Crow's Diary


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

6 Stron V  < 1 2 3 4 5 > » 
 | Kategoria: Senna autostrada
entry 31.01.2010 - 13:50
Kiedy nad ranem się przebudziłem po nocnych eskapadach poza ciałem, było zbyt wcześnie aby wstawać więc położyłem się dalej spać.

Śniło mi się, że kręciłem się po jakimś bardzo słonecznym mieście. Z kimś byłem lecz już nie pamiętam z kim. Szukaliśmy może księdza lub posterunek policji. Jednak najistotniejsze było to, że w pewnym momencie zainteresowałem się książką, podręcznikiem do Acttion Script 3. Tak przeglądałem sobie kartka po kartce, aż znalazłem bardzo ciekawą funkcję. Polegała ona na nakreśleniu nad głową jakiegoś człowieka kreski poziomej. Dalej z prawej i z lewej strony nakreślało się takie jakby kątowniki i razem cały kształt tworzył taki pojemnik w kształcie odwróconego do góry nogami cylindra (odzienie głowy). Następnie do tego cylindra nalewało się wody. Kiedy cała funkcja była gotowa można było ją uruchomić. Aktywowana funkcja usuwała początkową poziomą kreskę, co powodowało wylanie się cieczy na głowę osoby, nad którą się tą funkcję nakreśliło. Nie ukrywam było to dość trudne. Udawało mi się tylko wykonać pojedyncze składowe tej funkcji, tj. albo tylko pozioma kreska albo kątownik. Z pomocą zjawił się mój bardzo dobry znajomy ze studiów. Pokazał jak to zrobić i wywinął kilku osoba taki dowcip. Wiedziałem jak to działa, wiedziałem jak to zrobić ale wciąż miałem z tym problemy. Ćwiczyliśmy jeszcze jakiś czas to zadanie, kiedy miałem problemy on mi pomagał. W jakiś sposób miałem wrażenie, że jestem w świecie fizycznym. Spotkałem później ni stąd ni zowąd moją mamę. Opowiedziałem jej, że mam kolegę który potrafi takie rzeczy robić, wystarczy w to tylko uwierzyć. Nie, nie, nie uwierzyć ale wiedzieć. On to doskonale wiedział, że tak potrafi to robić w tym niefizycznym świecie i że każdy kto choć raz doświadczy tej twórczej siły będzie wiedział jak to robić i że jest to bardzo łatwe. Po tym spotkaniu zdałem sobie sprawę, że jestem w niefizycznym świecie i właśnie tam mogę kreować co zechcę.

 | Kategoria: Świat poza Ciałem
entry 31.01.2010 - 12:25
Położyłem się do łóżka około 24 jednak wcześniej nastawiłem budzik na 4.20. Obudziłem się przed 5. Wstałem poszedłem do kuchni by poszperać po necie i się troszkę rozbudzić. Szukałem informacji nt. Kryształu Brusa. Wydaje mi się, że znalazłem info o nim i że jest to Kryształ Jądra Ziemi. Przed 6 wróciłem do łóżka, jednak położyłem się odwrotnie niż normalnie zasypiam. Zacząłem medytować i bardzo szybko dopadły mnie hipnagogi. W którymś momencie odpadłem i przebudziłem się natychmiast. Obróciłem się na lewy bok powędrował na drugą stronę.

Ocknąłem się kiedy wędrowałem po moim rodzinnym mieście. No może nie do końca nim, bo mimo iż układ ulic był podobny wiele szczegółów się znacznie różniło. Zmysł wzroku, dotyku i słuchu był dość dobrze dostrojony. Był to jasny słoneczny dzień, być może kilka godzin po deszczu gdyż gdzie nie gdzie wyczuwałem jeszcze wilgotne elementy otoczenia. Wznosiłem się i upadałem pomiędzy murkami i kamienicami. Napawałem się idealnym odczuciem dotyku asfaltu, muru i chodnika. W pewnym momencie zauważyłem mojego znajomego, którego spotkałem poza ciałem jeszcze kilka godzin wcześniej podczas popołudniowej drzemki. Aby upewnić się czy to on czy kolejna atrapa zapytałem się kim jest. Odpowiedział, że jest moim dobrym znajomym jeszcze za czasów dzieciństwa. Niby się to wszystko zgadzało więc kontynuowałem z nim rozmowę. Nie wiem dlaczego ale będąc po drugiej stronie kiedy spotykam swoich znajomych czuję nieodpartą potrzebę uświadomienia im że właśnie śnią. Zanim jednak to zrobię pytam się czy są świadomi, że śnią. Tak zrobiłem i w tym przypadku. Jacek odpowiedział, że tak że śni, po czym nasza pozycja się trochę zmieniła. On siedział na łączniku przyczepy od traktora i zaczął mi mówić, że klient już mu wpłacił pieniądze na konto i że niedługo mi przeleje. Ja natomiast siedziałem na ziemi pod ową przyczepą i go słuchałem. Wtedy jak nigdy uświadomiłem sobie, że przez ten cały czas towarzyszy mi muzyka w tle. Taka spokojna nastrojowa, ale i tajemnicza zarazem. Nie pamiętam jakie instrumenty były użyte ale były dość interesujące. W międzyczasie chciałem mojemu znajomemu powiedzieć czy go poinstruować aby odzyskał świadomość w swoim śnie. W pewnym momencie poczułem i widziałem jak przyczepa zaczyna się trząść i na mnie upadać jakby wbijając mnie w ziemię.

