Crow's Diary


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

 | Kategoria: Hemi-Sync
entry 15.12.2009 - 11:26
Data:
15.12.2009

Czas:
00:10 UTC+1

Ćwiczenie:
Przygotowanie do podróży poza ciałem, osiągnięcie Warunkuu C opisanego przez Roberta Monroe i pogłębianie go

Warunki:
noc, Basia już śpi, koty poza pokojem, komputer włączony - lekko szumi, rolety spuszczone - okno po prawej przepuszcza na dole światło neonów, położyłem się na plecach oparty o 3 poduszki, głowa lekko w górze naturalnie po skosie, ręce wyprostowane wzdłuż ciała, stopy lekko skierowane do wewnątrz, przykryty całkowicie kołdrą - poza głową, słuchawki na uszach,

Opis:
Położyłem się wygodnie, czułem lekkie zmęczenie po całym dniu pracy i późniejszej próby, podniecony muzyczną twórczością w mojej głowie unosiły się dźwięki. Słuchawki nadawały szumy Hemi-Sync. Bardzo relaksujące jakby szum wiatru czy fal oceanu. Zacząłem od ECB (Energy Conversion Box), w którym umieściłem:
- Gitarę - symbol muzyki, o której myślałem;
- Zdjęcia osób o których mógłbym zacząć myśleć;
- Laptop - symbol pracy;
- Kłębek wełny - symbol splątanych spontanicznych myśli;
- Pluszowe koty - aby mi nie przeszkadzały odgłosy ich harcy za zamkniętymi drzwiami;
- megafon - symbol dźwięków i hałasów otoczenia;
- Mały stateczek z rozłożonymi żaglami na kłębku chmurki - symbol odpłynięcia w sen; Wcześniej używane rekwizyty nie odniosły takiego skutku jak teraz - muszę z nim poeksperymentować częściej

Po zamknięciu drewnianej skrzyni (ECB) przeszedłem do afiramcji, po afirmacji wytworzyłem REBAL (Resonate Energy Balloon). Ku mojemu zaskoczeniu nie musiałem poświęcać zbyt dużo uwagi na relaksacji. Widocznie częsta praktyka z Hemi-Sync wyćwiczyła moja świadomość\ciało do samoistnej relaksacji i stopniowego pogłębiania jej bez mojej większej interwencji\koncentracji na tym zjawisku.

O dziwo nie było zbyt wiele przytłaczających mnie obrazów myślowych. Szybko pojawiły się refleksje świetlne. Obserwowałem je i starałem się wodzić wzrokiem wszystkie inne myślo-obrazy. Cały czas koncentrowałem się na "nie-myśleniu" tj. wszystkie słowa które wychodziły z mojej świadomości natychmiast przerywałem, a te powstające z mojej podświadomości ignorowałem.

Po jakimś czasie pojawia się fala obrazów. Spoglądam w inne kąty pustki ale tam też zaczynają się pojawiać obrazy. Uciekam od nich kierując wzrokiem w kółko. Zauważyłem, że obrazy cały czas morfuja w inne widoki. Po jakimś czasie obrazy zanikają i pojawia się pustka i małe refleksje świetlne.

Staram się gapić na wprost wypatrując punktu, o którym mówił Robert Monroe - ten który przywołuje wibracje. Wydaje mi się że odzwierciedlił mi się w formie świecącej kropki gdzieś w oddali, jednak zaczął unosić się w dół, zmieniając się w refleks świetlny i na zmianę przenikał z myślo-obrazem latarni na ogień.

Czas przestaje istnieć, nie mam poczucia jego upływu, po prostu jestem tu i teraz. Moje zmysły zaczynają zanikać. Czuję pogłębiające się uczucie ciężkości czy odrętwienia. Najbardziej wyczuwam kark i głowę oraz dłonie.

Spoglądam wciąż w przód, co jakiś czas dopadają mnie hipnagogi. Czuję jak moje oczy robią się ciężkie jakbym zapadał w sen i po chwili się rozluźniają, tak na zmianę. Czuję jak w pełni świadomie balansuję na granicy jawy i snu.

