Arci's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 31.12.2007 - 12:19
Zasnąłem normalnie (jeżeli z moimi problemami ze snem można to tak nazwać), sny miałem dziwne jak zwykle, po serii bardziej lub mniej zakręconych snów coś mnie przebudziło. Leżałem na plecach i coś ciągnęło mój brzuch. Wygrzebałem się na zewnątrz lądując na podłodze z zamkniętymi oczami, miałem silne przeczucie że jeżeli chociaż na trochę je otworzę to wrócę do ciała. Zacząłem dotykać podłogi by się lekko dostroić. Oczy powoli otwierały się same, gdy już miałem wzrok moim oczom ukazało się bardzo niewyraźne i jakby "drgające" krzesło. Podszedłem i próbowałem je wyczuć, z każdym dotykiem stawało się wyraźniejsze. Usiadłem na chwile by przemyśleć sytuacje. Tak siedząc gdy patrzyłem w prawo była noc, a w lewo nawet nie byłem w stanie spojrzeć bo oślepiało mnie światło słoneczne. No i tak bez ostrzeżenia mnie cofnęło, chciałem się odbić z powrotem, ale byłem zbyt bardzo przebudzony. Spojrzałem na zegarek - 11:52.

entry 26.11.2007 - 15:53
Dzisiaj ok. 7 rano po ciężkiej walce z sennością dzięki metodzie 4+1 udało się! Wcześniej wychodziłem spontanicznie na góra kilka sekund na odległość max 1m od ciała, a dzisiaj pełnoprawne wyjście na dłużej. To nic że błąkałem się po OSPUO =p

Wstałem o 5 rano... cóż za ciężka godzina, oczy się kleją, nogi uginają. Jakoś udało mi się przeżyć tą godzinkę wybudzeni więc zaczynam. Kładę się z przekonaniem "no to zaczynamy, uda się" (tak kochani wiara jest najważniejsza) i tak sobie leżę i leżę gapiąc się w ciemność. Potem utrata świadomości i zwykły sen, najzwyklejszy w świecie sen, pewnie po przebudzeniu znów bym się zdenerwował "ja pier*** znów zasnąłem, znowu się nie udało" (jak to się zdarzało już nie raz) lecz wybudziły mnie drgania ciała i co dziwne leżałem w innej pozycji niż zasnąłem, tak sobie leżę, pamiętałem ten stan z poprzednich przypadkowych wyjść więc zachowałem spokój. Czekam i czekam... staram się wylecieć z siebie i nic... wstać i nic, dopiero jak zacisnąłem oczy, skupiłem się maksymalnie to próba wyturlania się poskutkowała.

Pierwsza myśl jaka mi przyszła po wyjściu "no dobra jestem, ale co będzie jak znów wrócę po kilku sekundach? Hmm znajomy mówił żebym się czymś poza ciałem zajął np. kręcił się w okół własnej osi" no i jak pomyślałem tak zrobiłem :D. Kręcę się i kręcę i wpadł mi genialniejszy pomysł, porobić salta! Nie wiedziałem, że w OSPUO istnieje ból >.> salta lądowane na kolana i ból przy uderzeniu w ziemię. Właśnie odkryłem fakt, że jeżeli się tam nie wierzy, że się zrobi to się nie zrobi(fakt faktem nie wierzyłem że potrafię się odbić, zrobić pełny obrót i wylądować jeszcze). "Obroty były, salta też hmm... co jeszcze? Ha wiem! przez drzwi sobie przeniknę" Argh te dziwne uczucie w nosie... też tak macie, że jak przez coś chcecie głowę przecisnąć to aż taki duży opór to stawia? U mnie najpierw przedmiot stawiał opór jak zwykły twardy w pełni fizyczny, a potem nabierał konsystencję ciasta z gumy, eh i te dziwne nieprzyjemne uczucie w nosie podczas przebijania się przez przedmiot.
"Przechodzenie przez drzwi zrobione... co jeszcze? Wiem polatać trzeba! Ale jak tu się lata? Sorry ma ktoś instrukcje obsługi?" Starałem się unieść i nic, rozbiegać i podkulać podwozie i nic (przeczytałem o tym na stronie Darka Sugiera, oj jak ja temu człowiekowi jestem wdzięczny za wiedzę którą nam udostępnił, ale metoda się nie sprawdziła "czyżby Obemianiak mnie oszukał?" - pomyślałem :D), rozglądam się i co widzę? okno widzę! no to siup znów przeciskać twarz przez to głupie gumowe "coś". Stoję w połowie na dworze w połowie w pokoju, patrzę w dół (na 4 piętrze mieszkam) i jedna myśl "jeśli to nie oobe, jeśli to jest na prawdę, a mi tylko odbiło i właśnie podczas lunatykowania czy coś otwieram okno i chce skoczyć..." ale co tam raz się żyje, skoczyłem w dół, lecę, lecę i lecę na szczęście przy samej ziemi udało mi się wzbić metr nad ziemię i tak sobie latałem "żabką" kiedy ujrzałem w pobliskiej pizzerni dwie piękne panie, eh te hormony, podleciałem chciałem się zabawić, już miało dojść do zbliżenia i bah powrót do ciała. Próbowałem odbić z powrotem ale się nie dało, za bardzo przebudzony byłem.