Znalazłem się w jakimś tunelu pod ziemią. Miałem wrażenie, że są to tunele prowadzące od kościoła w moim rodzinnym mieście. Takie piwniczne, długie pomieszczenia z czerwonej cegły. Spotkałem tam moich znajomych z pracy. byli czymś zajęci. Spojrzeli się tylko na mnie, a ja podążyłem dalej przez zamknięte drzwi, przy których stali, do kolejnego pomieszczenia. Było to ostatnie pomieszczenie w tym tunelu. Dość małe i ciasne. Z prawej strony zauważyłem leżącą, śpiącą kobietę. Leżała ona na kamiennej czy murowanej półce. Z prawej strony na stoliku znajdowało sie źródło światła oświetlające pomieszczenie. Nie powiem bo trochę mnie jej fizyczność pociągała przez co położyłem na jej piersi rękę. Przebudziła się. Odwróciła w moją stronę głowę i spojrzała się na mnie. Jej mina była neutralna. Ani rozentuzjazmowana ani rozzłoszczona, po prostu bez emocji.

Wróciłem do ciała i czułem i słyszałem jak moja dziewczyna się wierci. Postanowiłem się nie ruszać i przefazować się z powrotem. Leżałem tak chwilę kiedy zaczęły się wibracje. Takie lekkie, ale z każdą chwilą się nasilały. Postanowiłem się nie wysilać i dać się im ponieść. Za moment poczułem jak moja nie fizyczność zaczyna być rozciągana. Jakby ktoś chwycił moje ręce i ciągnął w różnych kierunkach.

Znalazłem się na jakimś bulwarze w jakimś miasteczku wczasowym. Siedziałem przy stoliku z grupką znajomych i z moją dziewczyną czekając na jedzenie. Kiedy zostało nam podstawione i zacząłem się delektować pyszną zapiekanką - taka mała pizza z szynką, pomidorami, serem i makaronem - odzyskałem świadomość. Jedzenie było tak pyszne, a wrażenie sytości tak błogie, że przez moment myślałem, że jestem w realnym świecie, ale druga część świadomości podpowiadała mi, że tak nie jest. Dwaj moi znajomi odeszli od stolika i podążyli jak mi się zdaję w stronę morza czy jeziora które było za budynkiem po naszej lewej stronie. Krajobraz był trochę podobny do saloon'ów rodem z dzikiego zachodu. Było dość ciemno i ponuro co jak sądzę świadczyło o moim słabym dostrojeniu.

Wraz z moją dziewczyną postanowiliśmy wskoczyć do budynku, do pokoju i zająć się sobą. Podeszliśmy do ściany i podsadziłem ją by mogła wejść przez okno na piętrze do środka. Ja nie potrzebowałem pomocy. Najzwyczajniej podleciałem sobie i chciałem się przebić przez zamknięte okno. Jednak zdziwiłem się kiedy odbiłem się i z lądowałem na ziemi. Okazało się, że ta część okna była zasłonięta drewnianą okiennicą - jakby to miało znaczenie. Nie zrezygnowałem z zamiaru przejścia prze okno i podleciałem do drugiej, nie zasłoniętej części okna. Udało się bez problemu. Jak tylko znalazłem się w środku od razu spostrzegłem, że pomieszczenie wyglądało dokładnie tak jak mój fizyczny, realny pokój. Zwróciłem tą uwagę mojej Francesce i zaczęliśmy się całować. Szybko zaprzestałem tej czynności aby sprawdzić czy to jest moja śniąca dziewczyna czy może kolejna atrapa. Zapytałem kim jest. Odpowiedziała, że jest moją dziewczyną. Coś mi nie pasowało w tej odpowiedzi więc zapytałem ponownie. Znowu padła ta sama odpowiedź. Jednak zauważyłem, że zaczęła się zmieniać. Jakoś tak nienaturalnie zmalała i twarz jakby stała się papierowa i inna. Zadałem dodatkowe pytanie czy mnie kocha. Po bardzo długiej pauzie padła odpowiedź: "Nie". Ponowiłem. Znów długa pauza i znów odpowiedź przecząca. Już zacząłem jej mówić, że mi to nie pasuje, że ona nie jest tą prawdziwą, a w tym czasie moje usta jakby zaczęły się wypełniać cieczą. Moja mowa stała się obłędnym mamrotaniem. Im więcej wody tym bardziej się rozpływałem, aż w końcu kompletnie się przebudziłem.