Spoglądam w przód w nicość, zauważam mgliście rozmazane zarysy okna i parapetu. Po zaobserwowaniu i z analizowaniu stwierdzam, że to delikatnie unoszą mi się powieki. Dociskam je troszkę mocniej i znów jest ciemność.

Czuję jak powoli podnosi się temperatura mojego ciała i słyszę jak moje serce zaczyna bić głośniej. Co raz bardziej tracę czucie w ciele.

Zaczyna mi się kręcić w głowie w sposób wahadłowy (zbliżony do tego jak po mocnej libacji alkoholowej kiedy kładziemy się spać), tak jakby to wibracje się pojawiły i rozpoczęły pulsację. To wrażenie zdaje się pogłębiać mocniej i mocniej, aż w pewnym momencie tracę orientację położenia, aczkolwiek wciąż czuję lekki dotyk ciała - karku i głowy z łóżkiem. Nagle czuję jak przez moje ciało przechodzą fale energi w formie dreszczy - przyjemne uczucie - moje podniecenie wzrasta, czuję się szczęśliwy. Próbuje myśleć o tym zjawisku jako o wibracjach, staram się (troszkę na siłę) kontrolować te fale i wrażenie wahadła aby przepływały przez całe moje ciało - bezskutecznie. Spoglądam patrzę w przód koncentruje się na jakimś punkcie staram się go przenieść za moją głowę i dalej kontrolować wibracje - bezskutecznie. Wrażenia wciąż trwają ale zdawają się zanikać.

Przez moment poczułem jakby moje palce jeden po drugim odłączają się od mojego ciała fizycznego jeden po drugim, takie jakby klik w palcach. Tylko mały palec wciąż ma czucie ciała fizycznego. Gdzieś w między czasie przez chwilę poczułem jakby moje stopy wibrowały bardzo delikatnie na bardzo niskich częstotliwościach (tak jakbym stał przy kolumnie basowej, ale bardzo delikatnie)

Po jakimś czasie mam wrażenie, ze jestem w próżni i zapadam się w dół. Spadam gwałtownie coraz niżej i niżej. Gdzieś na moment przystanę i unoszę się w górę, chwilę na bok w przód w tył potem znów zapadam się dół. Obserwuję i czerpię z tego radość. Bardzo przyjemne uczucie totalnej wolności. Mam wrażenie że się unoszę, że jestem wyżej niż się położyłem, że za moment dotknę sufitu. Staram się nie ruszać kończynami gdyż się obawiam, że poruszę kończyną fizyczną i to wszystko się zakończy.

Moja dziewczyna chyba się przekręca na drugi bok, wstrząsnęła łóżkiem, być może poruszyła lekko mną. Wracam do pełnej świadomości tzw. C1. Otwieram oczy, patrzę po pokoju, pełen energii i sił, czuję się jak po dobrej drzemce. Postanawiam ponownie zacząć ćwiczenia. Nie sprawdziłem czasu. Zamykam oczy. Swędzi mnie nos. Drapię nos. Swędzi mnie duży palec lewej nogi. Drapię go. Swędzi ponownie, drapie ponownie. Swędzenie ustaje. Oddaje się ćwiczeniom.

Ponowna próba nie trwała zbyt długo i bez większych odczuć. Szybko straciłem świadomość i popadłem w sen. Przebudziłem się tym razem już bardzo senny i zmęczony. Wyłączyłem komputer, niestety nie sprawdziłem, która była godzina. Poszedłem spać kładąc się na boku.

Wnioski:
Jestem zadowolony z przebiegu dzisiejszego ćwiczenia. Doszedłem daleko, nie zasnąłem, udało mi się omijać myśli i spontaniczne obrazy. Znowu zbytnio się podekscytowałem stanem zawieszenia w próżni. Zbyt mocno i intensywnie chciałem na siłę ściągnąć wibracje. Następnym razem nie będę o tym myślał tylko w pełni obserwował, może uda mi się wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski. Muszę odnotować godzinę zakończenia ćwiczeń.

 
« Następny starszy · Crow's Diary · Następny nowszy »
 
Mój obraz