Zacząłem śnić, jak jakiś znajomy ciągnie mnie za linkę gdzieś koło jeziora. Ja byłem na drodze i miałem założoną jedną rolkę lub po prostu moja stopa bez oporu sunęła po ziemi. W pewnym momencie koleżko skręcił w lewo minął kilka topoli i znalazł się w motorówce na jeziorze. Oczywiście ja ciągnięty jak na nartach wodnych znalazłem się za nim. Słońce mocno oświetlało taflę jeziora tak że musiałem przymrużać oczy by móc go widzieć. Krzyknąłem do niego by starał się utrzymywać w miarę równe tempo bo nie chciałbym wpaść do wody i zmoknąć przez przypadek. Znaleźliśmy się w jakimś miejscu. Wspinałem się po jakimś slupie aby coś odzyskać na górze jakieś informacje czy rzeczy. W między czasie przybyły jakieś dwie kobiety i zaczęły do nas strzelać. Zostałem trafiony w nogę i zaraz potem schowałem się by mnie nie mogły dopaść. Nagle znalazłem się w jakieś wielkiej hali, która przypominała ani to fabrykę, ani to basen czy lodowisko. Byłem członkiem specjalnej grupy antyterrorystycznej i za zadanie mieliśmy pojmać groźnego przestępce, który chce kogoś tam zamordować. Długo kręciliśmy się tamtych korytarzach, aż w końcu natrafiłem na jego tropem. Ślady doprowadziły mnie na moje stare podwórko, a tam przy wejściu do domy mojego dobrego kolegi był zakuty w łańcuchy ów przestępca. Podszedłem do niego i zacząłem z nim rozmawiać. Wiedziałem, że moim obowiązkiem jest uchwycenie go i wsadzenie do więzienia, jednak czułem w sobie ogromna potrzebę pomocy temu człowiekowi, sprowadzenie go na dobrą ścieżkę. Zapytałem go co ma zamiar zrobić jakby go uwolnił, bo chciałbym to zrobić. Odpowiedział, że zabić osobę odpowiedzialną za śmierć jego brata czy kogoś bliskiego. Odpowiedziałem mu że to jest przecież sen i czy wie że śni. W sumie nie czekałem na jego odpowiedź. Sam wypowiadając te słowa odzyskałem pełną świadomość. Wyczułem czego mu brakuje za kim tęskni. Pstryknąłem palcami i z piwnicznych schodów wyszedł na górę jego młodszy braciszek. mały coś powiedział, że już nie żyje i że to kogoś wina. Przestępca wciąż miał zamiar popełnić morderstwo, ale w jakiś sposób złagodniał. Pstryknąłem ponownie i pomyślałem, że wcale nikt nie został zabity i nie ma po co się mścić. Tak się stało, sprawa rozwiązana. Ów człowiek został rozkuty i rozgrzeszony.
Przebudziłem się na moment, nie drgnąłem ani na momencik lecz pozwoliłem sobie zapaść w kolejny sen. Szybko poczułem wibracje, a po nich efekt zapadania się, jakbym powoli sturlał się z łóżka na podłogę. Tak jest pomyślałem, udało się opuściłem ciało. Otwieram oczy i znów przykuty do łóżka, rozglądam się troszkę choć wizja wciąż rozmyta. Widzę sufit, biurko i drzwi. Zamyka oczy i pozwalam sobie opadać, tym razem mówię sobie, że chce opaść tak głęboko że jak otworzy oczy nie chcę być przy łóżku ale mogę być w jakimś innym świecie czy lokacji. Otwieram oczy, spoglądam na drzwi i mam wrażenie, że wszystko jest jakieś pokręcone, że tam gdzie powinny być drzwi jest ściana, a tam gdzie są drzwi powinna być szafa. Pomyślałem, że na pewno doświadczam widoku w perspektywie 360 stopni przez co moje zmysły nie mogą się odnaleźć w tym stanie rzeczy (tak naprawdę widziałem swój pokój w którym się znajdowałem, ale w głowie miałem przeświadczenie, że znajduję się w swoim dawnym pokoju z dzieciństwa) Zamykam oczy okręcam się w kółko i myślę o dostrojeniu się i pogłębieniu świadomości. Otworzyłem je ponownie i w końcu stanąłem "na nogach" spojrzałem na łóżko, gdzie leżałem przykryty kołdrą (w rzeczywistości byłem w innym pokoju na nie rozłożonej sofie przykryty kocem). W pomieszczeniu obok usluszałem swoją babcię. Pomyślałem, że będzie to świetny sposób na zdobycie dowodów na OBE. Skoro jest ranek to zobaczę co ona robi w kuchni, a potem to wszystko potwierdzę. Tak więc moja wizyta w POZA skupiła się na zdobywaniu dowodów. Moja babcia przyszła do pokoju i ze stolika podniosła miskę z potrawą chińską, ale do ryżu dodana była jeszcze spora ilość kukurydzy. Troszkę zjadła i zaniosła do kuchni. Powędrowałem za nią. Na miejscu koło zlewu zauważyłem dzbanek z sokiem. Podszedłem do niego i aby przetestować zmysły czucia chwyciłem go i wziąłem kilka łyków. Smal był słaby lekko cytrynowy, konsystencja wodnista, a cały napój był schłodzony. Wyraźnie czułem jak wypełnia moje usta i spływa przełykiem w dół. W rękach czułem chłód i fakturę szkła. Obejrzałem się i spojrzałem za okno. Tam na ulicy zauważyłem kilka biegnących koni. Spojrzałem na babcię i zapytałem czy rzeczywiście tam byly konie. Odpowiedziała, że tak. No to fajnie - pomyślałem. Mam kolejny dowód konie. Babcia może nie pamiętać rozmowy ze mną, bo to pewno jej drugie ciało prowadzi ze mną rozmowę, ale konie będzie pamiętać na bank. przez chwilę pomyślałem o powrocie do ciała bo już bylem w POZA dość długo, ale w sumie skoro już tu jestem to czemu by nie korzystać. W dużym pokoju usłyszałem swojego zmarłego dziadka. Pomknąłem do nie mogłem uwierzyć, że go widzę. Ucieszyłem się tak bardzo, że aż łzy mi napłynęły do oczu. Widziałem go jak tam leżał na sowim łóżku jeszcze chyba nieświadomy, ze umarł kilka lat temu. Podszedłem do niego przytuliłem się na chwilę i powiedziałem, że się za nim stęskniłem. Chciałem mu powiedzieć to czego mu nie powiedziałem za życia. Nagle cale pomieszczenie zniknęło, byłem tylko ja, trochę młodszy on i otaczająca nas biel. Powiedziałem mu aby pomyślał o jakimś wydarzeniu z wcześniejszych lat (chciałem go zobaczyć młodszego :)). Nagle zaczął się zmieniać, ale jakoś tak nie naturalnie i przestawał być do siebie coraz bardziej nie podobny. Opowiedział jakąś nieprawdopodobną historię o sobie i o babci, po czym kazałem mu się zbliżyć i przytulić. Powiedziałem mu, że zabiorę go w lepsze miejsce. Zamknąłem oczy i poprosiłem swoją wyższą jaźń by zabrała nas do obszaru 29... nie, nie, do obszaru 27 bo do 29 ja nie dam rady się dostroić. Po chwili poczułem wietrzyk od spodu i uczcie unoszenia się. Biel stała się czernią, a ja się obudziłem.
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services