Ostatnio miałem bardzo dziwny sen. Zaczoł się od tego że byłem "jakimś stworzeniem" a dokładnie to tak jakby ręką a wokuł mnie były inne takie same jak ja stworzenia mimo że siebie nie widziałem wiedziałem że są takie same. I każdy z nich na coś czekał ja też czekałem tak jak oni i na to samo. Byłem świadomy lecz nie mogłem na nic wpływać nawed prawie że na siebie. Coś kazało mi tam czekać na coś. I w pewnym momęcie coś się pojawiło i pokolei zaczeło podchodzić do tych stworzeń takich jak ja i zaczeło z nich "wysysać życie" gdy to odeszło od stworzenia one upadało i chyba znikało. Musiałem czekać aż do mnie podejdzie ale nie wiem czemu. I dalej nie rozumiem czemu nie mogłem uciec tak jakbym był w paralirzu... ale we śnie? Ja widziałem jak to coś wysysa jakiemuś stworowi życie i w mgnieniu oka pojawiło się przedemną było niesamowicie straszne było ubrane w czarną płachte i miało kaptur. Gdy spojżało na mnie zobaczyłem twarz była z ... kości , czaszka?(chyba bo coś strasznego sie stało i mało pamiętam>>) i gdy ją(twarz) zobaczyłem to już wiedziałem że będzie źle. Widziałem jak mi myśli wysysa mi zaczeło mnie wszystko boleć upadłem na ziemie(we śnie) i potem jeszcze raz zobaczyłem tą twarz nigdy jej nie zapomnę i się obudziłem ale.... jak potem się okazało obudziłem się we śnie lecz dowiedziałem się dopiero o tym jak wstałem naprawde. To wszystko (od zobaczenia twarzy tego czegoś do "śmierci" we śnie)trwało mniej niż 1 sec niewiem co to był za sen ale był tak jakby "PROROCZY". Ten sen naprawde miał jakieś znaczenie ale muszę je rozszyfrować. To będzie trudne ale tanie sny i odczucia nie zdarzają się przypadkiem. To wszystko było więcej niż realistyczne...
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services