 | Kategoria: Świat poza Ciałem
entry 30.01.2010 - 18:55
Po południu zdecydowałem się na krótką, po obiadową drzemkę, po obejrzeniu jakiegoś filmu z moją girlie. Tak na marginesie stwierdzam, że siedzenie przed telewizorem pozbawia mnie jakoś energii.

Leżałem tak sobie jakiś czas w bezruchu przysypiając od czasu do czasu. W końcu moja luba opuściła pokój zostawiając mnie samego w spokoju. Zamknęła drzwi i poszła zająć się swoimi sprawami. Położyłem się wtedy na plecach zamknąłem oczy i oddałem się pojawiającym się obrazom. Obserwowałem je goniąc jeden za drugim, aż w końcu zaczął się sen.

Śniłem o sprawach bieżących, o dodatkowej pracy, że zadzwonił do mnie kolega (czy skontaktował się w jakiś inny sposób) i powiedział, że mam do zrobienia jeszcze jedną poprawkę na stronie, którą dla niego wykonałem. Siedziałem przy komputerze i coś majstrowałem. jednak znajdowałem się w trochę innym pokoju niż mam w rzeczywistości. Moje biurko stało w narożniku przy ścianie na której znajdują się drzwi. Z mną było łóżko i na przeciwległej ścianie do drzwi znajdowało się malutkie okno z wyglądem na ulicę. Mieliśmy skośny dach jakbyśmy mieszkali na poddaszu i generalnie cały pokoik wydawał się jakiś taki mały. W ogóle sytuacja mieszkaniowa była dziwna. Po pierwsze miałem świadomość, że tam wynajmowałem pokój wraz z moimi dwoma kolegami. Jednym był Jacek, który zlecił mi zadanie, a drugi to znajomy z którym nie mam od dawna kontaktu ale w przeszłości tworzyliśmy zgraną paczkę. Pokój wynajmowaliśmy od któregoś znajomego, który mieszkał z nami. Przez otwarte drzwi z korytarza wpadało światło i dobiegał dźwięk muzyki, świadczący o jego obecności. Kiedy tak siedziałem i pracowałem do Jacka zadzwonił klient, który oznajmił, że już wszystko w porządku i że nie potrzeba już nic robić. Wydawało mi się to nienormalne gdyż jak dotąd to za wiele nie popracowałem, w sumie to ledwo co usiadłem do komputera. Po rozmowie, zauważyłem że obaj kładą się do łóżka i idą spać. Było dość ciemno, ponuro i rzeczywiście mi też jakoś tak się śpiąco zrobiło. Odszedłem od komputera po raz któryś by poprawić koc przy drzwiach. Układałem go miedzy drzwi a futrynę przy zawiasach. Przytrzymywałem jedną ręką a drugą zamykałem drzwi co by nie opadł. Resztę koca ułożyłem pod drzwiami i dorzuciłem jeszcze kołdrę. Następnie jakoś tak opadłem na swoje miejsce do spania, które znajdowało się pomiędzy biurkiem a łóżkiem. Praktycznie natychmiastowo poczułem lekki paraliż, bardzo subtelne wibracje i otworzyłem oczy. Nadal znajdowałem się w tamtym pokoju, ale różniło go kilka szczegółów. Jak to przeważnie bywa u mnie nad ranem kiedy miewam spontaniczne obe nie mogłem się ruszyć z miejsca. Chciałem ale nie mogłem. Widziałem mój koniuszek nosa, słyszałem swój oddech, ale nie mogłem się ruszyć. Starałem się ile sił i w końcu powolutku udawało mi się wyrwać z tych jakby sprężyn, galarety, czy gumo-ciasta. Obróciłem się by spojrzeć na monitor. Był odwrócony w druga stronę i wyłączony, chociaż tego nie robiłem. W pełni świadomy i wiedząc co to za stan, postanowiłem poćwiczyć poruszanie się. Bardzo powoli, jak gdybym był bardzo zmęczony i na uwięzi jednocześnie, wstałem z łóżka i próbowałem brnąć w przód. Każdy krok wiązał się z wysiłkiem, ale jednocześnie dawał mi dużo satysfakcji gdyż w końcu nauczyłem się poruszać w takim stanie. Wydaje mi się, że przez chwilę próbowałem się dostroić poprzez słowa "dostrojenie" i "ostrość", ale