Crow's Diary


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

6 Stron V  « < 4 5 6
 | Kategoria: Boot Camp
entry 02.12.2009 - 15:18
Zadanie 2 dostałem priorytetem 2 dni temu (no może 3 :)) niestety nie byłem wstanie na bieżąco wpisać się w mój notatnik, ale mam zamiar te dni nadrobić opisując moje relacje z relaksacji :) Generalnie muszę napomnieć, że od dłuższego czasu bawię się trochę z hemi-sync przez co stan relaksu, lub osławiony FOCUS 10, doświadczam względnie szybko. Wygląda to tak, że kładę się wygodnie na plecach, a pod głowę kark wkładam poduszkę lub dwie. Chodzi o to aby nic nie "wisiało w powietrzu" aby nie używać siły mięśni do podtrzymywania czegokolwiek. Relaks zaczynam od afirmacji po czym w regularnym rytmicznym oddechu pozwalam swemu ciału się kompletnie zrelaksować tak jak się tego nauczyło we wcześniejszych ćwiczeniach. Oczywiście pomagam sobie pewną autosugestią co każdy wdech, a przy każdym wydechu pozwalam ciału się relaksować. Cały proces trwa ok 10 - 20 wdechów. Zaczynam od twarzy, oczu ust i brwi, następnie pozwalam aby ten rozluźniony, spokojny stan wpłynął i pozwolił zrelaksować się mojemu umysłowi. W następnych krokach pozwalam aby ten spokojny zrelaksowany stan umysłu wpłynął na stan reszty mojego ciała. Ta metoda pozwala mi się spokojnie zrelaksować nawet podczas podróży czy transportu w MPK, pociągu czy autobusie. Jest to dla mnie chyba najszybsza, najłatwiejsza i najbardziej naturalna metoda relaksu jaką miąłem okazję wypróbować :)

 | Kategoria: Boot Camp
entry 28.11.2009 - 23:01
Najtrudniejsze są początki jak mawiają :) No z perspektywy czasu trudno powiedzieć kiedy to się zaczęło - ta cała pogoń za czymś o czym się nie wie, nie ma pojęcia. Tak właściwie to nie wiadomo do końca za czym się tak w ogóle goniło. Za pewnością siebie? Za szczęściem? Za dobrobytem? Co jest najistotniejsze? Nie wiem jak wy ale podejrzewam, że większość w jakiś sposób znudzona jest życiem, nie... wróć... nie życiem, ale raczej pewnymi warunkami czy całą atmosferą wokół. Szczególnie w takim kraju jak nasz. Od dziecka się słyszy jak to beznadziejnie, do dupy i ostatecznie i tak kończysz w piachu. Ale czy na pewno? Czy tak to być musi jak Cię uczono? Coś w głębi mojej duszy mówi mi że jest inaczej.

Kilka lat temu mój dobry znajomy opowiedział mi pewnym zdarzeniu w jego życiu co przyczyniło się do mojego bądź co bądź zainteresowania sprawami ezoterycznymi. Fascynowało mnie to jak opowiadał o ludziach, których poznał, którzy potrafili widzieć aury czy kontaktować się ze swoimi aniołami jak mawiali. Ale moje zafascynowanie przybrało raczej charakter oczekiwania. Chciałem aby te mój znajomy zapoznał mnie z ów ludźmi i być może mogliby mnie takich sztuczek nauczyć. Jednak do tego nie doszło i teraz jak na to patrzę to chyba nawet lepiej :) W każdym bądź razie postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i nauczyć się wszystkiego sam. W internecie wyszukałem jakiś trening widzenia aur, ale był mizerny. Potem, jakoś tego lata, odnalazłem podręczniki, tutorial'e Roberta Bruce'a. No i ta zacząłem sobie ćwiczyć widzenie aur, dalej wyczytałem o traktacie o projekcji astralnej co mnie jeszcze bardziej zafascynowało ale postanowiłem nie pakować się tak od razu na głęboką wodę i poćwiczyć rozwój czakr. Wtedy wydawało się to dla mnie trochę głupie - ćwiczyć rozwój czegoś o czym słyszało się w Naruto :D Jednak powiedziałem sobie że nie mam nić do stracenia i ostatecznie i tak tylko ja o tym wiem więc nikt mnie nie wyśmieje :P Następnie w trakcie ćwiczeń wznoszenia energii itp zacząłem czytać coś o Nowych drogach energii. W miedzy czasie na szukając jakichś informacji nt. czakr itp odnalazłem na youtube książki Roberta Monroe w postaci Audio BooKów (Ivona rulaz !:)) W tym czasie było to dla mnie idealne rozwiązanie gdyż nie miałem za dużo czasu na czytanie, a tak w pracy siedząc przed kompem mogłem ze spokojem sobie posłuchać tych niezmiernie ciekawych opowieści.

