Wersja do druku

Kliknij tutaj, aby zobaczyć wpis w oryginalnej formie

Crow's Diary

W Pogoni Za Amanthą \ Śmiertelne Spotkanie Z Ss

Spadłem jakby z nieba prosto na ziemie. Jakbym przeskoczył w czyjeś ciało lub się tam teleportował. Po sekundzie zastanowienia zdałem sobie sprawę, że wraz z grupką znajomych, współpracowników jesteśmy podróżnikami w czasie i mamy tu w tym miejscu do wykonania jedną z misji. Naszym celem było odnalezienie i bezpieczne odbicie więzionej gdzieś w tym rejonie pewnej młodej dziewczyny - Amanthy (czy jakoś tak:)). Bynajmniej taka była podczas naszego ostatniego spotkania. Jak dobrze pamiętam miała wtedy 11 czy 12 lat. Od tamtego czasu minęło kilka lat i powinna mieć około 18-20. Sięgnąłem w pamięć aby przypomnieć sobie, który mamy rok. Był 2340 któryś, nie pamiętam dokładnie końcówki. Nie miało to wtedy jednak większego znaczenia gdyż wydawało się, że i tak tam nikt na to nie zwracał uwagi. Świat był zdewastowany, praktycznie był jednym wielkim pustkowiem. Nie wiem co było tego powodem, być może wojny, klęski żywiołowe lub jeszcze cokolwiek innego. Rozejrzałem się pośpiesznie dookoła w poszukiwaniu właściwej drogi. Stałem na jakimś wzniesieniu, pomoście zrobionym pokracznie ze starych pordzewiałych blach i postarzałych desek. Po lewej znajdował się płot z falbowanej blachy, a tuż za nim była jakaś restauracja czy raczej zwykły bar. Słońce wysoko na niebie świeciło dość jasno by nie pozwolić mi uważnie się przyjrzeć otoczeniu po mojej prawej stronie. Wiedziałem dokąd mam iść więc ruszyłem od razu. Wszedłem do baru. Speluna jakich nie mało, prowadzona przez jakąś szychę obecnego światka przestępczego i socjalnego. W sali panował pół mrok. Przez zabrudzone, częściowo pozbijane i gdzie nie gdzie pozabijane deskami okna wpadały nikłe promienie światła. Najjaśniej był oświetlony bar, a najciemniej było koło ubikacji. To właśnie tam mój instynkt podpowiadał mi, że mam się udać. Wszedłem do środka tego obskurnego miejsca, mimo że nie czułem fizycznie to potrafiłem wyczuć w powietrzu unoszący się zapach oszczanych ścian i ogólnego stęchłego powietrza. Gdzieś pod jedną z kabin mój towarzysz tłuk, czy zastraszał jakiegoś kolesia w celu wyciągnięcia od niego niezbędnych informacji. Nie potrafiłem na tą przemoc patrzeć więc wyszedłem do baru aby stanąć na czatach. Kiedy wszedłem do sali do baru wbiegł jakiś koleś i coś mamrotał o chińczykach. Chwilowo nie wiedziałem o co chodzi ale po chwili dotarło do mnie, że chińczycy - jak ich nazywano - to jakaś azjatycka mafia i nie za bardzo się lubią z właścicielem tego dobytku. Dostrzegłem ich gdzieś przez szybę, że powoli zbliżają się do baru. Musiałem zareagować zwłaszcza, że jak przed chwilą do mnie dotarło to właśnie ów właściciel wie lub przynajmniej ma pojęcie gdzie jest porwana dziewczyna. Doskonale wiedziałem gdzie znajduje się jego gabinet. Był za mną w korytarzu po prawej. Na chwilę zahaczyłem o ubikację aby poinformować kompanów o zbliżających się problemach i szybko pognałem do szefa. Po otwarciu gabinetowych drzwi zauważyłem siedzącego za solidnym bogato udekorowanym drewnianym biurkiem człowiek. Wyglądał na gangstera z lat 20/30 XX wieku. Czerwona jedwabna czysta koszula w ciemne wąskie pionowe paski, ciemne materiałowe szelki i czarne gustowne spodnie. Był człowiekiem średniego wzrostu, dość mocno opalonym, jego karnacja przypominała włoską ale zdecydowanie nie był włochem, a na głowie miał ciemne gdzie nie gdzie siwiejące troszkę przydługawe, zaczesane do tyłu, przytłustawe włosy. Spojrzał na mnie ze spokojem, bez przejęcia ale z grymasem zdziwienia. Poinformowałem go, że jest w niebezpieczeństwie i że musimy uciekać. W mojej głowie pojawiła się myśl, że lepiej jest go teraz przytrzymać przy życiu aby mógł później mi wyjawić gdzie jest dziewczyna. Mężczyzna otworzył tajemne przejście przy oknie. Jeszcze na chwilę wyjrzałem na korytarz by ocenić sytuację, a kiedy zauważyłem chińczyków wchodzących do baru postanowiłem się stamtąd jak najszybciej wydostać. Przez chwilę poczułem, że się przeciskam tyłem przez otwór pod oknem i znalazłem się w jakichś kanałach czy piwnicach.

