Wersja do druku

Kliknij tutaj, aby zobaczyć wpis w oryginalnej formie

Crow's Diary

W Rodzinych Stronach

Pokręcone jak to we śnie moje wędrówki po mym rodzinnym mieście. Mimo, że było to w jakimś logicznym układzie ma pamięć mnie myli i przekręca trochę rozkład chronologiczny. Powiedzmy, że wszystko zaczęło się w moim rodzinnym domu. W takim małym mieszkanku, w moim byłym pokoju. Znalazłem się w akwarium. Nie wiem skąd się wzięło, po prostu tam stało zaraz przy moim żółtym piecu kaflowym. Takie duże, ogromniaste na wysokość pomieszczenia i na 1/3 jego długości. Byłem jakimś jegomościem unoszącym się na powierzchni wody czubkiem nosa dotykając już sufitu. To nie byłem ja, wiedziałem o tym dobrze, ale byłem w ciele tamtego człowieka. Obserwowałem i czułem to co on. Z jednej strony bałem się, że zaraz utonę, ale byłem również przekonany, że poziom wody już wyżej się nie podniesie, a ja muszę tam pozostać choć nie wiem jak długo i za co, i po co. Przez szklaną ściankę akwarium po lewej stronie na kanapie siedziała moja mama i oglądała telewizję. Później jeszcze ona mi się przewinęła przed wzrokiem obok ów wspomnianego pieca.

Później, albo może wcześniej, siedziałem na moim łóżku narożnikowym w tymże samym pokoiku. Nie było już akwarium i umeblowanie było inne. Z innego okresu mojego życia w tamtym miejscu. Jednak kilka elementów wystroju było na innym miejscu, w jakim nigdy dotąd. Siedziałem w rogu i prawdopodobnie z kimś rozmawiałem lub byłem czymś zajęty. Nagle spostrzegłem mojego już zmarłego dziadka, co siedział na lewo ode mnie. Wyraźnie był wpatrzony w telewizor i obserwował go z zainteresowaniem i z pewnym zahipnotyzowaniem. Spojrzałem na TV i był kompletnie wyłączony. Zapytałem go czy ogląda telewizje. On jakby się nagle przebudził, choć miał otwarte oczy, i z rozradowaniem powiedział, że tak że ogląda. Ogląda telewizor bo taki czarny, bo można nawet kiedy jet wyłączony. To i tak jest oglądanie telewizora mimo iż nic w nim nie leci. Był taki wesoły, wydawał się szczęśliwy. Sprawiał wrażenie takiego starszego mędrca, co mógłby wiele nauczyć.

Chciałem się wybrać do mojego kolegi co mieszka niedaleko. Było już ciemno i mimo, że to kawałek i że już widziałem jego szarawy dom z czerwonym dachem, jakoś się bałem, że coś mi się stanie. Nagle droga jakby się wydłużyła i zamieniła na ciemną ulicę taką jakby z centrum nocą. Podeszło do mnie jakichś dwóch dzieciaków i niby coś chcieli wyłudzić. Jeden nagle się zbulwersował i chciał mnie pobić, kopnąć. Chwyciłem jego nogę, przewróciłem na ziemie i chciałem unieszkodliwić. W tym momencie znikąd pojawił się jego starszy kompan, taki osiłek cyrkowy, łysy ze staromodnym wąsem pokręconym na końcu. Chciał mnie pobić i chyba nawet to robił. Próbowałem się bronic ale nie mogłem, nie potrafiłem, nie miałem siły. Musiałem się wycofywać i czułem jak we mnie gotuje się złość na moją bezradność. Nie dotarłem na miejsce do mojego kolegi, w zamian wróciłem do domu.

Znalazłem się w jakimś pojeździe i jechałem z kilkoma ludźmi ulicą przez miasto. Znaleźliśmy się na zakręcie przy wyjeździe z rynku. Po prawej mijaliśmy park, a po lewej widziałem dróżkę na targ i przy narożniku "Żabkę". W środku pojazdu jakieś dwie dziewczyny wykłócały się, czyj samochód jest lepszy. Jedna zachwalała Hondę wersję 6, w której się znajdowaliśmy, a druga BMW wersję 8. Dziwiło mnie to gdyż ta kłótnia była bez sensu. Oba samochody są eleganckie i wszechstronne, wygodne i w ogóle. Rozejrzałem się po wnętrzu i pomyślałem, że chciałbym taki samochód. Fajny, bardzo rodzinny. Kierowca wydawał się być ojcem jednej z dziewczyn chociaż jak później się okazało był on panem młodym. Z przodu obok niego siedziała jakaś osoba, której nie potrafię zidentyfikować, być może ta druga dziewczyna, a z tyłu tuż obok mnie siedziała panna młoda i dalej jej matka. Panna młoda była dość ładną niską, szczupłą młodą kobietą, która jak wyczułem i zauważyłem nie za bardzo chciała tego ślubu i bardzo chciała związać się ze mną. Uciec dokądś. Podchwytywała mnie za rękę i próbowała pocałować. Czułem się niezręcznie bo z przodu siedział jej świeży mąż co zerkał czasem do tyłu, no i ja przecież też już jestem w związku. Nie jestem pewien czy rzekłem do niej, czy tylko pomyślałem, że nam się nie uda i jest to nie możliwe. Ona wciąż trzymała mnie za rękę.

Porozglądałem się jeszcze chwilkę za okno i widziałem jak zbliżamy się do mojej szkoły. Trochę się pozmieniało, nie byłem w tamtych stronach od bardzo dawna. W końcu się zatrzymaliśmy na parkingu przed budynkiem. Oprócz nas przyjechał ktoś jeszcze i wspólnie zaczęliśmy zwiedzanie ośrodka. Weszliśmy jakby wejściem kuchennym. Po lewej stronie na sali przy stole siedziało kilka osób w białych kitlach i spożywali jakieś dania. Szczególną uwagę zwróciła na mnie 2 osoba od wejścia. Miała ona na kolanach kota, ale takiego innego. Miał śliniaczek i był jakiś taki nienaturalny, zmutowany. Przeszliśmy dalej do kolejnego pomieszczenia. Ktoś gdzieś jeszcze raz mi podrzucił pod oczy takie nie naturalne zwierzę. Nie podobało mi się to co oni tu robią. Doszedłem do wniosku, że musi to być jakieś laboratorium czy coś. Chwilę później zaprzestałem dalszego śnienia.

Wnioski: moją senną kotwicą może być zbiornik wody (basen, akwarium, jezioro). Często ten element występuje w moich snach

Powered by IP.Blog
© Invision Power Services