Crow's Diary


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 22.01.2010 - 11:03
Wszystko co prawda zaczęło się już w nocy, jednak oczywistym jest, że o wsystkim i tak zaczynami rozmyślać nad ranem, czy bardziej precyzyjnie, po przebudzeniu.

Słowem wstępu dodam, że ostatnio nastawiłem się dość otwarcie, zdecydowanie na świadome śnienie no i dalej związane z tym oobe, które staram się ćwiczyć co noc. Na przestrzeni czasu zauważyłem spore postępy mimo, że nie raz przychodziły chwile zwątpienia. Jednak najważniejsze to być wytrwałym i wierzyć w siebie. Afirmacje odnośnie świadomego śnienia, testy rzeczywistości czy zapisku w dzienniku (których defakto nie robię za dużo gdyż zastanawiam się czy warto napisać tych kilka zdań opisując znikome strzępki sennej pamięci) oraz przed senne medytacje, często zakończone snem, mimo że mogły by się wydawać nie użyteczne, to przynoszą swoje korzyści. Przekonuję się co raz częściej na przestrzeni kilku tygodni/dni wstecz.

Taką kulminacją była dzisiejsza noc i poranek. Jeszcze jakiś wcześniej pamiętałem więcej szczegółów jednak nie byłem wstanie ich spisać. Otóż zapamiętałem chyba największą ilość snów po jednej nocy, a jeżeli nie ilość tu chodzi, to jakość zapamiętania każdego z nich była niesamowita. Każdy sen wyraźny jak nigdy co pozwoliło mi go bardzo wyraźnie doświadczyć.

Nie przypomnę sobie dokładnie chronologicznie wydarzeń, jednak poniżej zapiszę co się da, gdyż na pewno poprawi to pamięć moich kolejnych snów. Elementem wspólnym byli moi znajomi. W każdym inni.

Na początku, jak mi się wydaje, śniłem o spotkaniu ze starym, bardzo dobrym znajomym, z którym znamy się od przedszkola. Siedzieliśmy w jakimś pokoi, nie wiem czy u mnie czy u niego ponieważ pokój nie przypominał żadnego co znam. W tym śnie sporo rozmawialiśmy i wymyślaliśmy. W końcu wymyśliliśmy scenariusz na serial komediowy. Wydawał nam się tak dobry, że w końcu Jacek stwierdził, że należy ten pomysł sprzedać jednej ze stacji telewizyjnych. Wydawało się to cudownym pomysłem, na którym MY moglibyśmy zarobić nie wiele jak na produkcje telewizyjne, ale zawsze jakaś kasa dodatkowa ;)

W kolejnym śnie wędrowałem po jakimś blokowisku, miałem wrażenie, że idę do tego znajomego z którym nie dawno rozmawiałem, a szedłem od mojego domu gdzie miał miejsce mój kolejny sen.

Tutaj wraz z moją dziewczyną przyjmowaliśmy gości. Naszych wspólnych bardzo dobrych znajomych, których nie widzieliśmy od dość dawna. Również całość opiewało na rozmowach, których szczegółów nie pamiętam. Jednak w którymś momencie postanowiłem się wybrać do sklepu po jakiś napój czy coś. Dalej mam mały mętlik w głowie, ponieważ zdaje się że zaczynam wspominać przez sen moje poprzednie sny w podobnych realiach, wędrówki po mieście i osiedlach.

Nad ranem na chwilę się przebudziłem kiedy ma luba szykowała się do pracy, na szczęście byłem otępiały przez sen dzięki czemu mogłem ze spokojem wspominać co mi się śniło. Kiedy już opuściła dom spokojnie zacząłem śnić dalej.

Znalazłem się na mieście. Na skrzyżowaniu ulic Podgórnej i Marcinkowskiego. Co prawda były zdecydowanie szersze dzięki czemu było tam więcej przestrzeni, a wszędzie dookoła był śnieg. Biały jasny cudowny śnieg. Nie wiedząc czemu położyłem się i leżałem gdzieś na środku jezdni czy chodnika. Przez chwilę pomyślałem, że muszę wyglądać na wariata kładąc się na plecach i leżąc. Zastanawiałem się co by było gdyby ktoś teraz podbiegł do mnie z myślą że coś mi się stało, czy z zapytaniem "Dlaczego tak leżę?", a przez moją głowę przeszła jedna odpowiedź - "Jest tak cudownie". Byłem szczęśliwy i zadowolony.

