Zbyszek's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

7 Stron V  « < 5 6 7
entry 25.02.2007 - 16:41
ZEMSTA LASU .
Jako dziecko uwielbialem tluc patykami obsychajace galezie z drzew.Torowalem sobie
miedzy nim droge cieszac sie powstajacym przejsciemW ktoryms momecie cos wlazlo mi do glowy i spytalo karcoco .Dlaczego je tak bijesz.Czyszcze je bo poschniete, odpowiedzialem z duma.Zatrwozylem sie troch ,ze moze z tym czyszczenie to troche cos nie tak i odszedlem z tego miejsca zdziwiony.Zapomninajac to upomnienie, jeszcze wielokrotnie rozbijalem sie w lesie.
Tuz przed slubem wybralem sie na przejazdzke rowerowa. Jechalem dosyc szybko delektujac sie pedem mijanych drzew.Nagle las strasznie zciemnial i nabral tajemniczej,oslepiajacej mocy.Przestrzen sie zalamala i sosny wydaly mi sie wielokrotnie wieksze i znajomo poobrywane.Pomimo szybkiej jazdy zamarlem w bezruchu ,obserwujac to dziwo.Choc droga byla szeroka ,cos jak pokrzywa paclo mnie w udo.Otrzaslem sie rozgladajac. W domu slad po pacnieciu mial juz 10 centymetrow,byl czarny i palil okrotnie.Wyraznie widzialem jak cos w nim wiruje.Nastepnego dnia dostalem zastrzyk .Czarna plama ,skwierczac, zmienila sie wkrotce w olbrzymi pecherz wodny i to przed samam slubem.

WYSTEPY MAGA
Pol pobliskiej kamienice wynajmowali Swiadkowie Jehowy. Nad drzwiami wisial potezny,czerwony szyld.Dziwnym trafem, na dole budynku,mialo sie odbyc przedstawienie znanego maga.Przed wystepem, asysteci, zaslonili czarna tkanina na fasadzie domu,wszystko co kolorowe,Po sasiecku ,gnany ciekawoscia ,postanowilem ich odwiedzic.Ubralem corke w codowny, czerwony, plaszczyk i poszlismy na tajemnicze spotkanie. Wiekszosc byla ubrana w czarne garnitury i nie zwracala na nas uwagi.Czarodziej rozwiazywal sznurki i wsysal uchem papierosy,wyskakujace mu nosem..Rzucal rowniez sylikonowymi, smazonymi omletami do gory.Nie wiedzac skad biore,dalem corce zimnego ognia. Podgrzewajac go wyslalem ja na srodek sali by pomachala nim do publicznosci. Zapalil sie majestatycznie dokladnie na srodku sali.Cos sie nie spodobalo czarodziejowi bo ,corka stracila rownowage ,przewracajac sie na pupe.Musze nadmienic ,ze w tym czasie z latwoscia przemieszczalem sie w 2 plaszczyznach.Wstajac niefizycznie,podirytowany tym zajsciem, przegnalem zblizajacego sie asystenta,chcacego pomoc corce przy wstawaniu.On, zataczajac sie pognal natychmiast ze skarga do mistrza.Pozostawiono nas w spokoju.Byly jeszcze ciekawe wydarzenia w w astralnej odbitce rzeczywistosci, ktore przemilcze.
Pelen obaw ,zaprowadzilem dziecko do domu szykujac sie na pomste.
Po powrocie, rozdraznienie mi przeszlo, widzac jak wspaniale publiczmosc sie bawi. Na zakonczenie wystraszylem brzuchomowstwem maga i o malo nie poprzewracalem garnkow pelnych gotowanego miesa.Sluchajac na koncu wyjasnien astralnych przyjaciol na temat magi, musialem czarodzieja wprawic w oslupienie. Widoczne bylo ,ze slyszy ale nic nie rozumie, bo mowilismy po polsku,
.Raz jeszcze ,tym razem we Wloszech, przeszkadzalem grupie magom.Z nimi nie poszlo mi tak glatko i musialem uciekac z ciala,wychylajac sie na bok.