jak tylko zacząłem wyczuwać zmysłem dotyku powierzchnie ścian i biurka, o które się wspomagałem przy ruchu, to zaprzestałem dalszego wypowiadania tych haseł. Kiedy znalazłem się przy drzwiach okazało się, że są podzielone na 2 części. Górną, zamkniętą i dolną otwartą. Aby móc przejść przez dolną ich część musiałem wręcz zniżyć się do pozycji kucająco-leżącej. obniżyłem poziom i jak się okazało nie mogłem poruszać się dalej do przodu. Pomyślałem, że to głupie, że się tak gimnastykuje skoro w tym stanie mogę ze spokojem przechodzić przez przedmioty. Uniosłem się i śmiało przekroczyłem przez drzwi. Za drzwiami było kilka stopni w dół i korytarz, ale już nie oświetlony. Stanąłem, podparłem się rękoma o ścianę i wysiliłem się by się rozejrzeć. Korytarz był dość długi miał około 20-50m i mimo że był ciemny potrafiłem dostrzec przeciwległą ścianę. Kusiło mnie by iść dalej, ale wysiłek mnie zniechęcał. Minęło już sporo czasu zanim tu dotarłem i przyznam, ze jak na ten moment miałem już sporo nowych doświadczeń. Zachciało mi się wyruszyć i zobaczyć co u mojego znajomego. Zamknąłem oczy i już chciałem zacząć się obracać i przenieść w jego pobliże, kiedy jednak postanowiłem poćwiczyć powrót do ciała. Ot tak na wszelki wypadek. Samo afirmowanie, że chcę wrócić nic nie dawało. poszukałem w pamięci, że rewelacyjnym sposobem jest uniesienie rąk w górę. Tak zrobiłem, pomyślałem o powrocie do ciała i zaczęło mnie rozciągać w jego kierunku. Po chwili znalazłem się przy nim, lecz nie w moim fizycznym pokoju, lecz w tym poza ciałem. "Co jest nie tak" - pomyślałem. Przecież chciałem wrócić do ciała i się obudzić, a ja nadal tkwię w tym nie fizycznym świecie. Wtedy przypomniałem sobie o moich znajomych. Ciekawiło mnie czy w takim wypadku są prawdziwi czy są zwykłymi wyimaginowanymi atrapami. Wstałem resztką sił podpierając się o łóżka i wczołgałem na któregoś. Ledwo już widząc wymacałem jakieś kształty pod pościelą. Wyraźnie wyczułem głowę. Przez chwilę wyobraziłem sobie co by było gdyby np. ta głowa zamieniła mi się w głowę jakiegoś potwora podobnego do spawna. Uśmiałem się tylko bo przecież i tak nic by mi nie groziło niewazne czymkolwiek to by było. W każdym bądź razie zacząłem się pytać: "Kim jesteś? Odpowiedz kim jesteś?". Nie doczekałem się ustnej odpowiedzi co jasno naświetliło mi sprawę. To były atrapy. bezwładnie opadłem na łoże i spoglądałem w górę. Widziałem swój zacieniony koniuszek nosa. Zamknąłem oczy i poczułem lekkie wirowanie być może wibrowanie ale niewielkie i znikome. Otworzyłem ponownie oczy i ujrzałem ten sam kształt przed oczami - końcówka nosa, a dalej zacieniony pokój. Przez chwilę myślałem, że wciąż tkwię w tym niefizycznym świecie. Jednak swoboda ruchu i jeszcze kilku sekundowe wpatrywanie się w sufit uświadomiło mi, że w końcu wróciłem do siebie.

 | Kategoria: Świat poza Ciałem
entry 29.01.2010 - 08:28
Dzisiaj w nocy miałem bardzo zakręcony i długi sen lub najprościej kilka połączonych i spójnych ze sobą. Było tego na tyle dużo, że niestety nie pamiętam już dokładnie wszystkiego. Dźwięk budzika wyrwał mnie ze snu i schował głęboko w pamięci to co przeżywałem. Jednak część nocnych wojaży, kiedy nad ranem wyłączyłem alarm i położyłem się na boku, zdołałem sobie przypomnieć.

Dodam jeszcze, że dniu wczorajszym oglądałem wspaniały film jakim jest "THE BOX". Poruszona w nim nieco sprawa życie i śmierci i jakby życia po śmierci miała duży wpływ na mój sen.

