|
|
Zima rok 2005 Co prawda opisałem, już to w jednym z postów. Ale nie zaszkodzi odnotować, rok 2005 to po raz pierwszy zetknięcie się z określeniem "OOBE" i zbieranie informacji. W tamtych latach w internecie istniała strona gwiezdnych wrót, zajmująca się tą tematyką. Na niej pogłębiałem wiadomości o "OOBE." Na początku podchodziłem do tego sceptycznie, ale zaintrygowanymi postami. I tymi samymi doznaniami zapisanymi w postach postanowiłem to sprawdzić. Zacząłem próby, pierwsze dwie próby zakończyły się fiaskiem. Ale ze względu na opisane na forum doznania, a doświadczałem ich w opisywanych układach postanowiłem nie poddawać się. Trzecia noc to było to, osiągnąłem to normalnie, bez metody przerywanego snu. Zaczęło się przez "LD", zazwyczaj przez "LD" jestem w stanie wyjść. Znalazłem się przed gigantyczną górą późno w nocy. Był to wyjałowiony teren, nie było tam życia. Byłem ubrany w biały fartuch, byłem naukowcem, obok mnie był drugi naukowiec. Ale nie zwracałem na niego uwagi, obaj patrzyliśmy na skałę. Nagle ze skały zaczęło wybijać bardzo mocne białe światło. W tym momencie poczułem czyjś oddech na plecach przy uchu. Poczułem się troszkę dziwnie, ale nie przeraziło mnie to. Nagle ruszyliśmy w tym kierunku, tak jak bym miał tam iść, po prostu przyglądałem się. Że światła wyłoniła się winda więc wszedłem do tej windy razem z drugim naukowcem. Był to związek radziecki, winda prowadziła do podziemi gdzie były prowadzone badania chemiczne. Winda się zamknęła, zaczęła jechać w dół. Włożyłem rękę do kieszeni i wyciągnąłem z niej fiolkę z jakimś płynem, niestety ta fiolka wypadła mi na podłogę windy. Rozbiła się, a z niej zaczął wydobywać się gaz. Zacząłem się dusić, wpadłem w drgawki. W tym momencie znalazłem się z nowy w swoim pokoju z wibracjami które nabierały na sile. Cały czas czułem czyjąś obecność. Nagle poczułem pierwszy raz w życiu to niesamowite uczucie. Miłość wielką dobroć, ale czułem zmieszane uczucia, z jednej strony wszystko co najlepsze, a z drugiej strach i obawa przed nieznanym. ten strach mnie cofnął, z mocnych wibracji zaczynały one wygasać, aż obudziłem się. Było to tak wspaniałe uczucie, że postanowiłem tam wrócić, następnego dnia wszystko przebiegało dużo łatwiej. w momencie pojawienia się wibracji. Po raz pierwszy pojawiły mi się bez "LD", ale pojawiło się coś jeszcze. Jakiś dziwny wymarły głos, szeptał mi coś do ucha w wymarłym języku. Nic nie rozumiałem, ale wpadłem w wielki strach, chciałem szybko powrócić do "CF", ale nie mogłem, starałem się koncentrować na palcach aby je poruszyć. Wkładałem w to niezwykłą siłę. Bynajmniej tak mi się zdawało, ale palec nie mógł się poruszyć. Po kilkunastu sekundach poruszyłem jednym potem drugim palcem. Wyrwałem się z wibracji i obudziłem. Usiadłem na chwilę, na około 4 minuty cały w szoku. Potem położyłem się do snu, nie chciałem już wychodzić. Jednak co się okazało, jak tylko zamknąłem oczy wszystko powróciło. Ale tym razem w bardzo szybkim tempie, przeszło w ciągu niecałej minuty z nów pojawiły się wibracje i ten przerażający szept. Udało mi się wyrwać z tego stanu, za wszelką cenę starałem się zmusić umysł do myślenia, aby już to nie powróciło. Zacząłem myśleć o różnych rozwiązaniach technicznych jak je udoskonalić i udało mi się zasnąć, Cały czas kontrolowałem swoje myśli i trzymałem je na ziemi, myślałem o fizycznych sprawach. To mnie przestraszyło i z tego powodu zarzuciłem treningi na przeszło dwa lata. Należy jeszcze wspomnieć co się stało po tych próbach. Zaczęły dziać się dziwne rzeczy, przeważnie gdy byłem sam. Za pierwszym razem późno w nocy upadła suszarka do włosów w łazience. Co było dziwne, ale początkowo starałem sobie to wyjaśnić naukowo. Potem przytrafiło się coś dziwnego, obudziłem się po 23:00 może o 23:30 mniej więcej. Nagle poczułem jak by ktoś stał przy moim łóżku i patrzył na mnie, nikogo nie widziałem ale czułem. Tak jak by postawić kogoś przed niewidomym, miałem wyostrzony zmysł może. Po łożyłem się spać, po kilku minutach zadzwonił brat i powiedział, że kolega nie żyje, zginął w wypadku samochodowym. początkowo stwierdziłem, że bredzi i, że za dużo wypili. Ale potem okazało się, że to była prawda. Zginął przed północą, właśnie w tedy gdy poczułem go w pokoju. Przed północą, taką godzinę wskazywał zatrzymany zegarek analogowy w samochodzie w którym się rozbili. Ostatnie zjawisko najbardziej nietypowe to łyżka do obracania smażonych potraf na patelni. Robiłem sobie frytki, łyżka wisiała na gumce recepturce zawieszona na haczyku z innymi łyżkami. Oglądałem TV czasem chodziłem do kuchni obracać frytki, ale robiłem je w koszyczku więc nie używałem niczego, tylko podrzucałem je i kładłem z powrotem. Oglądałem TV była jakoś 21:00 coś koło tej godziny. Nagle z kuchni dobiegł huk, zdziwiło mnie to. Poszedłem do kuchni zauważyłem, że łyżka leży na podłodze. Podszedłem zauważyłem, że gumka recepturka na której wisiała jest przerwana. Więc związałem ją oplotłem w dwie pętelki i powiesiłem ponownie. Sprawdziłem dobrze na haczyku, pociągłem ją kilka razy w dół. Trzymała się bardzo solidnie. Więc wróciłem oglądać dalej TV, ledwo usiadłem na kanapie a tu nagle ponowny huk dobiegający z kuchni. Przeraziło mnie to, poszedłem to sprawdzić. Okazało się, że na podłodze leżała ta sama łyżka którą wieszałem na dwóch pętelkach. Po dokładnym przyjrzeniu okazało się, że pętelka nie jest przerwana. Więc nasuwa się pytanie jak łyżka upadła, nie mogła sama przecież podnieść się z haczyka. O ile pierwsze zjawiska można sobie jakoś tłumaczyć, jedno przypadkiem drugie złudzeniem. To jak wytłumaczyć to trzecie zjawisko. I dlaczego upadała ta sama łyżka.
|
|