Crow's Diary


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

 | Kategoria: Senna autostrada
entry 28.11.2009 - 06:10
Nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd znalazłem się w jakimś miejscu znalazłem się w jakimś miejscu nie wiadomo gdzie. Nie było tam ludzi, nie było tam drzew, jedynie pustka, droga i płaskie góry w oddali. Krajobraz był mocno pustynny i wydaje mi się że gdzieś był most łączący któreś z gór.

Odnoszę wrażenie że już tu kiedyś byłem ale nie mogłem znaleźć dalszej drogi lub w ogóle o niej nie wiedziałem. Przypominam sobie, że wcześniej było tam gospodarstwo, dość stare podniszczone. Ujawniła mi się mapa okolicy (tak jakbym wcisnął start) i na zielonkawej planszy zobaczył ważne dla mnie punkty orientacyjne. W górnej jej części, zwróciłem uwagę na pewno miejsce do którego nie prowadziła żadna z dróg. Pomyślałem, że to czego szukam. To sekretne miejsce było niedaleko farmy na której ostatnio się kręciłem w odnalezieniu przejścia do miejsca gdzie mnie podświadomie ciągnęło.

Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak znalazłem się w małym czarnym buggy (model jakby wojskowy) i pędziłem przez bezdroża do mojego celu. Po drodze zatrzymałem się koło niby opuszczonej chałupki. Była to murowana chata ze złocistym dachem ze strzechy. Niedaleko jej o duży drewniany pieniek tkwiła wbita siekierka a za nią na wietrze powiewały kłosy na małym poletku. Gdzieś w pobliżu znajdował się bywalec tego miejsca. Młody chłopak. Miałem jednak wrażenie jakby był on tylko dla mnie, a jego zadaniem było wskazanie mi drogi. Dodatkowo stałem się świadom, że w mojej podróży nie jestem sam.

Moim towarzyszem był mój kolega, przyjaciel z dziecinnych lat, jednak od miejsca ów gospodarstwa jechaliśmy dwoma oddzielnymi pojazdami. Dalej jechaliśmy przez pole. Wydaje mi się że już jakieś małe plony się pojawiały (mała rzadka soczyście zielona roślinność). Mój przyjaciel mnie wyprzedził i kilkanaście metrów za polem zatrzymał przy małym stawu w pobliżu lasu. Ja chciałem jechać dalej nową drogą na którą natrafiliśmy jednak nie chciałem się od niego zbytnio oddalać, więc zawróciłem i przystanąłem na chwilę.

Automatycznie po wyjściu z pojazdu wszedłem na improwizowany z kilku desek pomost nisko zawieszony nad wodą. Z początku był stabilny, ale im dalej nim podążałem stawał się coraz to bardziej chwiejny i poskręcany. Mój znajomy podążył za mną. Most okazał się dłuższy niż myślałem, a im dłużej nim podążałem tym stawałem się pewniejszy, że wędrujemy przez jakieś bagna. Gdzieś w połowie drogi, jak mi się dawało, mój znajomy zaczął trząść mostem, tak że omal nie powpadaliśmy do wody. Zajęty myślą o nie wpadnięciu i utrzymaniu się na deskach nie zauważyłem że w końcu dotarliśmy do jakieś zrujnowanej antycznej bramy, przejścia. Przekroczyłem jej progi i znalazłem się w innym świecie. W moim sercu narodziła się informacja, że jesteśmy, że dotarliśmy do miejsca, które było naszym celem.

Poszedłem dalej przez miejsce, które wyglądało na pełną życia ulicę. Ale nie miasta, raczej jakieś tajemnej wioski ukrytej w najgłębszym zakamarku opuszczonego lasu. Ów "ulica" była szeroka, wykładana jakimś czerwonawym poz-brukiem czy kamieniami. Po bokach wysoko wyrastały drzewa, gdzie nie gdzie znajdowały się małe zakola na ławki, a po środku co kilka metrów stały latarnie po środku malutkiej bardzo nisko ogrodzonej polanki. Obejrzałem się za siebie by upewnić się czy mój przyjaciel podąża za mną. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, okazało się że go nie ma a jakby w jego miejsce znalazła się moja dziewczyna. Ucieszył mnie ten fakt, ze dotarłem tutaj wraz z nią i czułem że gdzieś niedaleko również jest mój znajomy. Fakt zmiany towarzysza był pewnego rodzaju pstryczkiem w mojej głowie, że tak się nie dzieje w świecie codziennym. Kiedy moja głowa znów nakierowała się wprost byłem w pełni świadomy, że znajduję się w śnie i mogę iść dokąd mi się tylko podoba. Wszystko nagle stało się jeszcze żywsze, jeszcze wyraźniejsze, poczułem że naprawdę tam jestem. Bardzo mi się to spodobało i postanowiłem się nacieszyć widokiem i przeżyciem póki jeszcze mogę. Postanowiłem się przyjrzeć najbliższemu otoczeniu. Widziałem rozgadanych, głownie młodych, ludzi, którzy albo dokądś szli lub czekali, siedząc na obitych dworskich krzesłach, w miejscu w środkowej alejce co sprawiało wrażenie jakiegoś przystanku lokalnego transportu. Nie zatrzymywałem się na dłużej i poszedłem dalej gdzie niestety urwała mi się pamięć.

Później pamiętam że w tamtym miejscu odnalazłem cylindryczną windę, która prowadziła, jakby na skróty, do świata rzeczywistego. Ucieszyłem się, że następnym razem nie będę musiał znów podążać długą i trudna drogą. W ów windzie (niestety już nie świadomie) pamiętam, jak rozmawiałem z którymś z moich znajomych o prezentach które zdobyliśmy w tej drugiej rzeczywistości. Był to jakiś strój, przebranie - pamiętam zapakowane w foli, wyglądało jak jakieś ubranie robocze z żółtym napisem w kwadratowej żółtej ramce, przez folię nie dokładnie widziałem co tam było napisane ale jakby napis RAIN pisane w odbiciu lustrzanym (lub jakiś inny z wykorzystaniem tych liter) - i coś jeszcze czego nie pamiętam. W windzie jakby zahaczyliśmy o kilka innych poziomów rzeczywistości. Na jednym z nich jakiś koleś zatrzymał drzwi i czekał na grupkę szkolną - małe dzieci, pierwszoklasiści - która wydawała mi się nie zmieścić zrazem z nami więc ruszyliśmy dalej. Gdzieś jeszcze dołączył mężczyzna z dwójką swoich dzieci i z jednym z nich nawiązałem rozmowę, chwaląc go za coś, aby poczuł się pewniej.

 
« Następny starszy · Crow's Diary · Następny nowszy »
 
Mój obraz