Oczywiście jak można się domyślić strasznie mnie to podjarało na te całe podróże poza ciałem. Zdałem sobie sprawę że w końcu pozwoli mi to odnaleźć odpowiedzi, których tak długo podświadomie szukam. Jednocześnie wysłuchując wniosków do których doszedł szanowny pan Monroe stwierdzam, że byłem ich świadom, sam do nich doszedłem długą i krętą drogą zwaną życiem. Ale pojawiło się wiele nowych aspektów, które mnie zaciekawiły i których sam pragnę doświadczyć. Chciałbym rzeczywiście się dowiedzieć czy to nie jest tylko jakaś bajda, bo jakoś szczerze mam wrażenie że ten cały pobyt na ziemi mimo że fajny i potrafi być zabawny już mnie powoli nudzi. Objawia się to brakiem przywiązań do czegokolwiek. Kiedyś myślałem, że jestem jakiś dziwny - no dobra wciąż tak uważam ;) - bo skoro jestem zadowolony z życia osobą, pełną radości bez agresywnych emocji, to dlaczego nie potrafię się do niczego przywiązać? Każdy prawie ma coś swojego ulubionego. Ja - nie! Seryjnie wam mówię! Jak by ktoś mnie zapytał co jest moim ulubionym czymś to muszę się chwilę zastanowić i wybrać coś z tych wszystkich rzeczy które sprawiają mi radość i któremu mógłbym w danym momencie przykleić nalepkę "MOJE ULUBIONE". Oczywiście nie trudno zgadnąć, że innym razem podałbym inną odpowiedź :D

No ale wracając do tematu. Po zapoznaniu się z trylogią Roberta Monroe udało mi się zdobyć jego dzieło zwane "Hemi-Sync Gateway Experience Wave Voyage CD Series" i zacząłem sobie ćwiczyć licząc na szybkie efekty z OBE. Oczywiście troszkę bezskutecznie gdyż podniecenie i zbyt wysokie oczekiwania wzięły górą. Jednak pewnej październikowej nocy podczas przebudziłem się czy raczej odzyskałem pełną świadomość kiedy dopadły mnie siolne wibracje i wiążący się z nimi paraliż. Z początku pomyślałem, że to mnie ząb strasznie rozbolał ale ten jakby ból przeniósł się na resztę ciała. Po chwili miałem wrażenie jakbym się cały rozpadał na miliony drobnych atomów. Po chwili kiedy wołałem o pomoc by to ustało zdałem sobie sprawę, że to jest to o czym wspominał Monroe! Zmieniłem intencję że chce wyjść z ciała i poczułem uścisk na mej dłoni. Po chwili znalazłem się jakby siedząc na moim łóżku. Szok którego wtedy doznałem sprawił że szybko wróciłem do ciała i natychmiast się obudziłem. (Więcej szczegółów odnośnie tego zdarzenia znajdziecie tutaj - Crow's Diary "Na Wpół świadomy Początek" To doświadczenie naprawdę przekonało mnie, że jestem czymś więcej niż ciałem fizycznym i fizyczną materią. Od tego momentu wiem, że nie spocznę, nie odwrócę się od tego i będę w stanie w pełni świadomie nauczyć się doświadczać tego zjawiska by móc się dalej kształcić, rozwijać no i mam nadzieję pomagać i sobie i innym. No a dodatkowo nie ukrywam okiełznałbym se Poznań z lotu ptaka:)

Na tym etapie pełną parą postanowiłem sprawdzać wszystkie metody i odnaleźć tą, która najlepiej dla mnie działa. Jak dotąd podczas wszystkich moich prób kilkakrotnie udało mi się tylko uzyskać wstępną, na prawdę bardzo wstępną fazę wibracji (po przeżyciach tamtej nocy nie trudno mi odróżnić wibracji od dreszczy czy delikatnego przepływu energii:)) Niestety w większości przypadków na wpół świadomie, trochę jakby wykończony energetycznie.

