Po południu zdecydowałem się na krótką, po obiadową drzemkę, po obejrzeniu jakiegoś filmu z moją girlie. Tak na marginesie stwierdzam, że siedzenie przed telewizorem pozbawia mnie jakoś energii.
Leżałem tak sobie jakiś czas w bezruchu przysypiając od czasu do czasu. W końcu moja luba opuściła pokój zostawiając mnie samego w spokoju. Zamknęła drzwi i poszła zająć się swoimi sprawami. Położyłem się wtedy na plecach zamknąłem oczy i oddałem się pojawiającym się obrazom. Obserwowałem je goniąc jeden za drugim, aż w końcu zaczął się sen.
Śniłem o sprawach bieżących, o dodatkowej pracy, że zadzwonił do mnie kolega (czy skontaktował się w jakiś inny sposób) i powiedział, że mam do zrobienia jeszcze jedną poprawkę na stronie, którą dla niego wykonałem. Siedziałem przy komputerze i coś majstrowałem. jednak znajdowałem się w trochę innym pokoju niż mam w rzeczywistości. Moje biurko stało w narożniku przy ścianie na której znajdują się drzwi. Z mną było łóżko i na przeciwległej ścianie do drzwi znajdowało się malutkie okno z wyglądem na ulicę. Mieliśmy skośny dach jakbyśmy mieszkali na poddaszu i generalnie cały pokoik wydawał się jakiś taki mały. W ogóle sytuacja mieszkaniowa była dziwna. Po pierwsze miałem świadomość, że tam wynajmowałem pokój wraz z moimi dwoma kolegami. Jednym był Jacek, który zlecił mi zadanie, a drugi to znajomy z którym nie mam od dawna kontaktu ale w przeszłości tworzyliśmy zgraną paczkę. Pokój wynajmowaliśmy od któregoś znajomego, który mieszkał z nami. Przez otwarte drzwi z korytarza wpadało światło i dobiegał dźwięk muzyki, świadczący o jego obecności. Kiedy tak siedziałem i pracowałem do Jacka zadzwonił klient, który oznajmił, że już wszystko w porządku i że nie potrzeba już nic robić. Wydawało mi się to nienormalne gdyż jak dotąd to za wiele nie popracowałem, w sumie to ledwo co usiadłem do komputera. Po rozmowie, zauważyłem że obaj kładą się do łóżka i idą spać. Było dość ciemno, ponuro i rzeczywiście mi też jakoś tak się śpiąco zrobiło. Odszedłem od komputera po raz któryś by poprawić koc przy drzwiach. Układałem go miedzy drzwi a futrynę przy zawiasach. Przytrzymywałem jedną ręką a drugą zamykałem drzwi co by nie opadł. Resztę koca ułożyłem pod drzwiami i dorzuciłem jeszcze kołdrę. Następnie jakoś tak opadłem na swoje miejsce do spania, które znajdowało się pomiędzy biurkiem a łóżkiem. Praktycznie natychmiastowo poczułem lekki paraliż, bardzo subtelne wibracje i otworzyłem oczy. Nadal znajdowałem się w tamtym pokoju, ale różniło go kilka szczegółów. Jak to przeważnie bywa u mnie nad ranem kiedy miewam spontaniczne obe nie mogłem się ruszyć z miejsca. Chciałem ale nie mogłem. Widziałem mój koniuszek nosa, słyszałem swój oddech, ale nie mogłem się ruszyć. Starałem się ile sił i w końcu powolutku udawało mi się wyrwać z tych jakby sprężyn, galarety, czy gumo-ciasta. Obróciłem się by spojrzeć na monitor. Był odwrócony w druga stronę i wyłączony, chociaż tego nie robiłem. W pełni świadomy i wiedząc co to za stan, postanowiłem poćwiczyć poruszanie się. Bardzo powoli, jak gdybym był bardzo zmęczony i na uwięzi jednocześnie, wstałem z łóżka i