Ostatnio znowu wyjście, jakieś dwa tygodnie temu.
Też niezamierzone. Obudziłam się na paraliżu. I nie mogłam w żaden sposób się z tego wydostać. Próbowałam usnąc, ale tylko gdy zamknęłam oczy to wychodziłam. Więc wyszłam. Był słoneczny dzień, stałam pod sklepem. I jakiś facet szedł z psem naprzeciwko mnie. Ale to było fajne uczucie, mam oobe. realizm..niesamowity, cudne uczucie. I biegła w moją stronę jakaś ruda dziewczyna. Z chłopakiem. I rzuciła mi pod nogi kartkę. Położyłam się na chodniku :D i cośtam na niej było wydrukowane po angielsku. I przestraszyłam się, że zaraz coś sobie wyobrażę strasznego i to się pojawi. Więc wydałam tylko rozkaz do ciała i wróciłam.
Ale paraliż mi nie chciał kompletnie przejść... tylko zamykałam oczy i już nie wiedziałam, czy jestem w kopii pokoju w astralu czy w moim pokoju.. Ruszałam więc palcami ciała, bo tylko je czułam. I leżałam sobie na łóżku, było ciemno w pokoju.
I nagle w kącie pokoju zaczął warczeć czarny pies. Nie mam psa. Zorientowałam się, że poruszałam astralnymi palcami. I pies zaczął warczeć i podchodzić do mnie coraz bliżej. Więc wystraszyłam się i wróciłam do prawdziwego pokoju. Potem musiałam siedzieć godzinę na łóżku, bo jak tylko moja głowa dotykała poduszki to paraliż wracał, zaczynałam opadać na dno ciała.
Teraz chciałabym wyjść na długo. Bo już coraz mniej się boję..
ostatnio dużo jaram. A od tego mam świadome sny. Miałam dwa dni temu fajne ld.
Mam WSZYSTKO w dupie. Idę spać. Chciałabym tylko malować, ale jak narazie nie mam styropianu... Mam w dupie te zawiłości wszystkiego, analizy. Wszystko składa się z tak drobnych części. Świadomość jest błędem. To bardzo możliwe.
Im większą masz świadomość, tym coraz bardziej zdajesz sobie sprawę, że wszystko zależy od Ciebie. Więc musisz się kontrolować. Nie możesz sobie hasać. A ja właśnie bardzo lubię sobie hasać, tak dla przyjemności.
Nie jestem robotem. Nie chcę działać według ustalonego, nawet przeze mnie, programu. Nie lubię programów. Kurde, to takie trudne. Takie trudne. Nie chcę czasem wiedzieć pewnych rzeczy. NIENAWIDZĘ czasem tego, że coś wiem.
Fajnie by było wiedzieć tylko dobre rzeczy, pływać w oceanie bezpieczeństwa. A te złe rzeczy to niektóre niepewności jakie mam na swój temat.
Mam dużo tych niepewności, takich rzeczy które niewiem dlaczego zrobiłam albo niewiem dlaczego coś odczuwam... świat jest zbyt skomplikowany. W JEDNEJ SEKUNDZIE MOGĘ ZMIENIĆ SPOSÓB MYŚLENIA. I być na innej orbicie odczuwania wobec tej w której jestem obecnie. Oczywistości....
Ale jestem zmęczona. Jestem zmęczona możliwością WYBORU. A jednocześnie mi jej brakuje: to ja muszę wybierać. DOSTAJĘ PASJI KIEDY KTOŚ DECYDUJE ZA MNIE. MOJA WOLA TO MOJA WŁASNOŚĆ.
Ale ta możliwość wyboru to znak ze ja zależę od siebie. Moje życie zależy ode mnie. Czyli JESTEM ODPOWIEDZIALNA ZA SIEBIE.
A to jest trudne.
Życie wewnętrzne... może być lekkie i przyjemne, oczywiście że może.
Ale może być też ciężkie.
Co ja pierdolę, w dupie mi się przewraca. Mam wszystko czego chcę.
A to wszystko mi się wydaje teraz takie.. nic mi się nie dzieje chyba złego.
Ale czasem czuję to co dziś, czyli rdzeń, taki rdzeń nagi życia. Jakby nie był w żaden sposób ozdobiony, kolorowy. Taki surowy rdzeń.
Mam żal, taki mały, do Boga za niektóre rzeczy. Potrzebuję opieki, Boże, potrzebuję jakiejś slinej ramy która by obejmowała moje popierdolenie.
Jakiegoś podparcia. Ramy. Raaaaaaaamy. Boże, błagam Cię o silną ramę. Albo silne ramię.