No i pokrótce takim oto sposobem znalazłem się na tym forum i na kursie przygotowanym przez to forum. Mam nadzieję i wiarę, że niedługo będę mógł z wami podzielić się moimi doświadczeniami w POZA i może w większym gronie pozwiedzać nieznane nam dotąd stany świadomości czy realia innych rzeczywistości? Ja osobiście trzymam kciuki i mam nadzieję, że i Wy czasem potrzymacie je za mnie/dla mnie :)

Regards!

PS. Tym sposobem mam nadzieję wykonałem zadanie A i B.
PS2. co do zadania B to mimo że jestem osobą dość emocjonalnie stabilną, to jak tak chwilę się zastanowiłem czy naprawdę tego chcę, A JA CHCĘ!, to muszę przyznać że... hmm... no łzy się naprawdę na oczy cisnęły, a ciałem wstrząsnęły solidne dreszcze...

 | Kategoria: Senna autostrada
entry 28.11.2009 - 06:10
Nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd znalazłem się w jakimś miejscu znalazłem się w jakimś miejscu nie wiadomo gdzie. Nie było tam ludzi, nie było tam drzew, jedynie pustka, droga i płaskie góry w oddali. Krajobraz był mocno pustynny i wydaje mi się że gdzieś był most łączący któreś z gór.

Odnoszę wrażenie że już tu kiedyś byłem ale nie mogłem znaleźć dalszej drogi lub w ogóle o niej nie wiedziałem. Przypominam sobie, że wcześniej było tam gospodarstwo, dość stare podniszczone. Ujawniła mi się mapa okolicy (tak jakbym wcisnął start) i na zielonkawej planszy zobaczył ważne dla mnie punkty orientacyjne. W górnej jej części, zwróciłem uwagę na pewno miejsce do którego nie prowadziła żadna z dróg. Pomyślałem, że to czego szukam. To sekretne miejsce było niedaleko farmy na której ostatnio się kręciłem w odnalezieniu przejścia do miejsca gdzie mnie podświadomie ciągnęło.

Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak znalazłem się w małym czarnym buggy (model jakby wojskowy) i pędziłem przez bezdroża do mojego celu. Po drodze zatrzymałem się koło niby opuszczonej chałupki. Była to murowana chata ze złocistym dachem ze strzechy. Niedaleko jej o duży drewniany pieniek tkwiła wbita siekierka a za nią na wietrze powiewały kłosy na małym poletku. Gdzieś w pobliżu znajdował się bywalec tego miejsca. Młody chłopak. Miałem jednak wrażenie jakby był on tylko dla mnie, a jego zadaniem było wskazanie mi drogi. Dodatkowo stałem się świadom, że w mojej podróży nie jestem sam.

Moim towarzyszem był mój kolega, przyjaciel z dziecinnych lat, jednak od miejsca ów gospodarstwa jechaliśmy dwoma oddzielnymi pojazdami. Dalej jechaliśmy przez pole. Wydaje mi się że już jakieś małe plony się pojawiały (mała rzadka soczyście zielona roślinność). Mój przyjaciel mnie wyprzedził i kilkanaście metrów za polem zatrzymał przy małym stawu w pobliżu lasu. Ja chciałem jechać dalej nową drogą na którą natrafiliśmy jednak nie chciałem się od niego zbytnio oddalać, więc zawróciłem i przystanąłem na chwilę.