Byłem z kimś w jakimś pomieszczeniu, jakiś pokój, a ja stałem przy oknie. Wiem że był ktoś jeszcze ze mną i zadaje mi się że była to moja dziewczyna. Stała ona po mojej prawej stronie. Obróciłem głowę w lewo gdzie ujrzałem kobietę w czarnych włosach do ramion, ciemnym niebieskim wełnianym swetrze i szarawych oczach. Kiedy tak na nią spoglądałem w pewnym momencie jej oczy zabłysły ostrym błękitnym kolorem. Potem podeszła do mnie i prawdopodobnie mnie jakoś "uśmierciła". Następnie obudziłem się po tamtej stronie. Wyglądało to bardziej na jakiś ciemny las niż na jakiś rajski ogród. Po jakimś czasie zjawiły się w pobliżu istoty, które nazwałem chochlikami nie wiedząc czemu. Były to drobne leśne istoty rodzaju żeńskiego. Takie małe, nagie nimfy leśne. Miały zielonkawą skórę gdzie nie gdzie pokrytą jasnymi tatuażami. Gdzieś mnie zabrały, ale niestety nie pamiętam dokąd. Później przebudziłem się na czymś w rodzaju łóżka czy leżanki w pomieszczeniu, w którym odbywała się jakaś impreza, jakby bankiet czy coś. Leżałem tak chwilę i obserwowałem co się dzieje. Nie wiem dlaczego ale miałem wrażenie, że byłem kimś w rodzaju jakieś boskiej istoty, która dopiero co zaczęła pracę na tym etacie. Nie miałem dużo doświadczenia dlatego czułem się trochę niepewnie. Moja uwagę przykuł jakiś starszy łysy mężczyzna. Podszedł do mnie i uśmiechnął się szyderczo. Wiedziałem, że tkwi w nim jakaś diabelska istota, która chciała mi pokazać, że nie mam szans, że i tak ONI zdołają NAS skontrolować. Chwila refleksji wyprowadziła mnie z tego myślenia. Jak to? Dlaczego zło miało by zwyciężyć? Postanowiłem że się tak łatwo nie dam. Wstałem na nogi i podszedłem to ów koleżki po czym poprosiłem go na stronę. Kiedy wyszliśmy za drzwi stanowczo i pewny siebie, bez ani jednej chwili zawahania wygarnąłem mu co myślę na ICH temat. Istota w moich oczach zmalała i mimo swojej ponurej złej i niby demonicznej prezencji przestała być groźna i byłem pewien że nie jest w stanie nic wskurać choćby nieważne jakby się starała.

Na rano wyrwany alarmem budzika zapomniałem co jeszcze mi się śniło, jednak cała śmietanka leży w tym co działo się dalej.

