- Atalanta -


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

Entries on Tuesday 2nd January 2018

entry 02.01.2018 - 05:51
Co to była za noc... Poszedłem spać o 19:30, położyłem się na plecach i relaksując się zasnąłem. Po chwili znalazłem się w jakiejś filharmonii, z konfabulacji wynikało że grano oprawę muzyczną skrzypka na dachu. Dobrze wiedziałem, że to co mnie otacza to jest sen. Nie musiałem nawet robić TR aby to potwierdzić, po prostu wiedziałem. Rozejrzałem się dookoła. Sala była przeogromna, wszędzie złote zdobienia, tylko oparcia krzeseł krwisto czewone, widać było przepych, prestiż, doskonałość gotyckiego stylu. Publiczność była w komplecie, każdy ubrany stosownie co do okoliczności. No prawie każdy. Okazało się, że obok mnie siedzi Matisek, ubrany w szary t-shirt i jeansy. Pewnie nie miałem z kim iść i wziąłem jego, chociaż w sennej pamięci takiego czegoś nie pamiętałem. Spytałem się jak podoba mu się gra orkiestry, powiedział że może być. Zgodziłem się z nim, sam słyszałem lepsze wykony i lepsze aranżacje muzyczne, jednakże ta senna gra miała jakiś urok i piękno. Postanowiłem posłuchać występu dalej.

Obudziłem się i kontynuowałem relaksację. Znalazłem się na środku pola. Podziwiałem nocne niebo, które było zalane gwiazdami. Miliony migoczących światełek układały się w piękny obraz. Widziałem galaktyki, pasy gwiazd i inne takie przyprawiające o dech piersi widoki. Wszystko było takie żywe i realne. Ciągle zafascynowany oglądałem sklepienie, dopóki nie przyszły chmury. Wraz z nimi moja mama, która kazała mi iść do domu, także następna część snu kręciła się wokół powrotu do naszego mieszkania. Nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy i szliśmy na oślep. Z racji że to był tylko żywy, klarowny, nieświadomy sen nie opiszę tego, bo mam co opisywać a czas nagli. Obudziłem się i sprawdziłem godzinę. 22:32. Dwie fazy, dwa sny. LD w pierwszej fazie. Gratulacje Nalewo.

Wyjrzałem za okno, niebo nie było tak piękne jak we śnie, ale ładne, bezchmurne, a w centrum dokładnie lśnił księżyc w pełni. Pomyślałem, że pomoże mi on dzisiaj osiągnąć następne świadome sny. Zasnąłem, przebudziłem się o 1 w nocy pamiętając kolejny sen, w którym szukałem z siostrą indeksu studenckiego w kancelarii prawnej. Po pobudce jeszcze raz spojrzałem na księżyc, poczym rozpocząłem procedurę wejścia w sen.

Nie udało się to świadomie, ale sen rozpoczął się przed lustrem w łazience. Stałem zapatrzony w lecącą z kranu wodę i tak kminiłem nad czymś. "Jestem we śnie", powiedziałem na głos i zrobiłem TR aby się upewnić. Tak, byłem we śnie. Zmysły się wyostrzyły, wszystko było znowuż realne a świadomość maksymalnie jasna. Łazienka to nie było najlepsze miejsce na spędzanie snu, więc postanowiłem się przenieść. Chciałem początkowo wykorzystać do tego pralkę, otworzyłem drzwiczki, ale żaden magiczny portal się w niej nie pojawił. Tak więc trzasnąłem przy pomocy telekinezy drzwiczkami, za co pralka oddała kopnięciem prądem. Wstrząs był milutki i skurczył mnie do połowy wysokości wcześniej wspomnianego urządzenia. Skoro pralka nie pomogła się przenieść, następną moją pomocą miały okazać się drzwi, które mogłem otworzyć bezproblemowo pomimo moich rozmiarów. Otworzyłem je z nadzieją, że za nimi znajdzie się moja szkoła. Nic. Trafiłem na ciemny korytarz. Otworzyłem drzwi wyjściowe. Też nic, trafiłem na podwórko, na którym było równie ciemno, niebo zasłonięte chmurami. Nastała pora na plan B. Zacząłem kręcić się wokół własnej osi, aż mi błędnik nie zaczął wariować. Wyrzuciło mnie ze snu i chwile mną wirowało.

