmy, że wszystko zaczęło się w moim rodzinnym domu. W takim małym mieszkanku, w moim byłym pokoju. Znalazłem się w akwarium. Nie wiem skąd się wzięło, po prostu tam stało zaraz przy moim żółtym piecu kaflowym. Takie duże, ogromniaste na wysokość pomieszczenia i na 1/3 jego długości. Byłem jakimś jegomościem unoszącym się na powierzchni wody czubkiem nosa dotykając już sufitu. To nie byłem ja, wiedziałem o tym dobrze, ale byłem w ciele tamtego człowieka. Obserwowałem i czułem to co on. Z jednej strony bałem się, że zaraz utonę, ale byłem również przekonany, że poziom wody już wyżej się nie podniesie, a ja muszę tam pozostać choć nie wiem jak długo i za co, i po co. Przez szklaną ściankę akwarium po lewej stronie na kanapie siedziała moja mama i oglądała telewizję. Później jeszcze ona mi się przewinęła przed wzrokiem obok ów wspomnianego pieca.

Później, albo może wcześniej, siedziałem na moim łóżku narożnikowym w tymże samym pokoiku. Nie było już akwarium i umeblowanie było inne. Z innego okresu mojego życia w tamtym miejscu. Jednak kilka elementów wystroju było na innym miejscu, w jakim nigdy dotąd. Siedziałem w rogu i prawdopodobnie z kimś rozmawiałem lub byłem czymś zajęty. Nagle spostrzegłem mojego już zmarłego dziadka, co siedział na lewo ode mnie. Wyraźnie był wpatrzony w telewizor i obserwował go z zainteresowaniem i z pewnym zahipnotyzowaniem. Spojrzałem na TV i był kompletnie wyłączony. Zapytałem go czy ogląda telewizje. On jakby się nagle przebudził, choć miał otwarte oczy, i z rozradowaniem powiedział, że tak że ogląda. Ogląda telewizor bo taki czarny, bo można nawet kiedy jet wyłączony. To i tak jest oglądanie telewizora mimo iż nic w nim nie leci. Był taki wesoły, wydawał się szczęśliwy. Sprawiał wrażenie takiego starszego mędrca, co mógłby wiele nauczyć.

Chciałem się wybrać do mojego kolegi co mieszka niedaleko. Było już ciemno i mimo, że to kawałek i że już widziałem jego szarawy dom z czerwonym dachem, jakoś się bałem, że coś mi się stanie. Nagle droga jakby się wydłużyła i zamieniła na ciemną ulicę taką jakby z centrum nocą. Podeszło do mnie jakichś dwóch dzieciaków i niby coś chcieli wyłudzić. Jeden nagle się zbulwersował i chciał mnie pobić, kopnąć. Chwyciłem jego nogę, przewróciłem na ziemie i chciałem unieszkodliwić. W tym momencie znikąd pojawił się jego starszy kompan, taki osiłek cyrkowy, łysy ze staromodnym wąsem pokręconym na końcu. Chciał mnie pobić i chyba nawet to robił. Próbowałem się bronic ale nie mogłem, nie potrafiłem, nie miałem siły. Musiałem się wycofywać i czułem jak we mnie gotuje się złość na moją bezradność. Nie dotarłem na miejsce do mojego kolegi, w zamian wróciłem do domu.

Znalazłem się w jakimś pojeździe i jechałem z kilkoma ludźmi ulicą przez miasto. Znaleźliśmy się na zakręcie przy wyjeździe z rynku. Po prawej mijaliśmy park, a po lewej widziałem dróżkę na targ i przy narożniku "Żabkę". W środku pojazdu jakieś dwie dziewczyny wykłócały się, czyj samochód jest lepszy. Jedna zachwalała Hondę wersję 6, w której się znajdowaliśmy, a druga BMW wersję 8. Dziwiło mnie to gdyż ta kłótnia była bez sensu. Oba samochody są eleganckie i wszechstronne, wygodne i w ogóle. Rozejrzałem się po wnętrzu i pomyślałem, że chciałbym taki samochód. Fajny, bardzo rodzinny. Kierowca wydawał się być ojcem jednej z dziewczyn chociaż jak później się okazało był on panem młodym. Z przodu obok niego siedziała jakaś osoba, której nie potrafię zidentyfikować, być może ta druga dziewczyna, a z tyłu tuż obok mnie siedziała panna młoda i dalej jej matka. Panna młoda była dość ładną niską, szczupłą młodą kobietą, która jak wyczułem i zauważyłem nie za bardzo chciała tego ślubu i bardzo chciała związać się ze mną. Uciec dokądś. Podchwytywała mnie za rękę i próbowała pocałować. Czułem się niezręcznie bo z przodu siedział jej świeży mąż co zerkał czasem do tyłu, no i ja przecież też już jestem w związku. Nie jestem pewien czy rzekłem do niej, czy tylko pomyślałem, że nam się nie uda i jest to nie możliwe. Ona wciąż trzymała mnie za rękę.

