|
|
Data: 18.12.2009 Czas: 19:40 - 20:25 UTC+1 Ćwiczenie: Wprowadzenie do stanu świadomości, w którym świadomość\spostrzegawczość wykracza poza granice ciała fizycznego Warunki: Wieczór, współlokatorzy poza domem, spokój, cisza, kot śpi na poduszce obok, mimo że po pracy to jestem wypoczęty i pełen energii, po obiedzie od jakichś 40 min. Opis: Położyłem się na tapczanie obok śpiącego kota, jakoś nie miałem serca go zwalać z poduchy kiedy sobie smacznie śpi. Po włączeniu materiału audio spokojny głos Roberta Monroe zapowiada kolejne ćwiczenia, po czym przechodzi do procesu przygotowawczego. Zacząłem od ECB, w którym to umieściłem: - pluszowego kota - aby czasem ten prawdziwy nie wyprowadził mnie z transu kiedy się przebudzi - telefon - laptop - aby nie myśleć o pracy - zdjęcia znajomych, o których mógłbym przypadkiem pomyśleć - klej - przywiązanie drugiego ciała do ciała fizycznego - statek na pełnych żaglach na chmurzanym obłoku, aby nie odpłynąć w sen - cielesną powłokę, która jest nie potrzebna podczas mentalnych podróży Po ECB kolej na dostrojenie się do mantry, przez kilka minut nabierałem powietrza wizualizując sobie przypływ białej, czystej, świeżej energii, a potem wydmuchiwałem przez otwarte usta, jakbym gasił płomień świecy, wyobrażając sobie że wydalam w ten sposób starą zużytą energię w formie kłębu szarego dymu. Podczas wypuszczania powietrza należy dostroić się dźwiękowo i przy tym samym energetycznie do mantry, którą się słyszy w słuchawkach. Następnie przychodzi kolej na wytworzenie REBAL'a, czyli ochronnego balonu energetycznego (tak defakto warto dodać, że ostatnio o nim wspomniała WERMINE w swoim pamiętniku, co przekonało mnie o stosowaniu go w praktyce). Po wytworzeniu REBAL'a kolej na dostrojenie się do FOCUS 10. Zacząłem więc oddychać spokojnie, równomiernie od 1 do 10, pamiętając o tym że z każda wyższą cyferką moje ciało coraz to bardziej się relaksuje. Kiedy dotarłem do liczby 10 i wypuściłem z siebie powietrze Robert Monroe natychmiast przywitał mnie w F10 i poinstruował dalej jak trafić do FOCUS12. Poinformował mnie, że będąc w F10 wystarczy powoli doliczyć do 12. Zaczął więc powolne odliczanie i przy liczbie 11 dodał sugestie, że moja świadomość rozciąga się dużo dalej poza ciało fizyczne. mając chwilę skupiłem się na tym czując jednocześnie jak coraz bardziej tracę zmysł czucia w ciele i czułem się coraz bardziej zawieszany w próżni. Kiedy głos Monroe doliczył do 12, poinformował mnie, że znajduje się w FOCUS 12, dając mi dłuższą chwilę na zapoznanie się z tym stanem. Zauważyłem, że pustką którą widziałem stała się bardziej wypukła i jakby jaśniejsza, przez chwilę miałem wrażenie, że otoczyła mnie delikatna mgiełka, chmurka. Tkwiąc dalej w tym stanie pojawiające się przede mną obrazy zdawały się być bardziej trójwymiarowe, a tym obrazom towarzyszyły krótkie żywe dźwięki. Cały czas balansowałem na granicy snu i przebudzenia. W pewnym momencie zdawało mi się, że znalazłem się w jakimś pomieszczeniu, nie wiem dlaczego ale pierwsze skojarzenie, sądząc po architekturze, było związane ze świątynia predatora lub obcego :D większość obrazów była za mgłą, lekko widoczna, ale nadal w 3D. W pewnym momencie miałem wrażenie jakby miały mnie dopaść wibracje, ale obawiam się, że była to jakaś zmiana stanu świadomości, a ja znów na siłę starałem się je ściągać. Na szczęście szybko się opanowałem i skupiłem się na ćwiczeniu. Po jakimś czasie Robert Monroe sugeruje powrót do F10 aby bardziej zrozumieć i rozróżnić oba stany oraz sposoby dostrajania się do nich. Po chwili pobytu w F10 kolejne dostrojenie do F12 a po kolejnych kilku minutach nastąpił powrót do C1 - stanu pełnej fizycznej świadomości. Wnioski: Jestem zadowolony z przebiegu dzisiejszego ćwiczenia. Zaczynam powoli rozumieć różnicę pomiędzy F12 a F10. Muszę jednak jeszcze wielokrotnie poćwiczyć aby opanować dostrajanie się do obu stanów bez większych problemów i nieporozumień, będzie mi to potrzebne w dalszych ćwiczeniach z tej serii.