ODWIEDZINY BYBCI
Wszyscy babcie strasznie kochalismy. Przytulala ,kolysala i byla zawsze gdy cos sie zlego z nami dzialo Teraz stalismy,stloczeni przed jej lurzkiem,starzy i mlodzi, poplakujac. Wyraznie przypominam sobie jak wyjac z zalu zmienilem swiadomosc.Pomieszczenie rozjasnilo sie i wszyscy znikneli. Zostala tylko babcia siedzaca na luzku obok mglistytego martwego ciala. Schylalo sie nad nia pare postaci, pokazujacych na mnie reka.Pokiwala mi wesolo i w glowie uslyszalem. Zapamietaj ,to jest cialo. To cos lezalo bez znaczenia na luzku.I nie placz!. Ogarnela mnie euforia.Znyjdujac sie ponownie w rozpaczajacym tlumie,chcialem wszystkim powiedziec .Dlaczego placzecie ,przeciez ona tam siedzi.Zamilklem wystraszony, bo wygladali jak przytlaczajace,strzeliste strzepy.
Jakis czas pozniej,tesknniac za babcia,znalazlem sie nagle na korytazu w piwnicy.Smialo wchodzac w rozrastajaca sie ciemnosc spotkalem ja przykucnieta na koncu przestrzeni.Cieszac sie przywitalem ja okrzykiem . To ty zyjesz!Co robisz babciu w tej ciemnicy?,Opowiadala cos ze juz,juz jest gotowa ,3 w kolejce gdy nagle z boku wyszla meska sylwetka, zatrwarzajacy mnie cien ,sporych rozmiarow,zaczynajacy cos ze mna robic.Trzymal mnie w potrzasku a ja zrozumialem pytanie . Co tu robisz! Zly bylem okrotnie na niego bo popsul wszystko a na dodatek grozil.Dlugo unikalem w mysli ta dziwna ciemnosc, planujac jak wykrasc babcie temu facetowi.

MAMINE OPOWIESCI
Ciotka pracowala na koleji.W nocy wciskala guziki w skrzynce ,przestawiajac pociagi.Jedna minute w nocy nie mogla w zadnym wypadku przegapic.Towarowy na jednym torze z pospiechem i zasnela.Obudzilo ja energiczne szarpanie ,wysokiego mezczyzny w ciemnym plaszczu.W panice zdazyla wcisnyc ten zapomniany guzik. Zwolnila sie potem z pracy a rodzinie opowiedziala. Drzwi byly na klucz zamkniete,pokuj 3x3metry i nikt nie mogl wejsc....i..i to jest niemozliwe.Uwierzylismy,choc bo bylo wiadome w rodzinie ,ze jesli COS jest to jej sie ostanie ukarze.

entry 21.02.2007 - 19:31
SKOK W SZCZELINE
Jako dzieci czesto bawilismy sie w starym,poniemieckim bunkrze.Jako proba odwagi sluzylo nam skakanie przez szczeline.Na dnie jak w grocie pietrzyly sie sie potezne wielometrow,strzaskane bryly cementu.Tych ktorym kolana zmiekly, wysmiewalismy gromkim smiechem.Chcac poprawic swoja odwage wybralem sie samotnie na skakanie.Szczelina wydawala mi sie od raz dziwna.Chcac ja przeskoczyc odzdielilem sie od ciala i wpadlem na dol.Jakiez bylo moje zdumienie gdy wstalem z glazow nie postrzegajac sladow skaleczen .Bylem wystarczajaco maly by uznac to za szczescie a nie za szalenstwo. Powciskalem sie jeszcze w waskie szczeliny co rusz niknac w ciemnosciach.W ktoryms momecie bylem w drodze do domu i przedzieralem sie przez wysokie trawy.Nie zdziwilm sie nawet, gdy ponownie znalazlem sie na skalkach.Zapominajac czesciowo wydarzenie, zniechecilem sie do dalszego skakanie i zawrocilem do domu, idac rzeczywiscie przez ta wysoka trawe. Gryzlo mnie troche i nie dopuszczalem nawet mysli ,ze spadlem .Co powiem mamie,ze sie zabilem! .Jakis czas potem myslalem, ze mnie Bog uratowal,
Przypomina mi sie ze studiow,znany profesor, psychologi ,rozprawiajacy z cieniem kpiny o dzieciach, nie myslacych analitycznie, przeskakujacych w marszu przeszkody wysokie na kilkanascie metrow.