Nagle z góry pojawił się głos, oznajmiając: "szykuj się na odjechaną jazdę". W duchu czułem, że to mówi mój senny przewodnik, wysoka i lekko koścista, rudowłosa kobieta imieniem Ofelia, z opaską na prawym oku, lewe oku koloru morskiego, będąca prawdopodobnie nazistką. Tak się przestawiała po głosie. Tak wyglądała gdy znalazłem się ponownie we śnie. Dalej skrócony przez pralkę, stałem pod tablicą w sali od matemayki. Ofelia podeszła do mnie, rzuciła jakiś czar i wróciłem do normalnych rozmiarów. Rzekła powodzenia i zniknęła momentalnie mi sprzed moich oczu.

Rozejrzałem się, ławki były ustawione w literę A, każdy uczeń miał na sobie mundurek. W stylu japońskim, także kobiety miały fajne miniówki i pończoszki. Wyszedłem na korytarz, porozglądałem się w poszukiwaniu kogoś znajomego. Problem polegał na tym... Że szkoła była zapełniona samymi ludźmi, których znam ze szkoły, na przestrzeni lat. Od podstawówki, do liceum. Z klasy, z budynku i z konkursów. Zadzwonił dzwonek. Nie miałem jako tako planu na sen, więc postanowiłem wziąć udział w lekcji. Wróciłem do klasy i stanąłem oparty o ścianę, patrząc kto i gdzie zajmuje miejsce w klasowym A. Gdy już wszyscy usiedli, przyszła pani od Niemieckiego i rozpoczęła nauczać. Nie zwróciła na mnie uwagi pomimo mojego zachowania, mogłem robić co chciałem. Porozmawiałem na początku z *********, patrząc przy okazji jak robi origami. Lekcja niemieckiego dotyczyła jakiejś kuchni na dworze francuskim, w każdym razie słyszałem wiele słów co nie znam. Potem zobaczyłem jak ***** ma na ławce książkę o Marii Antoninie napisaną przez Andersena. Nie znałem tej pozycji i ciekawy co w niej może być napisane sięgnąłem po nią, lecz ręka właściciela natychmiastowo zabrała lekturę, a oczy powiedziały "nie dla psa". Cóż. Zauważyłem, że moja świadomość lekko zanikła, także zrobiłem test rzeczywistości i... powietrze nie przeszło przez nos... zrobiłem więc ponownie, tym razem przeszło i utwierdzilem się w tym, że to co mnie otacza to sen. Później podszedłem do nauczycielki i czytalem jej papiery na biurku. Jej charakter pisma był potworny, ledwo co odczytać mogłem. "Kamilu, jak chcesz czytać, to chociaż przeczytaj całej klasie słówka z tej kartki". Dała mi jakąś kartkę, zabierając ją *******, próbowałem ją rozczytać ale nie potrafiłem. Jednak z pomocą pani jakoś je wypowiedziałem. Rozpoznawałem te słówka, miałem je na ostatniej lekcji przed nowym rokiem. Potem postanowiłem potrolować senne postacie. Wziąłem z biurka herbatę, wylałem ją na czyjś zeszyt. "No wiesz coooo, zmarnowałeś całkiem dobrą herbatę" rzekła *******. Czułem, że był to Eael grey, który niegdyś mi kupila i nie oddałem jej za to kasy. Od razu rozpoznałem drugie dno tego zdania i poszedłem w inny kąt sali, siadając przy ****. Do głowy przyszła mi myśl, żeby ją uświadomić. "A wiesz, że to sen?" powiedziałem, na co ona: "No i co z tego, myślisz, że Ci uwierzę?". "Spróbuj, weź przyłóż palce do nosa i wciągnij powietrze, o tak i zobaczysz, że nie kłamię" i zademonstrowałem przykładowy TR. Ona prychnęła i wyszła na korytarz. Następna projekcja na moje uświadamianie reagowała tylko odpowiadając "Aha" i się śmiała, patrząc się charakterystycznym dla niej głupim wzrokiem. Następnie przy schodach zobaczyłem *******. Była dosyć przygnębiona, ale podszedłem do niej. Ona jakby piorun strzelił wstała i się odwróciła. "A wiesz...", nie dokończyłem, a ona wystawiła otwartą dłoń i powiedzała "Nic nie mów, już dosyć powiedziałeś i nic nie zrobiłeś" i zeszła do szatni. Poszedłem za nią, sen zaczął się burzyć i nastała ciemność.