Data: 17.12.2009 Czas: 00:10 UTC+1 Ćwiczenie: Przygotowanie do podróży poza ciałem, osiągnięcie Warunku C opisanego przez Roberta Monroe i pogłębianie go Warunki: Jak zawsze noc, rolety spuszczone, komputer włączony, telewizor niestety też (dziewczyna coś ogląda) pozycja na plecach, ręce wzdłuż ciała, tym razem słuchawki podłączone pod inne gniazdo co usunęło efekt prykania w słuchawkach, dźwięk czysty wyraźny, zmęczony po pracy i czasu spędzonym przed konsolą i tv Opis: Położyłem się zmęczony, wygodnie na plecach. Zacząłem się przygotowywać zaczynając od ECB. Już podczas wrzucania rekwizytów do skrzyni czułem ogarniające mnie rozluźnienie ciała i napływający stan relaksu. Niestety nie zdążyłem zakończyć tego procesu gdyż dopadł mnie sen. Przebudziłem się po krótkim czasie i dalej próbowałem kontynuować ćwiczenie. Niestety znów szybko dopadł mnie sen. Nie sprawdzając godziny wyłączyłem komputer i poszedłem spać. Wnioski: Zauważyłem, w dniach kiedy nie gram na gitarze ciężej mi jest utrzymać koncentrację i świadomość. Czy coś co naprawdę sprawia mi ogromną przyjemność i radość w życiu rzeczywiście napełnia mnie pozytywną energią, a ta z kolei jest potrzebna do udanych świadomych stanów bycia i dalszej eksterioryzacji? Muszę to sprawdzić. Dodatkowo muszę ćwiczyć przy całkowitej ciszy kiedy wszyscy już śpią.
Data: 16.12.2009 Czas: 00:20 - 01:38 UTC+1 Ćwiczenie: Przygotowanie do podróży poza ciałem, osiągnięcie Warunku C opisanego przez Roberta Monroe i pogłębianie go Warunki: noc, rolety spuszczone całkowicie, zwierzaki poza pokojem, komputer włączony - lekko szumi, słuchawki lekko trzeszczą (prykają), ja zmęczony, troszkę obżarty, ciężko znaleźć wygodną pozycję, pozycja leżąca na plecach, ręce wyprostowane wzdłuż ciała tym razem nie położone na podwinięty kawałek kołdry jak zawsze - frywolnie leżą na prześcieradle, palce skierowane ku udom, stopy po skosie na zewnątrz Opis: Położyłem się koło 00:20, początkowo było ciężko z wygodną pozycją - moja dziewczyna zajęła prawie całe łóżko dla siebie, jednak w końcu znalazłem skrawek dla siebie. Zmęczony i aż nadto najedzony zaczynałem powątpiewać w skuteczność dzisiejszego ćwiczenia. Jako cel postanowiłem, że dziś wyjdę z ciała, ponieważ mój przyjaciel dał mi cenna radę, aby w ogóle nie ruszać oczami