LABORATORIUM CHEMICZNYM
Przypominym sobie jak w szkole podstawowej bez obecnosci nauczyciela.wrzucalismy co sie dalo do roznych kwasow . Ilosc wydobywajacego sie chloru przegnala nas z laboratorium.Zdobywajac sie na odwage ,wszedlem spowrotem.Zdarzylo sie cos dziwnego, co jest do tej pory dla mnie lamiglowka.Zatykajac nos i usta odczulem dlawiacy smrod chloru.Wtedy opuscilem cialo.Pomieszczenie rozjasnialo a ja zaczalem oddychac.Hm ,dziwiac sie odrobine pobieglem do stolika z przezroczysta mikstura.Do flaszki nie weszly szczypki, bo byly za durze. W glowie cos mi powiedzialo. Przelej to. Podnioslem butelke z dwucentymetrowym otworem i wsadzilem zniecierpliwiony reke , wyciagajac ze srodka szaroa mase..Kladac ja na spodeczku ucieszylem sie ,ze po tragedi i nie oberwe za to od nauczycielki.Przestalem sie spieszyc.Cieszylem sie ze tak fajnie widac przez ten chlor.Przestrzen sie nadymala i byla inna.Wreszcie opuscilem laboratorium spotykajac za drzwiami przerazona nauczycielke .Opowiadalem chaotycznie,ze posprzatane bo ja moge oddychac chlorem. A to ,wyciagnalem reka bo szyjka byla za mala.Ktos skarzyl ,ze bylem tam 4 minuty.Nie spodziewalem sie ,ze tak potrafi skakac.W ulamku sekundy, nauczycielka byla przy mnie, obmacujac ze wszystkich stron. Jakims zmienionym glosem powiedzialem powaznie,ze zartowalem a w glowie powiedzialo mi niech sama to zrobi i otworzcie okna.....Przypomnialem sobie ta kretynska butelke i nie bylem juz pewien,ze wyciagnalem reka cos z flaszki do ktorej wejda zaledwie moje dwa palce nie mowiac juz o chlorze



WIZYTA U MISTRZA
Przyjaciel od dawna opowiadal mi o duchowym mistrzu.Razu pewnego zaprosil mnie do niego.Mistrz kilkadziesiat razy bywal w najwyzszych strefach i opowiadal ze Pan Bog zaproponowal mu powrot do maciezy lub misje.Nauczac ludzi.Wchodzac do sali spotkan , zaskoczony bylem wewnetrzna uroda jego uczniow.Atmosfera byla uroczysta.Nie znajac nikogo stanalem na srodku sali mocno zmieszany.Pierwsza pozdowila mnie usmiechem mila, starsza pani.Ktos z boku pocalowal mnie astralnie w policzek.Zmieszalem sie troche.Robiac poziomkowe oczka, zaczalem zapadac sie w srodku. Zobaczylem cale wnetrze swiecaco na zolto i ogarnelo mnie wspaniale uczucie. Ktos mi chyba przywalil dawke bezgranicznej,czystej milosci Brucea Moena, prowokujac we mnie wyjscie z ciala. Postrzegalem osoby,zwracajac bardziej uwage na panie,chcac znalezc ta niezwykla kochanke...Zobaczylem za plecami mistrza.Przygladal mi sie jak na intruza, wywalajac przy tym galy.Jakos zaswiecily mu sie oczy plomykami i odwrocil sie bez zainteresowania.Odczulem smiesznosc swojego ciala f. stojacego na srodku sali i usiadlem fiz. obok przyjaciela.Wszystko zajelo to 3 minuty.Mistrz zaczal opowiadac bardzo zaangarzowanie, caly czas pochrzakujac.Zaczelo mi sie nudzic.Mowil rozwlekle, skakajac w podnieceniu po sali.Pomyslalem sobie . Zrobie mu psikusa. Jesli taki mistrz to sie postrzeze.Zaczalem go ciagnac mentalnie za nogawki.Jakos nie reagowal co mnie rozzloscilo.Wzrastajace emocje uwolnily we mnie dodatkowa energie Dokuczalem mu juz astralnie, pozostajac nadal w ciele..Cos takiego nawet slepy postrzeze. A on nadal nic.Wytracilem go tylko pare razy z koncentracji ,gdyz zgubil watek.W czasie przerwy poprosilem go o rozmowe.Wytwarzal tak silne zaburzeniaa ,ze w odleglosci metra, nie moglem sklecic prostych zdan. Po godzinie sluchania wspolnych nauk poprosilem przyjaciela bysmy wyszli bo nudno.Zegnajac uroczego sasiada ,wslizgnalem mu sie do glowy,przelewajac mu silna dawke sympati. Zaskoczony zapytal.A czy my sie nie znamy z poprzedniej reinkarnacji?.Bulgoczaca odpowiedz przyjal z dezaprobata.Chyba nie rozpoznal,ze bylem przyczyna tego serdecznego uscisku.W takich chwilach mysle sobie o wszystkich zakochanych od pierwszej chwili .Opuszczajac dom uwazalem by sie nie poslizgnac bo byla zmarzlina.Cos mnie nagle chwycilo,grzmocac w srodku.a w glowie zadzwieczalo ,MIALES NIE PALIC!..Runalem jak kloda na snieg.Przed samym uderzeniem z astralna wrecz zrecznoscia zamortyzowalem rekoma upadek..Dopiero wtedy rozpoznalem swojego astralnego przyjaciela,ktory po raz ktorys uratowal mnie przed stluczka.Skarcil mnie troche za glupoty pokazujac cos jak porozwieszane swiatelka choinkowe na domu, ktorych tak naprawde to nie bylo .Wstajac wygrazalem astralnymi rekoma pozostawiajac je tym razem grzecznie przy sobie a w duchu sie rechotalem. Dobry mistrz,pomyslalem!!!