W tym miejscu byłem mocno zdezorientowany. Nie wiedziałem dokąd idę, co jest moim celem i gdzie są moi towarzysze. Gdzieś w tym zgiełku wydarzeń dobiegłem do ślepego zaułka gdzie spotkałem jednego z moich znajomych. Pogonił mnie bym się schował za rogiem. Kątem oka zauważyłem dwóch gestapowców w długich ciemnych płaszczach biegnących za nami. Kiedy dobiegli do nas udało nam się ich wrzucić do jakiegoś pomieszczenia, które było czymś w rodzaju zbiornika wodnego. Zamknęliśmy drzwi i mój towarzysz podbiegł do stojącej obok konsolety i uruchomił mechanizm napełniający zbiornik wodą. Nagle znalazłem się w tym zbiorniku, ale ze świadomością, że nie jestem sobą, jestem jednym z moich kompanów. Wraz z drugim towarzyszem zostaliśmy uniesieni przez wodę do góry gdzie wyszliśmy jakimś włazem. Właz prowadził do jakiegoś centrum dowodzenia czy coś. Siedziało tam w skupieniu kilku żołnierzy i oficerów przy jakichś aparaturach nasłuchowych. Nie było ich zbyt wielu więc szybko po cichutku wydostaliśmy się na zewnątrz. Stanęliśmy na wysokości 2 lub 3 piętra na metalowym pomościku z którego metalowe w przemysłowym stylu schody prowadziły w dół. Wypełniłem płuca świeżym powietrzem i napełniony radością, że niedługo stamtąd sie wydostaniemy zbiegłem na ziemie. Po prawej jakieś kilkanaście metrów znajdowało się wysokie zakończone kolczatką ogrodzenie. Przed nami na kilkanaście metrów ciągnął się budynek, z którego przed chwilą uciekliśmy, a dalej po przebiegnięciu jeszcze dodatkowych kilkunastu metrów znaleźlibyśmy się na wolności. Niestety to nie było takie proste. Tak się złożyło, że drogą do bazy właśnie docierał jakiś ogromny ciężko opancerzony konwój. Chcieliśmy się jakoś podkraść do drogi i nie zauważalnie czmychnąć gdzieś bokiem. Podbiegliśmy pod murem pomiędzy filarami do narożnika budynku. Tam kilka metrów dalej w naszą stronę szedł patrol z psem. Nie wiedzieliśmy co robić. Biec do przodu czy cofnąć się i przeczekać. Ja postanowiłem jakoś się przedostać dalej, a mój towarzysz wycofał się. Niestety ruch jaki wywołał ściągnął na niego uwagę struża. Ten podbiegł do niego i coś zaczął rozmawiać. Zorientowałem się wtedy, że mamy na sobie mundury pokonanych wcześniej żołnierzy, w celu zmyleniu straży itp. Jak tak sobie rozmawiali strażnik dał mu jakąś siatkę maskującą by z nią pobiegł z powrotem na górkę i się zamaskował. Jednak coś mi w tym geście nie pasowało. Byłem świadom, że jest to pułapka i wystawienie na strzał snajpera. Próbowałem się schować przed strażnikiem za filarem. Niestety ten mnie dostrzegł i podszedł do mnie. Pies, który mu towarzyszył nie wyrażał zbytniego zainteresowania. Raczej był obojętny lub nawet zadowolony, że mnie widzi. Kiedy strażnik podchodził do mnie próbowałem go przywitać wołając "Guten Tag". Wtedy przypomniałem sobie, że jestem noga z niemieckiego i sam nie poradzę sobie z konwersacją. Czułem, wiedziałem, że polegnę. Próbowałem jednak coś z siebie wykrztusić. Po chwili strażnik zdecydowanie zorientował się w sytuacji i zaczął się ze mną bawić. Kiedy już kompletnie nie potrafiłem wydusić z siebie żadnego słowa strażnik stwierdził że wytłumaczy mi to co chciał mi przekazać po polsku. Wyciągnął jakiś notesik z kieszeni i zaczął coś notować. Próbowałem się doczytać jednak tam nic nie miało sensu. Jakieś bazgroły i nic więcej. Coś jeszcze powiedział po polsku zanim wyciągnął jednoręczny pistolet i zaczął kierować go w moja stronę. Wiedziałem, że to koniec mojej podróży, że to tak właśnie się dla mnie kończy. Stanąłem prosto i pogodziłem się z myślą, że zaraz odejdę z tamtego świata. Byłem spokojny i zarazem szczęśliwy, że za chwilę doświadczę tego przeżycia. tym samym wiedziałem, że to nie jest dla mnie koniec, że znajdę się po drugiej stronie i wyruszę w dalszą drogę. Kiedy już miał mnie mieć na muszce, rzekłem i wskazałem palcem aby strzelił mi prosto między oczy, aby szybko to zakończył. Roześmiał się że nie będzie z tym problemu. Zamknąłem oczy. Mój widok spowiła czerń. Wyczekiwałem wystrzału ale się go nie doczekałem. Wiedziałem jednak, że miał on miejsce i czułem jak delikatnie zacząłem się przefazowywać z tamtego świata, po czym ze spokojem otworzyłem oczy w moim pokoju budząc się w środku nocy.

Powered by IP.Blog
© Invision Power Services