Położyłem się na boku i nieruchomy zacząłem rozmyślać co mi się dzisiaj śniło. Na pierwszy rzut wpadł właśnie ten niegroźny szatan z bankietu, a dalej jakieś inne skrawki minionego snu. Szybko wskoczyłem w któryś z fragmentów i obserwowałem już sen od środka. Pamiętam obraz jakieś autostrady, jakichś gór, potem policja na zboczu, która coś obserwowała i dwóch mężczyzn na dole przy rzece. Jeden z policjantów powiedział coś do drugiego i moja świadomość powędrowała w pobliże interesantów na dole. Po chwili jeden z zakapturzonych obrócił się w moją stronę, czy raczej w stronę policji i zauważyłem, że nie był on człowiekiem. Okazało się że były to dwa zielono-skóre, małe, krnąbrne gobliny, knujące jeden ze swych podstępnych planów. Wtedy w mojej świadomości zapaliła się lampa - "aha to jest sen". Wtedy wróciłem do miejsca, w którym jak mi się wydaje zaczął się mój poprzedni sen. Znów znalazłem się w pomieszczeniu z czarnowłosą dziewczyną, której oczy zabłysły na niebiesko. Jednak za drugim razem zbliżyłem się troszkę do niej i z uśmiechem powiedziałem jej prosto w twarz, że wiem co zrobi, że wiem co się wydarzy. Ona wstała podeszła do mnie jak ostatnio jednak nie zdołała zadać ukradkowego ciosu w moje serce. W zamian w jakiś sposób chwyciłem ją i przeszła mi myśl by się z nią przespać. Wtedy już w pełni odzyskałem kontrolę nad swoim snem. Kątem ucha usłyszałem jakiś dźwięk, jakiś głos. Obejrzałem się za siebie i rozejrzałem po pokoju. Było ciemno i ponuro. Na przeciwległej ścianie do okna przy, którym stałem były zamknięte drewniane drzwi z szybą środku. Na ścianie obok obok po prawej kolejne ale już otwarte. Za nimi był kolejny kompletnie ciemny pokój i kolejne otwarte drzwi do następnego, ale tym razem już oświetlonego pokoju. Kiedy powróciłem wzrokiem by spojrzeć na dziewczynę ona już zniknęła, a pod nogami przebiegł mi mój kot. Głos wciąż nawoływał. Rozpoznałem, że jest to mój znajomy, więc postanowiłem go odnaleźć. Poszedłem do ciemnego pokoju, potem do drugiego i trzeciego. Miałem wrażenie, że go nie znajdę gdyż zmieniał lokalizację z pomieszczenia na pomieszczenie. W końcu zauważyłem że jestem za mało dostrojony gdyż obraz był nieco rozmyty no i ponury. Stanąłem na środku pomieszczenia zamknąłem oczy i zacząłem się obracać szurając nogami. W myślach powtarzałem słowa ostrość, ostrość, ostrość, dostrojenie, dostrojenie, dostrojenie". Kiedy otworzyłem oczy cale pomieszczenie jakby rozpromieniało, stało się jaśniejsze i wyraźniejsze. Miałem wrażenie jakbym znalazł włącznik i włączył światło w mieszkaniu. Przeszedłem z powrotem do wcześniej kompletnie ciemnego pomieszczenia. Obróciłem się w lewo i tam na balkonie za dużym oknem zauważyłem Marka. Podszedłem do okna i zamiast otworzyć drzwi postanowiłem przejść przez szybę. Zawsze sobie tego odmawiałem na rzecz innych doświadczeń poza ciałem ale tym razem nie mogłem sobie tego odmówić. W końcu stanąłem z nim twarzą, w twarz i zaczęliśmy rozmawiać. Właściwie to on zaczął rozmawiać i nie mógł się zatrzymać. Ja tymczasem kątem oka spojrzałem na niebo, gdzie moją uwagę przykuły spadające gwiazdy czy meteoryty. Duże świetliste kule lecące na niebie zostawiające za sobą ognisty warkocz. Kiedy kazałem Markowi spojrzeć na niebo, rozbłysło ono fajerwerkami. Rozejrzałem się po okolicy, a on wciąż o czymś mówił. Za nim balkon się kończył a kilka metrów dalej również budynek w którym się znajdowaliśmy. Dalej widziałem wielka czarną górę, czy wulkan. Obróciłem się w lewo gdzie kilkadziesiąt metrów dalej za ogromnym murem miała miejsce jakaś bitwa. Wyglądało to dokładnie tak jakby ktoś tam pogrywał w Heroes of Might and Magic, z tym wyjątkiem że wszytko działo się w czasie rzeczywistym. Najbardziej moją uwagę przykuł ogromny ognisty demonisty byk powolnie biegnący w wir walki. Wróciłem do rozmowy z moim znajomym. Ale tym razem kazałem mu przestać, gdyż zdałem sobie sprawę, że on może być albo atrapą albo po prostu śpi i nie jest nawet świadom naszego spotkania. Zapytałem go:
- Marek spisz?
- Tak, śpię - odpowiedział kręcąc głową.
Wciąż miałem wrażenie, że palił papierosa, albo jadł lizaka. Skłaniam się ku temu drugiemu gdyż jest nie palący.
- Marek, będziesz to pamiętał? - zapytałem.
- Tak, tak, będę.
- Ale czy na pewno?
Po tym ostatnim pytaniu kazałem mu potrzeć ręką ścianę by się dostroił i może odzyskał świadomość w jego śnie. Sam jej dotknąłem i wyraźnie poczułem jej fakturę i szorstkość. Dalej powiedziałem mu by jeszcze zamknął oczy okręcił się i zaczął sobie powtarzać w myślach "ostrość, ostrość, ostrość, dostrojenie, dostrojenie, jestem świadomy i będę pamiętał" nie ważne jak bardzo to dla niego głupie by się wydawało. Wtedy przypomniało mi się o moim znajomym, z którym umówiłem się, że jak któryś z nas będzie świadomy w śnie, lub będzie miał OBE to będzie starał się dostać do tego drugiego i porobienia czegoś razem. Powiedziałem Markowi, ze sorry ale muszę spadać do znajomego. Zamknąłem oczy i pomyślałem o jego IDencie (o jego imieniu i nazwisku, nickname'ie, przywołałem jego obraz w pamięci) po czym zacząłem się obracać. Najpierw w przebierając nogami, a potem odepchnąłem się jedną i nabrałem impetu wirowania. Czułem jak okręcam się z niebywałą prędkością i usłyszałem dźwięk alarmu telefonu mojej dziewczyny. Wciąż w obrotowym stanie zacząłem czuć łóżko pode mną. Przyznam dziwne uczucie doświadczyć bycia w pozycji pionowej obracając się i poziomej leżąc na boku. W końcu całe wirowanie zanikło w mojej głowie kiedy się w pełni znalazłem w moim ciele fizycznym.

entry 22.01.2010 - 11:03
Wszystko co prawda zaczęło się już w nocy, jednak oczywistym jest, że o wsystkim i tak zaczynami rozmyślać nad ranem, czy bardziej precyzyjnie, po przebudzeniu.