Poczekałem chwilkę, zawibrowało i znalazłem się w jakimś zaniedbanym korytarzu, schody na górę znajdujące się za mną były zniszczone . "Uciekła mi" pomyślałem i uderzyłem pięścią w ścianę. Zrobiłem TR bo świadomość znowu troszkę zmalała, po czym postanowiłem wrócić na górę. Skoczyłem 4 metry w górę, bo jak poprzednio wspomniałem schody były zniszczone. Jednak piętro wyżej dalej był ten sam korytarz co na dole, więc nim poszedłem. Co chwile spotykałem jakieś odgałęzienie, które było identyczne jak korytarz. Znajdowałem się w olbrzymim, korytarzanym labiryncie, z nieskończonymi korytarzami, z nieskończoną liczbą odgałęzień. Mogłem tak wędrować bez końca. Chociaż... Jedno odgałęzienie było dosyć dziwne. Było zakrzywione osiowo niczym świderek, a na każdej ścianie prostopadłościanu znajdowały się okna. "Coś innego" pomyślałem i pobiegłem nim. Biegłem tak trochę, aż nagle okna za mną zaczynały pękać. Odwróciłem się. Z futryn wystawały jakieś olbrzymie, zielone ręce goryla. "Fajnie". Poczekałem aż mnie złapią. Złapały, po czym jedna złapała mój dół, druga górę i obydwie ręce skręciły mną jakby jakąś szmatą.

Otworzyłem oczy. Byłem w łóżku, na powrót w swoim pokoju. "W końcu się skończyło, co?". Zrobiłem mimochodem TR. Powietrze przeszło gładko przez zatkany nos... "Dalej śnię?", "Niemożliwe.", po czym wsta... próbowałem wstać, ale nie mogłem. Pomimo wysiłku, nie mogłem się oderwać od łóżka, albo z ciała. Oderwałem tylko górną część, mogłem dowolnie poruszać głową, rękami i torsem, ale nogi były ciągle przyczepione. Wyobrazilem sobie linę i podciągałem się nią, ale pomimo całych mych sił czułem nieziemski gumowy opór i nie mogłem oderwać się od łóżka. Siłując się samym z sobą 5 minut, nic nie zdziałałem i się obudzilem.

Tym razem realnie. 2:23. Jedna faza, tyle przeżyć. Najciekawszy eLDek ever. Potem zasnąłem znowu próbując WILDa, ale nie udało się, były klarowne sny jak jakaś prostytutka w fioletowym gorsecie o latynoskiej urodzie stymuluje mojego człownka, dając mi tym samym jeden z najlepszych orgazmów w moim życiu, a następny sen był o tym jak w swojej nowej willi robię samojebki i wysyłam je kolegom i koleżankom na FB. Obudził mnie budzik o 4:30 i piszę to już 50 minut.

Szczęśliwego nowego roku, Milvercie.

 
« Następny starszy · - Atalanta - · Następny nowszy »
 
Mój obraz