Porozglądałem się jeszcze chwilkę za okno i widziałem jak zbliżamy się do mojej szkoły. Trochę się pozmieniało, nie byłem w tamtych stronach od bardzo dawna. W końcu się zatrzymaliśmy na parkingu przed budynkiem. Oprócz nas przyjechał ktoś jeszcze i wspólnie zaczęliśmy zwiedzanie ośrodka. Weszliśmy jakby wejściem kuchennym. Po lewej stronie na sali przy stole siedziało kilka osób w białych kitlach i spożywali jakieś dania. Szczególną uwagę zwróciła na mnie 2 osoba od wejścia. Miała ona na kolanach kota, ale takiego innego. Miał śliniaczek i był jakiś taki nienaturalny, zmutowany. Przeszliśmy dalej do kolejnego pomieszczenia. Ktoś gdzieś jeszcze raz mi podrzucił pod oczy takie nie naturalne zwierzę. Nie podobało mi się to co oni tu robią. Doszedłem do wniosku, że musi to być jakieś laboratorium czy coś. Chwilę później zaprzestałem dalszego śnienia.

Wnioski: moją senną kotwicą może być zbiornik wody (basen, akwarium, jezioro). Często ten element występuje w moich snach

 | Kategoria: Senna autostrada
entry 12.02.2010 - 10:46
Śniło mi się w nocy, że byłem jakimś naukowcem niby na safari ale to było takie safari z dżunglą połączone. Tam coś robiłem, jeszcze nie wiedziałem co. Polazłem gdzieś do lasu i mnie dzikie zwierzęta i duże pszczoły zaczęły gonić. Uciekałem ile sił w nogach do mojego domku. Tam się okazało, że moja żona i dzieci po mnie, czy do mnie przyjechały. Niestety nie mogliśmy zostać z powodu fauny. Okazało się, że ja tam pracowałem przy takiej pompie, która wydobywała z ziemi jakąś plazmę czy jakąś energie dla jakieś tam firmy czy coś. No i Natura się zbuntowała przeciw ludzkości chyba.

Obudziłem się nad ranem na chwilę, trochę pokręciłem i poszedłem znów spać.

Zasnąłem i miałem kolejny sen. Śniło mi się, że byłem w jakimś pokoju i tam spotykałem znajomych. Dwóch chciało sobie rower bmx kupić do sztuczek kaskaderskich. Ja też niby chciałem z nimi ale wybrałem sobie górala. Potem oni sobie poszli ale prędzej powiedzieli, że nie ten rower bo m za grube opony jak na szosę. Potem zjawiła się grupka dzieciaków. Czułem się jak w szkole. Ja generalnie chciałem wyjść przez okno na podwórko ale ktoś mi zawsze przeszkadzał. No i te dzieciaki zebrały się koło mnie przy tym oknie i coś krzyczą, mówią, wariują, taka niepoprawna polska młodzież. Ale jakoś udało mi się z nimi kontakt złapać i się uspokoili. Spojrzałem w lewo i zobaczyłem, że jednemu dzieciakowi spadła taka foliowa przepaska z ramienia. Przyjrzałem się bliżej i się okazało ze nie miał ręki. Miał za to taki jakby mechaniczny, czy metalowy kikut z takimi 3 chwytakami na końcu jakby palce. Później obróciłem się w stronę okna chciałem wyjść, ale nie wyszedłem, jednak usłyszałem jakiś głos znikąd. Coś mi mówił, jakaś radę odnośnie OBE/LD itp - tak mi się przynajmniej wydaje.