Słowem wstępu dodam, że ostatnio nastawiłem się dość otwarcie, zdecydowanie na świadome śnienie no i dalej związane z tym oobe, które staram się ćwiczyć co noc. Na przestrzeni czasu zauważyłem spore postępy mimo, że nie raz przychodziły chwile zwątpienia. Jednak najważniejsze to być wytrwałym i wierzyć w siebie. Afirmacje odnośnie świadomego śnienia, testy rzeczywistości czy zapisku w dzienniku (których defakto nie robię za dużo gdyż zastanawiam się czy warto napisać tych kilka zdań opisując znikome strzępki sennej pamięci) oraz przed senne medytacje, często zakończone snem, mimo że mogły by się wydawać nie użyteczne, to przynoszą swoje korzyści. Przekonuję się co raz częściej na przestrzeni kilku tygodni/dni wstecz.

Taką kulminacją była dzisiejsza noc i poranek. Jeszcze jakiś wcześniej pamiętałem więcej szczegółów jednak nie byłem wstanie ich spisać. Otóż zapamiętałem chyba największą ilość snów po jednej nocy, a jeżeli nie ilość tu chodzi, to jakość zapamiętania każdego z nich była niesamowita. Każdy sen wyraźny jak nigdy co pozwoliło mi go bardzo wyraźnie doświadczyć.

Nie przypomnę sobie dokładnie chronologicznie wydarzeń, jednak poniżej zapiszę co się da, gdyż na pewno poprawi to pamięć moich kolejnych snów. Elementem wspólnym byli moi znajomi. W każdym inni.

Na początku, jak mi się wydaje, śniłem o spotkaniu ze starym, bardzo dobrym znajomym, z którym znamy się od przedszkola. Siedzieliśmy w jakimś pokoi, nie wiem czy u mnie czy u niego ponieważ pokój nie przypominał żadnego co znam. W tym śnie sporo rozmawialiśmy i wymyślaliśmy. W końcu wymyśliliśmy scenariusz na serial komediowy. Wydawał nam się tak dobry, że w końcu Jacek stwierdził, że należy ten pomysł sprzedać jednej ze stacji telewizyjnych. Wydawało się to cudownym pomysłem, na którym MY moglibyśmy zarobić nie wiele jak na produkcje telewizyjne, ale zawsze jakaś kasa dodatkowa ;)

W kolejnym śnie wędrowałem po jakimś blokowisku, miałem wrażenie, że idę do tego znajomego z którym nie dawno rozmawiałem, a szedłem od mojego domu gdzie miał miejsce mój kolejny sen.

Tutaj wraz z moją dziewczyną przyjmowaliśmy gości. Naszych wspólnych bardzo dobrych znajomych, których nie widzieliśmy od dość dawna. Również całość opiewało na rozmowach, których szczegółów nie pamiętam. Jednak w którymś momencie postanowiłem się wybrać do sklepu po jakiś napój czy coś. Dalej mam mały mętlik w głowie, ponieważ zdaje się że zaczynam wspominać przez sen moje poprzednie sny w podobnych realiach, wędrówki po mieście i osiedlach.

Nad ranem na chwilę się przebudziłem kiedy ma luba szykowała się do pracy, na szczęście byłem otępiały przez sen dzięki czemu mogłem ze spokojem wspominać co mi się śniło. Kiedy już opuściła dom spokojnie zacząłem śnić dalej.

Znalazłem się na mieście. Na skrzyżowaniu ulic Podgórnej i Marcinkowskiego. Co prawda były zdecydowanie szersze dzięki czemu było tam więcej przestrzeni, a wszędzie dookoła był śnieg. Biały jasny cudowny śnieg. Nie wiedząc czemu położyłem się i leżałem gdzieś na środku jezdni czy chodnika. Przez chwilę pomyślałem, że muszę wyglądać na wariata kładąc się na plecach i leżąc. Zastanawiałem się co by było gdyby ktoś teraz podbiegł do mnie z myślą że coś mi się stało, czy z zapytaniem "Dlaczego tak leżę?", a przez moją głowę przeszła jedna odpowiedź - "Jest tak cudownie". Byłem szczęśliwy i zadowolony.