OBECNOSC W PRZECZKOLU
Na festynie w przeczkolu dzieci wybieraly losy,wygrawajac zabawki stojace na polce.Moje dwie corki wrocily rozrzalone nic nie wygrawajac.Czujac obecnosc w sobie zabralem je na ponowne losowanie. Pokazujac im palcem najciekawsze zabawki zaczelismy losowac.Wybraly pierwsze z brzegu.Oddalem je bez otwierania wybierajac inne.Zrzucajac mnie w bezczasowa otchlan,przejeto,kontrole nad moja reka, wybierajac pewnie losy.Wygralismy najleprze zabawki.Widzac zazdrosne dzieci bylo mi wstyd i prosilem by wiecej mi tej laski w zyciu nie robiono.
Innym razem tez w przeczkolu, astralni przyjaciele,pomagali mi w rozwiazywaniu petli na grubej linie.. Wyraznie rozpoznawalem szybkie ruchy cieni przy sznurze gdy sznurek robil sie bez wezlow. Nosili ze mna tez ciezkie stoly.Tym razem dyskretnie.Nie liczac pewnej pani, ktorej stol zrobil sie nagle ciezki i nie mogla go wiecej przesunac.Jakis czas nosila sama skladane stoly, smiejac sie z meszczyzn,ze robia to w 2 osoby.W

RATUJACA REKA
Wracalem 800km do domu po 3 dniach pracy bez spania.Z zepsutym grzaniem w samochodzie,okrecony kocem parlem byle do domu.Walczac z sennoscia ostatnie.40km ,pamietam jak mi sie glowa zapadla i bylo mi wszystko obojetne.Nagle z lewej strony wyskoczyla swietlista reka, przekrecajac gwaltownie kierownice .Wyprowadzajace sie auto na prosta rozbudzilo mnie wystarczajaco bym zdazylem zobaczyc zgrzytajace na mne barjerki autostrady .Pamietam ,ze reka wlazla przez szybe stajac sie powyzej lokcia nie widoczna. Do tej pory nie rozumie co zaszlo.Po latach przypominam sobie doskonale wchodzaca wtedy we mnie obecnosc, ktorej wtenczas nie rozpoznawalem. Nie jestem tylko pewny czy wykorzystala ona moja fizyczna reke ,zrzucajac moja swiadomosc w inne cialka czy wykonala ruch kierownicy swoja konczyna.O dziwo,przed samym zasnieciem pomyslalem jak bardzo jestem nierozsadny.Przypuszczam ,ze cale zajscie zostalo sprowokowane bym sie czegos nauczyl.Rozpoznawal kiedy sie glowa zapadnie.Teraz gdy postrzegam w czasie jazdy dziwne cienie na autostradzie, pozdrawiam je zabobonnie skinieniem reki.A niech sie nie nudza.

7 Stron V  « < 5 6 7  
Moje Albumy