Przebudziłem się i byłem taki jeszcze śpiący trochę. Zamknąłem oczy i starałem się zostać świadomy. Zacząłem odczuwać, że jestem w ruchu, że się rozpędzam do niebywałych prędkości. Wymyśliłem sobie, że skoro tak to chciałbym być pilotem myśliwca kosmicznego. Nagle dookoła zbudował się tunel. Taki wielki tunel startowy dla myśliwców. Kilka sekund później wyleciałem w przestrzeń kosmiczną. Leciałem z ogromna prędkością, czułem ją. Pomyślałem, że fajnie było by jakiś obcych zestrzelić. Na horyzoncie pojawiła się jakaś eskadra. Pogoniłem za nią kilka chwil, być może kogoś zestrzeliłem. W końcu doleciałem do ogromnego statku matki, czy ogromnej bazy kosmicznej. Jakoś niespostrzeżenie wylądowałem w środku i opuściłem pojazd. Poszedłem korytarzem z hali na korytarze statku/bazy. Tam wyczułem, że za drzwiami jest jakiś żołnierz. Wychyliłem głowę przez zamknięte drzwi i widziałem takiego człowieka w czarnym mundurze z czerwonymi elementami. Na głowie mial helm, taki przypominający trochę hełm żołnierzy republiki z gwiezdnych wojen, ale bardziej wydłużony, jakby kolarski. Pojmałem go szybkim ruchem i unieszkodliwiłem. Zaciągłem go do ciemnego korytarzyka obok i pozostawiłem. Potem poszedłem dalej korytarzem i usłyszałem, że znów ktoś się zbliża. Tym razem nie miałem gdzie się schować. Pomyślałem, że przecież jestem w swoim śnie więc mam wszystko dostępne co tylko zapragnę. Szybko włączyłem sobie STEALTH'a (niewidzialność) i zaczaiłem się za rogiem jak jakiś ukryty predator. Kątem oka tak trochę wyglądnąłem za róg by zobaczyć kto idzie. Już chyba kogoś zobaczyłem kiedy zacząłem tracić ostrość. Nawet mi nie przyszło mi na myśl by się dostroić Pod sam koniec jak już zacząłem tracić wizję usłyszałem jeszcze raz ten sam głos co wcześniej. Nie pamiętam dokładnie co powiedział (za duzo czasu minęło) ale przekaz był mniej więcej taki: "Nie będziesz bardziej świadomy w tej rzeczywistości jeżeli nie oczyścisz swojego umysłu"

 | Kategoria: Frywolone myśli
entry 05.02.2010 - 12:23
Generalnie staram się podziwiać piękno dookoła, łapać je, napawać się nim. Zauważam zupełnie nowe oblicza miasta, w miejscach które przez codzienność straciły swój urok. Zauważam nie tylko miejsce, rekwizyty, bywalców ale również światła i cienie, odbicia, czuje wiatr lub jego brak, zapach roznoszący się w powietrzu, od razu robi się tak inaczej na duszy, cieplej, weselej. Chce się żyć tu i teraz, a nie w przeszłości, której już nie ma, ani nie w przyszłości, która jeszcze nie nadeszła, a i tak będzie się różnic w jakimś stopniu od naszej wymarzonej co sprowadzi tylko kolejne rozczarowania. Na wszystko jest czas i odpowiednia pora. Jeżeli pozostaniemy w stanie, w którym większość ludzi trwa przez cały czas tj. ciągłe zamartwianie się co będzie jutro bo coś tam, lub użalanie się nad tym co było i już nie można tego zmienić, to nigdy nie będziemy mogli być sobą. Nigdy nie zaznamy życia w jego pełni, nie zauważymy jakie jest piękne i cudowne, nigdy nie będziemy świadomi świata i siebie samego. Kiedy będziemy potrafili być uważniejsi i oddawać się każdej czynności z dziecięcym zapałem, dociekliwością, ciekawością i z powątpiewaniem, również i sfera snów i doświadczeń poza naszym ciałem fizycznym stanie się pełniejsza i ciekawsza. Będziemy ją badać dokładniej, a przez to więcej doświadczać i wynosić korzyści.

Ostatnio przez takie podejście otwieram się na nowe smaki kulinarne i z chęcią próbuje rzeczy, które mi dotąd nie smakowały, i o dziwo stają się smaczne:) Z drugiej strony przestają mi smakować przetworzone i sztuczne produkty. Chipsy, ciastka i słodycze nie są już tak smaczne jak były wcześniej, a pojawiające się dookoła reklamy namawiające nas na tego typu produktów nie robią już na mnie takiego wrażenia i nie wzbudzają takiego zainteresowania jak jeszcze jakiś czas temu. Dużo bardziej mam chęć na świeże warzywa i owoce, pysznym dobrze przyrządzonym mięsem też nie pogardzę. Jednak staram się omijać ciężkie potrawy, przesiąknięte tłuszczem i z dużą ilością sztucznych dodatków. Mimo że czasami bywają smaczne, mają dużo więcej wad, które przeszkadzają nam w naszym dalszym osobistym rozwoju. Ile razy ludzie nie łapią się na lenistwie po syto przyrządzonym obiedzie, a potem jeszcze bardziej obfita kolacja. Niby tak przyjemnie, czujemy się najedzeni, nic tylko usiąść przed telewizorem i odpocząć. A może tak by się położyć i poczytać książkę? Prędko jednak można zauważyć, że człowiek szybciej się męczy, przeczyta mniej stron nim go zmorzy sen, a o wyjściu na spacer już nie wspomnę. I jak tu w takim stanie poćwiczyć medytację, poćwiczyć OBE kiedy ledwo się zrelaksujemy zapadamy w słodki sen.

6 Stron V  < 1 2 3 4 > »   
Mój obraz