Po jakimś czasie znalazłem się u wejścia do jakiegoś szpitala. Wchodzę do środka, a tam na recepcji wita mnie uśmiechem moja kuzynka, w stroju pielęgniarki. Uśmiechnąłem się i poszedłem dalej. Kiedy już znalazłem się na korytarzu, nie wierzyłem, że to mogła być moja kuzynka więc odwróciłem głowę i spojrzałem na nią jeszcze raz. To nie była ona choć bardzo podobna do niej młoda kobieta. Nagle poczułem ogromy ciężar i ni stąd ni zowąd położyłem się na korytarzu. Nie mogłem wstać mimo, że chciałem. Tak jakbym jakoś zdał sobie sprawę, że ja, że moje prawdziwe fizyczne ciało śpi - leży. Po chwili udało się wstać i ruszyłem dalej. To miejsce w którym byłem już nie wydawało mi się szpitalem lecz szkołą. Na ten fakt wskazywali uczniowie stojący na rozwidleniu dróg. Skręciłem w lewo z myślą, że muszę dostać się na drugie piętro, bo tam mieszkam, tam mam swój dom. Cały budynek wydawał się dość spory i mimo że minąłem jakąś klatkę schodową brnąłem dalej do kolejnej położonej dość daleko od tego punktu w którym się znajdowałem. Jeszcze się zastanowiłem dlaczego nie skorzystałem z windy przy recepcji.

Przebudziłem się, lekko otworzyłem oczy i obserwowałem mój pokój. Chciałem się przekulać na drugi bok, zmienić pozycję, jednak zdawało mi się, że byłem tak ospały, że każde nawet najmniejsze podniesienie kończyn wiązało się z ogromnym wysiłkiem. Jakby były z ołowiu. Przymknąłem na chwilę oczy i tak chwilę leżałem wpatrując się w pojawiające się przede mną obrazy korytarza, w którym rpzed chwilą byłem. Czułem, że mogę swobodnie ruszać nadgarstkami jednak podnieść całą rękę był już problem. To samo dotyczyło stóp i całych nóg. Otworzyłem ponownie oczy i próbowałem się podnieść. Uniesienie się do pozycji siedzącej wiązało się z niebywałym trudem. Jakby do moich pleców były przyczepione ogromne sprężyny ściągające mnie w dół. Po chwili próby dalszego wstania z łóżka, zdałem sobie sprawę, że jestem poza ciałem fizycznym. Wiedziałem z czym to było związane, mimo tego walczyłem by się dalej podnieść. Niestety nie udało się. Ogromna siła ściągnęła mnie z powrotem do pozycji leżącej. W moich uszach pojawił się szum i cichy pisk. Poczułem jak zaczyna przepływać przeze mnie energia, jak moje dłonie zaczęły wibrować. Wibrowanie to przeniosło się na całe moje ciało. Chciałem się podnieść raz jeszcze. Tym razem zostałem całkowicie sparaliżowany, jakby lekko uniesiony. Trwałem w tym stanie przez chwilę zanim się obudziłem. Było to cudowne doznanie, bardzo przyjemne. Te delikatne wibracje jeszcze nigdy nie miały tak ekscytującego charakteru.

Po przebudzeniu zdałem sobie sprawę, że mogę się już swobodnie poruszać. Kończyny już nie były ociężałe, a ja tak otępiały. Jeszcze chwilę poleżałem z myślą o powrocie w świat snu, jednak obowiązki zmusiły mnie do przebudzenia.

Otworzyłem oczy, rozciągnąłem się i rozejrzałem po pokoju. Mimo ściągniętych rolet wydawał mi się taki jasny. Spojrzałem na kota siedzącego przy oknie i doznałem déjà vu. Wszystko się zgadzało, z tym o czym kiedyś (jak mi się zdaje) śniłem. Oczywiście wydarzenia tuż przed i tuż po były inne, to wiem, że ten moment już przeżyłem w swoim życiu i że jak podejdę do okno i wyjże za szybę to zobaczę śnieg, choć w nieco innej scenerii. To przeczucie jest tak silne i na tyle długie, że nie wiedząc czemu zaczyna mnie mdlić. Po chwili ustało, a ja wstałem, podszedłem do okno i wpuściłem więcej światła do pokoju. Rozejrzałem się po okolicy i poczułem, że dziś będzie cudowny dzień :)

6 Stron V  < 1 2 3 4 5 > »   
Mój obraz