Po jakimś czasie znalazłem się u wejścia do jakiegoś szpitala. Wchodzę do środka, a tam na recepcji wita mnie uśmiechem moja kuzynka, w stroju pielęgniarki. Uśmiechnąłem się i poszedłem dalej. Kiedy już znalazłem się na korytarzu, nie wierzyłem, że to mogła być moja kuzynka więc odwróciłem głowę i spojrzałem na nią jeszcze raz. To nie była ona choć bardzo podobna do niej młoda kobieta. Nagle poczułem ogromy ciężar i ni stąd ni zowąd położyłem się na korytarzu. Nie mogłem wstać mimo, że chciałem. Tak jakbym jakoś zdał sobie sprawę, że ja, że moje prawdziwe fizyczne ciało śpi - leży. Po chwili udało się wstać i ruszyłem dalej. To miejsce w którym byłem już nie wydawało mi się szpitalem lecz szkołą. Na ten fakt wskazywali uczniowie stojący na rozwidleniu dróg. Skręciłem w lewo z myślą, że muszę dostać się na drugie piętro, bo tam mieszkam, tam mam swój dom. Cały budynek wydawał się dość spory i mimo że minąłem jakąś klatkę schodową brnąłem dalej do kolejnej położonej dość daleko od tego punktu w którym się znajdowałem. Jeszcze się zastanowiłem dlaczego nie skorzystałem z windy przy recepcji.

Przebudziłem się, lekko otworzyłem oczy i obserwowałem mój pokój. Chciałem się przekulać na drugi bok, zmienić pozycję, jednak zdawało mi się, że byłem tak ospały, że każde nawet najmniejsze podniesienie kończyn wiązało się z ogromnym wysiłkiem. Jakby były z ołowiu. Przymknąłem na chwilę oczy i tak chwilę leżałem wpatrując się w pojawiające się przede mną obrazy korytarza, w którym rpzed chwilą byłem. Czułem, że mogę swobodnie ruszać nadgarstkami jednak podnieść całą rękę był już problem. To samo dotyczyło stóp i całych nóg. Otworzyłem ponownie oczy i próbowałem się podnieść. Uniesienie się do pozycji siedzącej wiązało się z niebywałym trudem. Jakby do moich pleców były przyczepione ogromne sprężyny ściągające mnie w dół. Po chwili próby dalszego wstania z łóżka, zdałem sobie sprawę, że jestem poza ciałem fizycznym. Wiedziałem z czym to było związane, mimo tego walczyłem by się dalej podnieść. Niestety nie udało się. Ogromna siła ściągnęła mnie z powrotem do pozycji leżącej. W moich uszach pojawił się szum i cichy pisk. Poczułem jak zaczyna przepływać przeze mnie energia, jak moje dłonie zaczęły wibrować. Wibrowanie to przeniosło się na całe moje ciało. Chciałem się podnieść raz jeszcze. Tym razem zostałem całkowicie sparaliżowany, jakby lekko uniesiony. Trwałem w tym stanie przez chwilę zanim się obudziłem. Było to cudowne doznanie, bardzo przyjemne. Te delikatne wibracje jeszcze nigdy nie miały tak ekscytującego charakteru.

Po przebudzeniu zdałem sobie sprawę, że mogę się już swobodnie poruszać. Kończyny już nie były ociężałe, a ja tak otępiały. Jeszcze chwilę poleżałem z myślą o powrocie w świat snu, jednak obowiązki zmusiły mnie do przebudzenia.

Otworzyłem oczy, rozciągnąłem się i rozejrzałem po pokoju. Mimo ściągniętych rolet wydawał mi się taki jasny. Spojrzałem na kota siedzącego przy oknie i doznałem déjà vu. Wszystko się zgadzało, z tym o czym kiedyś (jak mi się zdaje) śniłem. Oczywiście wydarzenia tuż przed i tuż po były inne, to wiem, że ten moment już przeżyłem w swoim życiu i że jak podejdę do okno i wyjże za szybę to zobaczę śnieg, choć w nieco innej scenerii. To przeczucie jest tak silne i na tyle długie, że nie wiedząc czemu zaczyna mnie mdlić. Po chwili ustało, a ja wstałem, podszedłem do okno i wpuściłem więcej światła do pokoju. Rozejrzałem się po okolicy i poczułem, że dziś będzie cudowny dzień :)

 
Mój obraz