Teraz cały dzień radosny chodzę.

entry 26.11.2007 - 15:46
Moja przygoda zaczęła się od zainteresowania mocami parapsychicznymi, na forach o psi przypadkowo wyczytałem o oobe. Szczęśliwie się zdarzyło, że znajomy też dużo o tym czytał i mogliśmy się wymieniać wiedzą i nadal to robimy, jest to chyba jedyna osoba z mojego otoczenia, która się tym zajmuje. Próbowałem różne metody 4+1, normalnie w dzień, przed zaśnięciem, z użyciem hemi-sync itp itd. 0 skutków. Poirytowany przestałem się w to bawić.
Aż tu pewnego dnia:
Śpię sobie jak gdyby nigdy nic i nagle mam sen, sen że się kładę do łóżka. Poczułem się dziwnie, całe ciało zaczęło drgać, najsilniej w okolicy twarzy. Unoszę się do góry, nie wiem co się dzieje, oglądam się, a tam obok ja, słodko śpiący. Wybrałem się w podróż do pokoju rodziców, o dziwo nie spali, zaciągnąłem ojca by zobaczył, że jest mnie dwóch^_^. I tak zakończył się ten sen. Przypominał bardzo oobe, lecz coś było w tym dziwnego, jakbym robił wszystko nieświadomie, czyli nie czułem że mam władze nad tym co robie, jak we śnie.
I tak mijały miesiące, zwykły sen, zwykła codzienność, zwykłe obowiązki...

Październik 2007, morko, zimno i do du... jednym słowem, fakt że jestem aktywnym człowiekiem sprawiał, że siedzenie w domu dobijało mnie. Musiałem sobie jakoś z wolnym czasem poradzić i przez przypadek sobie o oobe przypomniałem i w taki oto sposób znów zacząłem praktykować.
Leżenie w dzień, w nocy, 4+1 i inne cuda nie widy, znów nic... i znów przypadek w nocy:
Przebudziłem się, leżąc na plecach i poczułem to samo dziwne uczucie co przy pierwszej przygodzie, mrowienie wszędzie. Jakimś szczęśliwym trafem skojarzyłem sobie wszystkie objawy z oobe - "przecież ja o tym czytałem, to chyba te... no wibracje?" - ogarnęła mną wielka chęć wyjścia, zacisnąłem zęby i pchałem na siłę do przodu. Nagle w pokoju zrobiło się ciemno jak w nocy, a jak się przebudziłem był już jasny poranek. Stoję tak sobie w tej ciemności w pokoju obok łóżka, wszystko do okoła faluje, obraz niewyraźny, patrzę się na ręcę falują, na ściany, falują, nic nie da się prawie zobaczyć. Czytałem kiedyś, że trzeba w takich momentach krzyknąć sobie coś na styl "ostrość", więc krzyczałem, ale bez skutku. Potem strata przytomności i tak zakończyły się magiczne kilka sekund.

Jakiś tydzień później:
Metoda 4+1, kładę się, gapie w ciemność i sobie najzupełniej zasnąłem, śniły mi się jakieś bezsensowne rzeczy. Coś mnie przebudziło, znów telepie mną jak człowiekiem z padaczką. Myślę sobie "znów to się dzieje, trzeba próbować wyjść". Próbuje i próbuje, nie da się. Zrezygnowany leżę sobie tak dalej i nagle czuje jak mi się noga obsuwa, najpierw chciałem ją poprawić by nie spadła na podłogę, ale coś mnie przed tym powstrzymało. Noga bezwładnie leci w dół, nagle całe moje ciało obróciło o 90 stopni. Bah! Jestem na podłodze swojego pokoju, znów takie zamazane wszystko. Tym razem szybciej zorientowałem co się dzieje, nagle wielka radość "tak, tak! mam oobe!", a raczej powinienem powiedzieć "miałem" bo jak tylko się ucieszyłem to straciłem świadomość i koniec bajki.

Nie wiem dlaczego, dzisiaj w nocy (28 listopad) przypomniałem sobie moje kolejne przypadkowe wyjście. Huh jak można zapomnieć o wyjściu?
Metoda 4+1, znów zasnąłem, jakiś głupi sen, ja zwykle mam głupie i dziwne sny. Przebudzają mnie wibracje, usilnie staram się wyjść. Stanąłem na łóżku, nie mogę otworzyć oczu, próbuje odejść od ciała. Chciałem od niego odlecieć, ale gdy tylko spróbowałem to poczułem, że stopy jeszcze tkwią w ciele i nie mają zamiaru się odczepić. Jakoś udało mi się wydostać, stoję na podłodze, nie mogę nadal oczu otworzyć. Jedyna myśl "to uciec jak najdalej od ciała". Biegnę, biegnę na oślep, ale czułem, że się nie oddalam nic a nic, do tego to wrażenie ociężałych nóg (czasem we śnie jak się przed czymś ucieka to nogi są jak z ołowiu). No i za chwile powróciłem do ciała. Jak na moje oko trwało to góra 20 sekund.