podczas medytacji - jak dotąd ruszałem nimi od czasu do czasu aby odgonić niepożądane myśli i obrazy. Zacząłem od ECB, potem afirmacja i odliczanie do Focus10. Początkowo co jakiś czas kontrolowałem gałki oczne czy aby akurat nie wykonują jakiegoś ruchu. Pierwsze wrażenia z nie ruszania nimi - szybko się traci orientację w którą stronę są skierowane - należy nie zwracać na to uwagi, gdyż jest to jeden z czynników odciągający uwagę i koncentrację na celu (nie myśleniu o niczym i obserwowaniu). Ze względną łatwością omijałem niechciane myśli i nie dąłem się złapać w pułapkę myślo-obrazów. Słowne myśli wychodzące ode mnie szybko urywałem. Wydaje mi się, że fakt ten wpłynął na skrócenie czasu potrzebnego do zmiany stanu świadomości do wymaganego F10 i dalej. Szybko zacząłem tracić czucie w ciele i zapadać głębiej. Szybciej również doznałem hipnagog i stanu w którym mógłbym zacząć próbować oddzielić się od ciała. Czułem jak zaczynają się pojawiać gdzieś w oddali wibracje, a po moim ciele znów zaczęła przepływać energia. Ogólnie te uczucia poprzedziła taki ogólny delikatny niskotonowy wstrząs\wibracja który jakby przywołuje moją pełną świadomość ze stanu hipnagog. Dodatkowo zaczynałem tracić poczucie położenia. Niestety w tym momencie moja dziewczyna się przebudzała, okręcała na drugi bok czy coś, ponieważ zatrzęsła łóżkiem i szturchnęła mnie lekko. To wytrąciło mnie z mojego stanu skupienia i z tej głębokiej relaksacji wróciłem prawie na sam początek - F3. Jednak wrażenie odrętwienia czy brak czucia kończyn nadal się utrzymywał. Gorzej było ze skupieniem mentalnym. Postanowiłem otworzyć oczy ruszyć kończyną i z powrotem rzucić się w ćwiczenie. Zacząłem od relaksacji, ale tym razem postanowiłem napinać i rozluźniać mięśnie aby wyzbyć się nieprzyjemnego uczucia odrętwienia. Najwidoczniej zrelaksowałem się aż za bardzo gdyż dałem się złapać w sen. Po krótkim czasie się ocknąłem pozbawiony energii do dalszych ćwiczeń mentalnych. Zakończyłem ćwiczenie o 1:38 i poszedłem spać. Wnioski: Niestety nie osiągnąłem celu, o którym myślałem, z przyczyn nie zależnych ode mnie. Jednak jestem zadowolony z faktu, że udało mi się nie ruszać oczami. Zdecydowanie polepszyło to moje odczucia niefizyczne i byłem wstanie się odciąć od odczuć fizycznych wokół karku i głowy.