Automatycznie po wyjściu z pojazdu wszedłem na improwizowany z kilku desek pomost nisko zawieszony nad wodą. Z początku był stabilny, ale im dalej nim podążałem stawał się coraz to bardziej chwiejny i poskręcany. Mój znajomy podążył za mną. Most okazał się dłuższy niż myślałem, a im dłużej nim podążałem tym stawałem się pewniejszy, że wędrujemy przez jakieś bagna. Gdzieś w połowie drogi, jak mi się dawało, mój znajomy zaczął trząść mostem, tak że omal nie powpadaliśmy do wody. Zajęty myślą o nie wpadnięciu i utrzymaniu się na deskach nie zauważyłem że w końcu dotarliśmy do jakieś zrujnowanej antycznej bramy, przejścia. Przekroczyłem jej progi i znalazłem się w innym świecie. W moim sercu narodziła się informacja, że jesteśmy, że dotarliśmy do miejsca, które było naszym celem.

Poszedłem dalej przez miejsce, które wyglądało na pełną życia ulicę. Ale nie miasta, raczej jakieś tajemnej wioski ukrytej w najgłębszym zakamarku opuszczonego lasu. Ów "ulica" była szeroka, wykładana jakimś czerwonawym poz-brukiem czy kamieniami. Po bokach wysoko wyrastały drzewa, gdzie nie gdzie znajdowały się małe zakola na ławki, a po środku co kilka metrów stały latarnie po środku malutkiej bardzo nisko ogrodzonej polanki. Obejrzałem się za siebie by upewnić się czy mój przyjaciel podąża za mną. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, okazało się że go nie ma a jakby w jego miejsce znalazła się moja dziewczyna. Ucieszył mnie ten fakt, ze dotarłem tutaj wraz z nią i czułem że gdzieś niedaleko również jest mój znajomy. Fakt zmiany towarzysza był pewnego rodzaju pstryczkiem w mojej głowie, że tak się nie dzieje w świecie codziennym. Kiedy moja głowa znów nakierowała się wprost byłem w pełni świadomy, że znajduję się w śnie i mogę iść dokąd mi się tylko podoba. Wszystko nagle stało się jeszcze żywsze, jeszcze wyraźniejsze, poczułem że naprawdę tam jestem. Bardzo mi się to spodobało i postanowiłem się nacieszyć widokiem i przeżyciem póki jeszcze mogę. Postanowiłem się przyjrzeć najbliższemu otoczeniu. Widziałem rozgadanych, głownie młodych, ludzi, którzy albo dokądś szli lub czekali, siedząc na obitych dworskich krzesłach, w miejscu w środkowej alejce co sprawiało wrażenie jakiegoś przystanku lokalnego transportu. Nie zatrzymywałem się na dłużej i poszedłem dalej gdzie niestety urwała mi się pamięć.

Później pamiętam że w tamtym miejscu odnalazłem cylindryczną windę, która prowadziła, jakby na skróty, do świata rzeczywistego. Ucieszyłem się, że następnym razem nie będę musiał znów podążać długą i trudna drogą. W ów windzie (niestety już nie świadomie) pamiętam, jak rozmawiałem z którymś z moich znajomych o prezentach które zdobyliśmy w tej drugiej rzeczywistości. Był to jakiś strój, przebranie - pamiętam zapakowane w foli, wyglądało jak jakieś ubranie robocze z żółtym napisem w kwadratowej żółtej ramce, przez folię nie dokładnie widziałem co tam było napisane ale jakby napis RAIN pisane w odbiciu lustrzanym (lub jakiś inny z wykorzystaniem tych liter) - i coś jeszcze czego nie pamiętam. W windzie jakby zahaczyliśmy o kilka innych poziomów rzeczywistości. Na jednym z nich jakiś koleś zatrzymał drzwi i czekał na grupkę szkolną - małe dzieci, pierwszoklasiści - która wydawała mi się nie zmieścić zrazem z nami więc ruszyliśmy dalej. Gdzieś jeszcze dołączył mężczyzna z dwójką swoich dzieci i z jednym z nich nawiązałem rozmowę, chwaląc go za coś, aby poczuł się pewniej.

 | Kategoria: Świat poza Ciałem
entry 27.11.2009 - 22:12
Pewnego październikowego wieczoru, ok 00.15, położyłem się do łóżka i zacząłem medytować (wg sugestii Roberta Monroe - Hemi-Sync). Niestety szybko zasnąłem. Po około godzinie przebudziłem się i ze względu na ogólne zmęczenie obróciłem na bok i zanurzyłem w marzeniach.

