Heh...wczoraj wq nocy rozmawiałem z Daywalkerem.. o tej akcji z klanem Venchur... chętnie chciałęm sie przyłączyć... i przed próbą powiedziałem sobie: Dzis w nocy na wojne idę.... Ok 2, lub po 2 w nocy... moją iosstre coś opętało.. darła sie niebogłosy(roczne dziecko) wywijał sie po łóżeczku, nie mogła sie uspokoić... Kiedy jej wrzask mnie obudził czułęm kogoś obecnośc.. hehe, gupie to ale myślałem że jakiś wamp łazi mi po mieszkaniu..... gdy podszedłem do łóżeczka, odtknąłem siostre za ręke, przeze mnie przeszło coś dzinweego.. wielki przeogromny lęk, nie wiem jak to określić, coś złego...ze strachu wrzasłem i sparaliżowany padłęm jak kłoda na podłoge, Dosłownie nie mogełem sie ruszać przez pare sekund, upadając omal nie przewróciłęm łóżeczka na siebie. Postanowiłem przegonić to coś.. w końcu postanowiłem wizaulizować tarcze energii.. mała sie uspokoiła...
JAK MAM SOBIE TO TŁUMACZYĆ ?????????????
Pomóżcie... : /