Data: 15.12.2009 Czas: 00:10 UTC+1 Ćwiczenie: Przygotowanie do podróży poza ciałem, osiągnięcie Warunkuu C opisanego przez Roberta Monroe i pogłębianie go Warunki: noc, Basia już śpi, koty poza pokojem, komputer włączony - lekko szumi, rolety spuszczone - okno po prawej przepuszcza na dole światło neonów, położyłem się na plecach oparty o 3 poduszki, głowa lekko w górze naturalnie po skosie, ręce wyprostowane wzdłuż ciała, stopy lekko skierowane do wewnątrz, przykryty całkowicie kołdrą - poza głową, słuchawki na uszach, Opis: Położyłem się wygodnie, czułem lekkie zmęczenie po całym dniu pracy i późniejszej próby, podniecony muzyczną twórczością w mojej głowie unosiły się dźwięki. Słuchawki nadawały szumy Hemi-Sync. Bardzo relaksujące jakby szum wiatru czy fal oceanu. Zacząłem od ECB (Energy Conversion Box), w którym umieściłem: - Gitarę - symbol muzyki, o której myślałem; - Zdjęcia osób o których mógłbym zacząć myśleć; - Laptop - symbol pracy; - Kłębek wełny - symbol splątanych spontanicznych myśli; - Pluszowe koty - aby mi nie przeszkadzały odgłosy ich harcy za zamkniętymi drzwiami; - megafon - symbol dźwięków i hałasów otoczenia; - Mały stateczek z rozłożonymi żaglami na kłębku chmurki - symbol odpłynięcia w sen; Wcześniej używane rekwizyty nie odniosły takiego skutku jak teraz - muszę z nim poeksperymentować częściej Po zamknięciu drewnianej skrzyni (ECB) przeszedłem do afiramcji, po afirmacji wytworzyłem REBAL (Resonate Energy Balloon). Ku mojemu zaskoczeniu nie musiałem poświęcać zbyt dużo uwagi na relaksacji. Widocznie częsta praktyka z Hemi-Sync wyćwiczyła moja świadomość\ciało do samoistnej relaksacji i stopniowego pogłębiania jej bez mojej większej interwencji\koncentracji na tym zjawisku. O dziwo nie było zbyt wiele przytłaczających mnie obrazów myślowych. Szybko pojawiły się refleksje świetlne. Obserwowałem je i starałem się wodzić wzrokiem wszystkie inne myślo-obrazy. Cały czas koncentrowałem się na "nie-myśleniu" tj. wszystkie słowa które wychodziły z mojej świadomości natychmiast przerywałem, a te powstające z mojej podświadomości ignorowałem. Po jakimś czasie pojawia się fala obrazów. Spoglądam w inne kąty pustki ale tam też zaczynają się pojawiać obrazy. Uciekam od nich kierując wzrokiem w kółko. Zauważyłem, że obrazy cały czas morfuja w inne widoki. Po jakimś czasie obrazy zanikają i pojawia się pustka i małe refleksje świetlne. Staram się gapić na wprost wypatrując punktu, o którym mówił Robert Monroe - ten który przywołuje wibracje. Wydaje mi się że odzwierciedlił mi się w formie świecącej kropki gdzieś w oddali, jednak zaczął unosić się w dół, zmieniając się w refleks świetlny i na zmianę przenikał z myślo-obrazem latarni na ogień. Czas przestaje istnieć, nie mam poczucia jego upływu, po prostu jestem tu i teraz. Moje zmysły zaczynają zanikać. Czuję pogłębiające się uczucie ciężkości czy odrętwienia. Najbardziej wyczuwam kark i głowę oraz dłonie. Spoglądam wciąż w przód, co jakiś czas dopadają mnie hipnagogi. Czuję jak moje oczy robią się ciężkie jakbym zapadał w sen i po chwili się rozluźniają, tak na zmianę. Czuję jak w pełni świadomie balansuję na granicy jawy i snu. Spoglądam w przód w nicość, zauważam mgliście rozmazane