Dzisiaj ok. 7 rano po ciężkiej walce z sennością dzięki metodzie 4+1 udało się! Wcześniej wychodziłem spontanicznie na góra kilka sekund na odległość max 1m od ciała, a dzisiaj pełnoprawne wyjście na dłużej. To nic że błąkałem się po OSPUO =p
Wstałem o 5 rano... cóż za ciężka godzina, oczy się kleją, nogi uginają. Jakoś udało mi się przeżyć tą godzinkę wybudzeni więc zaczynam. Kładę się z przekonaniem "no to zaczynamy, uda się" (tak kochani wiara jest najważniejsza) i tak sobie leżę i leżę gapiąc się w ciemność. Potem utrata świadomości i zwykły sen, najzwyklejszy w świecie sen, pewnie po przebudzeniu znów bym się zdenerwował "ja pier*** znów zasnąłem, znowu się nie udało" (jak to się zdarzało już nie raz) lecz wybudziły mnie drgania ciała i co dziwne leżałem w innej pozycji niż zasnąłem, tak sobie leżę, pamiętałem ten stan z poprzednich przypadkowych wyjść więc zachowałem spokój. Czekam i czekam... staram się wylecieć z siebie i nic... wstać i nic, dopiero jak zacisnąłem oczy, skupiłem się maksymalnie to próba wyturlania się poskutkowała.
Pierwsza myśl jaka mi przyszła po wyjściu "no dobra jestem, ale co będzie jak znów wrócę po kilku sekundach? Hmm znajomy mówił żebym się czymś poza ciałem zajął np. kręcił się w okół własnej osi" no i jak pomyślałem tak zrobiłem :D. Kręcę się i kręcę i wpadł mi genialniejszy pomysł, porobić salta! Nie wiedziałem, że w OSPUO istnieje ból >.> salta lądowane na kolana i ból przy uderzeniu w ziemię. Właśnie odkryłem fakt, że jeżeli się tam nie wierzy, że się zrobi to się nie zrobi(fakt faktem nie wierzyłem że potrafię się odbić, zrobić pełny obrót i wylądować jeszcze). "Obroty były, salta też hmm... co jeszcze? Ha wiem! przez drzwi sobie przeniknę" Argh te dziwne uczucie w nosie... też tak macie, że jak przez coś chcecie głowę przecisnąć to aż taki duży opór to stawia? U mnie najpierw przedmiot stawiał opór jak zwykły twardy w pełni fizyczny, a potem nabierał konsystencję ciasta z gumy, eh i te dziwne nieprzyjemne uczucie w nosie podczas przebijania się przez przedmiot.
"Przechodzenie przez drzwi zrobione... co jeszcze? Wiem polatać trzeba! Ale jak tu się lata? Sorry ma ktoś instrukcje obsługi?" Starałem się unieść i nic, rozbiegać i podkulać podwozie i nic (przeczytałem o tym na stronie Darka Sugiera, oj jak ja temu człowiekowi jestem wdzięczny za wiedzę którą nam udostępnił, ale metoda się nie sprawdziła "czyżby Obemianiak mnie oszukał?" - pomyślałem :D), rozglądam się i co widzę? okno widzę! no to siup znów przeciskać twarz przez to głupie gumowe "coś". Stoję w połowie na dworze w połowie w pokoju, patrzę w dół (na 4 piętrze mieszkam) i jedna myśl "jeśli to nie oobe, jeśli to jest na prawdę, a mi tylko odbiło i właśnie podczas lunatykowania czy coś otwieram okno i chce skoczyć..." ale co tam raz się żyje, skoczyłem w dół, lecę, lecę i lecę na szczęście przy samej ziemi udało mi się wzbić metr nad ziemię i tak sobie latałem "żabką" kiedy ujrzałem w pobliskiej pizzerni dwie piękne panie, eh te hormony, podleciałem chciałem się zabawić, już miało dojść do zbliżenia i bah powrót do ciała. Próbowałem odbić z powrotem ale się nie dało, za bardzo przebudzony byłem.
Teraz cały dzień radosny chodzę.
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services