próbowałem brnąć w przód. Każdy krok wiązał się z wysiłkiem, ale jednocześnie dawał mi dużo satysfakcji gdyż w końcu nauczyłem się poruszać w takim stanie. Wydaje mi się, że przez chwilę próbowałem się dostroić poprzez słowa "dostrojenie" i "ostrość", ale jak tylko zacząłem wyczuwać zmysłem dotyku powierzchnie ścian i biurka, o które się wspomagałem przy ruchu, to zaprzestałem dalszego wypowiadania tych haseł. Kiedy znalazłem się przy drzwiach okazało się, że są podzielone na 2 części. Górną, zamkniętą i dolną otwartą. Aby móc przejść przez dolną ich część musiałem wręcz zniżyć się do pozycji kucająco-leżącej. obniżyłem poziom i jak się okazało nie mogłem poruszać się dalej do przodu. Pomyślałem, że to głupie, że się tak gimnastykuje skoro w tym stanie mogę ze spokojem przechodzić przez przedmioty. Uniosłem się i śmiało przekroczyłem przez drzwi. Za drzwiami było kilka stopni w dół i korytarz, ale już nie oświetlony. Stanąłem, podparłem się rękoma o ścianę i wysiliłem się by się rozejrzeć. Korytarz był dość długi miał około 20-50m i mimo że był ciemny potrafiłem dostrzec przeciwległą ścianę. Kusiło mnie by iść dalej, ale wysiłek mnie zniechęcał. Minęło już sporo czasu zanim tu dotarłem i przyznam, ze jak na ten moment miałem już sporo nowych doświadczeń. Zachciało mi się wyruszyć i zobaczyć co u mojego znajomego. Zamknąłem oczy i już chciałem zacząć się obracać i przenieść w jego pobliże, kiedy jednak postanowiłem poćwiczyć powrót do ciała. Ot tak na wszelki wypadek. Samo afirmowanie, że chcę wrócić nic nie dawało. poszukałem w pamięci, że rewelacyjnym sposobem jest uniesienie rąk w górę. Tak zrobiłem, pomyślałem o powrocie do ciała i zaczęło mnie rozciągać w jego kierunku. Po chwili znalazłem się przy nim, lecz nie w moim fizycznym pokoju, lecz w tym poza ciałem. "Co jest nie tak" - pomyślałem. Przecież chciałem wrócić do ciała i się obudzić, a ja nadal tkwię w tym nie fizycznym świecie. Wtedy przypomniałem sobie o moich znajomych. Ciekawiło mnie czy w takim wypadku są prawdziwi czy są zwykłymi wyimaginowanymi atrapami. Wstałem resztką sił podpierając się o łóżka i wczołgałem na któregoś. Ledwo już widząc wymacałem jakieś kształty pod pościelą. Wyraźnie wyczułem głowę. Przez chwilę wyobraziłem sobie co by było gdyby np. ta głowa zamieniła mi się w głowę jakiegoś potwora podobnego do spawna. Uśmiałem się tylko bo przecież i tak nic by mi nie groziło niewazne czymkolwiek to by było. W każdym bądź razie zacząłem się pytać: "Kim jesteś? Odpowiedz kim jesteś?". Nie doczekałem się ustnej odpowiedzi co jasno naświetliło mi sprawę. To były atrapy. bezwładnie opadłem na łoże i spoglądałem w górę. Widziałem swój zacieniony koniuszek nosa. Zamknąłem oczy i poczułem lekkie wirowanie być może wibrowanie ale niewielkie i znikome. Otworzyłem ponownie oczy i ujrzałem ten sam kształt przed oczami - końcówka nosa, a dalej zacieniony pokój. Przez chwilę myślałem, że wciąż tkwię w tym niefizycznym świecie. Jednak swoboda ruchu i jeszcze kilku sekundowe wpatrywanie się w sufit uświadomiło mi, że w końcu wróciłem do siebie.
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services