zarysy okna i parapetu. Po zaobserwowaniu i z analizowaniu stwierdzam, że to delikatnie unoszą mi się powieki. Dociskam je troszkę mocniej i znów jest ciemność. Czuję jak powoli podnosi się temperatura mojego ciała i słyszę jak moje serce zaczyna bić głośniej. Co raz bardziej tracę czucie w ciele. Zaczyna mi się kręcić w głowie w sposób wahadłowy (zbliżony do tego jak po mocnej libacji alkoholowej kiedy kładziemy się spać), tak jakby to wibracje się pojawiły i rozpoczęły pulsację. To wrażenie zdaje się pogłębiać mocniej i mocniej, aż w pewnym momencie tracę orientację położenia, aczkolwiek wciąż czuję lekki dotyk ciała - karku i głowy z łóżkiem. Nagle czuję jak przez moje ciało przechodzą fale energi w formie dreszczy - przyjemne uczucie - moje podniecenie wzrasta, czuję się szczęśliwy. Próbuje myśleć o tym zjawisku jako o wibracjach, staram się (troszkę na siłę) kontrolować te fale i wrażenie wahadła aby przepływały przez całe moje ciało - bezskutecznie. Spoglądam patrzę w przód koncentruje się na jakimś punkcie staram się go przenieść za moją głowę i dalej kontrolować wibracje - bezskutecznie. Wrażenia wciąż trwają ale zdawają się zanikać. Przez moment poczułem jakby moje palce jeden po drugim odłączają się od mojego ciała fizycznego jeden po drugim, takie jakby klik w palcach. Tylko mały palec wciąż ma czucie ciała fizycznego. Gdzieś w między czasie przez chwilę poczułem jakby moje stopy wibrowały bardzo delikatnie na bardzo niskich częstotliwościach (tak jakbym stał przy kolumnie basowej, ale bardzo delikatnie) Po jakimś czasie mam wrażenie, ze jestem w próżni i zapadam się w dół. Spadam gwałtownie coraz niżej i niżej. Gdzieś na moment przystanę i unoszę się w górę, chwilę na bok w przód w tył potem znów zapadam się dół. Obserwuję i czerpię z tego radość. Bardzo przyjemne uczucie totalnej wolności. Mam wrażenie że się unoszę, że jestem wyżej niż się położyłem, że za moment dotknę sufitu. Staram się nie ruszać kończynami gdyż się obawiam, że poruszę kończyną fizyczną i to wszystko się zakończy. Moja dziewczyna chyba się przekręca na drugi bok, wstrząsnęła łóżkiem, być może poruszyła lekko mną. Wracam do pełnej świadomości tzw. C1. Otwieram oczy, patrzę po pokoju, pełen energii i sił, czuję się jak po dobrej drzemce. Postanawiam ponownie zacząć ćwiczenia. Nie sprawdziłem czasu. Zamykam oczy. Swędzi mnie nos. Drapię nos. Swędzi mnie duży palec lewej nogi. Drapię go. Swędzi ponownie, drapie ponownie. Swędzenie ustaje. Oddaje się ćwiczeniom. Ponowna próba nie trwała zbyt długo i bez większych odczuć. Szybko straciłem świadomość i popadłem w sen. Przebudziłem się tym razem już bardzo senny i zmęczony. Wyłączyłem komputer, niestety nie sprawdziłem, która była godzina. Poszedłem spać kładąc się na boku. Wnioski: Jestem zadowolony z przebiegu dzisiejszego ćwiczenia. Doszedłem daleko, nie zasnąłem, udało mi się omijać myśli i spontaniczne obrazy. Znowu zbytnio się podekscytowałem stanem zawieszenia w próżni. Zbyt mocno i intensywnie chciałem na siłę ściągnąć wibracje. Następnym razem nie będę o tym myślał tylko w pełni obserwował, może uda mi się wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski. Muszę odnotować godzinę zakończenia ćwiczeń.