Spałem, kiedy nagle moim ciałem zaczęły wstrząsać silne wibracje. Ich centrum mieściło się w mojej głowie i rozpływały wzdłuż ciała do stóp i delikatniej z powrotem. Bardzo mocno odczuwałem potężny ścisk na moje górne zęby trzonowe, szczególnie z lewej strony. Te nieprzyjemne uczucia potęgowało ułożenie mojego ciała zwiniętego w kłębek, tak jak kilka chwil wcześniej położyłem się spać. Sprawiało to wrażenie jakbym również zwijał się coraz mocniej lub jakbym był ściskany do środka w jakieś ogromnej metalowej kuli. Jednak trwałem w tym stanie bez ruchu. Odzyskanie świadomości w tym momencie spowodował szok, strach i zdezorientowanie. Bałem się, że za moment moje zęby rozlecą się na drobne kawałki raniąc moją jamę ustną, a całe ciało rozpadnie się na atomy. Przed oczami widziałem blask czy światło promieniujące w rytm drgań setkami cienkich promieni od środka na zewnątrz zlewając się z cieniem. Po kilku sekundach zdałem sobie sprawę czym ten proces może być. Może - ponieważ jak dotąd jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś takiego w pełni świadomie. Na podstawie wcześniej przeczytanych książek, przejżanych forach i filmach z youtube, na którym Robert Monroe opowiada o swoich doznaniach wywnioskowałem, że własnie w tym momencie przeżywam swoje pierwsze świadome oddzielenie od ciała. Postanowiłem zastosować wskazówki Monroe, by przejąć kontrolę nad wibracjami i dostosować ich częstotliwość tak by stała się na tyle duża aby odczucia były przyjemniejsze lub w ogóle zanikły. Niestety w wyniku wcześniej wspomnianego szoku i lęku stało się to dość trudne, a w myślach wciąż wołałem o pomoc. Po chwili doznałem odczucia jakby ktoś chwycił mnie za przedramię jakby próbując zatrzymać w ciele lub pomóc mi się z niego wydostać. Zdawało mi się że usłyszałem jakiś kobiecy głos rozmawiający ze mną czy co bardziej prawdopodobne mówiący coś do mnie. Niestety pulsujący szum, świst w moich uszach zagłuszał jej słowa sprawiając je nie zrozumiałymi. Przez chwilę miałem wrażenie jakby tą osobą była moja leżąca obok mnie dziewczyna. Myśłałem, że ona widzi jak się cały trzęsę i próbowała mnie uspokoić, pomóc. Po kilku sekundach całe buczenie i drgania uspokoiły się i ustały. Wydawało mi się że usiadłem na łóżku i rozejrzałem się kierując wzrokiem w lewo i w dół. Widziałem, jednak mgliście, bez szczegółów i detali, mój pokój oświetlony słabym, ciepłym, rubinowym światłem (tak na marginesie takie oświetlenie daje dioda czuwania mojego TV z tą różnicą, że jest niebieska i troszkę mniej intensywna), łóżko, a na nim po prawej moja śpiącą dziewczynę i po lewej kołdrę zwiniętą w kłębek. Wciąż tkwiące we mnie strach i wołanie o pomoc spowodowały, że jakby szybko wróciłem do ciała i przebudziłem się natychmiastowo, jak mi się wydaje, dokładnie w takiej pozycji w jakiej widziałem ów zwiniętą kołdrę. Otworzyłem oczy, uczucie lęku wciąż jeszcze we mnie trwało ale podekscytowanie i jakaś wewnętrzna radość z faktu przeżycia tak niesamowitych doznań powoli go tłumiła. Wstałem pełen energii, poszedłem do łazienki za wymuszoną potrzebą, wróciłem, położyłem się na drugi bok, zamknąłem oczy, poprosiłem o spokojny sen i podziękowałem za przeżyte doznania. Po kilku dłuższych minutach zasnąłem w przekonaniu, że właśnie dzisiaj, właśnie teraz rozpoczyna się moja przygoda z doświadczeniami poza ciałem. Czuję, że będzie ich więcej i mam nadzieję, że następnym razem nie dam się tak zaskoczyć i nie zlęknę się, ale opanuję emocje i podążę dalej.

6 Stron V  « < 4 5 6  
Mój obraz