Ale faza, dziś w nocy też wyjście.
I to z mega świadomością.
Obudziłam się siadając na łóżku i zobaczyłam, że usiadłam astralnym. Obudziły mnie dźwięki wychodzenia, bardzo bardzo głośny, rytmiczny dźwięk.
Więc poczułam, że jak chcę to mogę wstać w każdej chwili i śmigać gdzie mi się podoba. Ale wydałam rozkaz "do ciała" bo poczułam się w lekkim niebezpieczeństwie, nie poznałam jeszcze swojego mtjota.
Ale to nie zlikwidowało paraliżu, leżałam w wyrze i się bałam tak troszkę.
Usnęłam, za parę minut znowu czuję że mogę śmigać gdzie chce. Ale przestraszyłam się, bo co mam popierdalać po astralu bez opieki ?
Nic się złego nie działo, parzę na wprost a tu zakapturzona postać w beżowej szacie, a w środku kaptura było czarno.
Jak to zobaczyłam, to przeszła mi ochota na oobe. Zamknęłam oczy a na szczęscie jak otworzyłam to już tego nie było. Ale fajnie było, byłam nad łóżkiem a jak chciałam wrócić do ciała to czułam jak astralne mi wchodzi w fizyczne, jak w MASŁO. Zajebiste uczucie.
Potem nie mogłam usnąć, ciągle paraliż, po każdym przyśnięciu.
I ciągle czułam że mogę śmigać gdzie chce. Ale jakoś się nie zdecydowałam. Ciągle nie mogłam się pozbyć paraliżu, raz na czas czułam kawałek palca a zaraz nie, rękę a zaraz nie...
W końcu się wykaraskałam z tego i poszłam spać.
Chciałabym wychodzić z opiekunem.