Dzisiaj nad ranem kiedy się obudziłem nie chciało mi się jeszcze wstawać (szczerze to jestem takim trochę leniuchem :)) przewróciłem się na bok i leżałem sobie o czymś tam rozmyślając. Po chwili postanowiłem, że sobie poćwiczę koncentrację relaksację itp. W między czasie moja dziewczyna się obudziła i włączyła TV. "No fajnie" - myślę - "i znowu z ćwiczeń marne efekty przez włączony odbiornik". Cóż postanowiłem nadal się relaksować i skupiać na oddechu - a tak w ramach ćwiczeń w warunkach bojowych :) Nie wiem nawet kiedy ale zasnąłem. Śniło mi się, że wracam od kumpla autobusem MPK i chcę wysiąść gdzieś na przystanku przy PST (linia tramwajowa) niestety jak to zwykle bywa autobus nie zatrzymał się nad torowiskiem, ba nawet nie było tam przystanku, tylko pomknął dalej. Trochę scykany że wlazłem nie w ten autobus jadę dalej i kilkanaście metrów później widzę w jakieś bocznej uliczce przystanek, na którym ów autobus się zatrzymał. Wychodzę obracam się w kierunku skąd przyjechał no i widzę dokąd mam iść. Po drodze jakimś cudem zabłądziłem w jakimś podwórzu. Jakieś małe szczony grały w piłkę, a dwójka starszych stała centralnie w dróżce którą tu przyszedłem. Troszkę wystraszony, że fajnie wpadłem bo zaraz mnie napadną i obrabują, a ja na dodatek nie mogłem się porządnie ruszać. Strasznie się ślamarzyłem i musiałem się podtrzymywać muru aby w ogóle stać na nogach. Jakoś udało mi się ich minąć i trafić na prawidłową drogę. Tam spotkałem moją starą kumpelę, która ni stąd ni zowąd zaczyna mi opowiadać coś o OBE i że ostatnio miała dziwny sen. Śniło jej się, że była rozdarta pomiędzy dwoma rzeczywistościami, fizyczną i snu. Zatrzymała się na chwilę i wskoczyła na podwórko po jabłka :) Kiedy tak zostałem sam na tej drodze naszła mnie jakaś myśl że ja też tak miałem, a właściwie teraz tak mam. Bo ja przecież nie poszedłem spać! Przynajmniej nie pamiętam, a wciąż zdawało mi się że wiem co się ze mną dzieję. Przez chwilę jakby słyszałem delikatny szum wiatraczka od laptopa, zorientowałem się że TV jest wyłączony, a moja dziewczyna gra w simsy (te takie ich charakterystyczne dzwięki;)) No a ja wciąż stałem tam na tej ulicy gdzieś na Piątkowie, więc ona musiała mówić o mnie. Nagle niespodziewanie poczułem wibrację w głowie i dziwny dźwięk w uszach. Zdałem sobie sprawę, że nadal leżę na boku na moim łóżku i nie mogę się ruszyć. Wibracje były łagodne (w porównaniu z tymi które kiedyś przeżyłem po raz pierwszy - po nich miałem krótkie OBE - też spontan) i wydawały się że się pojawiają i znikają falami. W pewnym momencie wydawało mi się że już się obudziłem. Byłem tego świadom, ale jak sobie teraz przypomnę wciąż widziałem jakby przez mgłę lub przez kołdrę pod którą leżałem. Widziałem jak dziewczyna gra w te simsy i zaczynam jej opowiadać jaki to ja dziwny sen miałem. Że śniło mi się, że spotkałem kumpelę która opowiadała mi że miała ostatnio dziwny sen gdzie wydawało jej się że jest rozdarta pomiędzy dwoma rzeczywistościami. Tą fizyczną i sny. Ale dodałem również, że nie mówiła o sobie tylko w jakiś sposób dotyczyło to mnie. W tym momencie znów dopadły mnie delikatne wibracje pojawiające się falami. Tym razem troszkę bardziej intensywniejsze (raz poczułem jak przeszły przez moje ciało skończywszy na stopach). Tak w ogóle na początku postanowiłem im się poddać, obserwować i oczekiwać jakiegoś tam skutku, jednak za drugim razem starałem się je albo skontrolować albo na siłę wyjść z ciała. Kiedy tak na siłę chciałem ruszyć noga i ręką , mimo tego że byłem całkowicie przykryty zdawało mi się że widzę moje kończyny. Pomimo prób poruszenia którąś z nich nie czułem, że nią ruszam (byłem sparaliżowany) miałem jednak wrażenie, że za chwilę fizyczną, ba nawet zdawało mi się że widzę jak się delikatnie porusza, stawiając opór paraliżu. Po chwili jednak wibracje odeszły i nie pojawiły się ponownie, a ja się już naprawdę obudziłem. Moja dziewczyna grała w simsy, a ja dla pewności zapytałem ją czy opowiadałem jej jaki to niezwykły miałem sen. Odpowiedziała że nie. |
|