ROZDZIAŁ SZESNASTY: ZGROMADZENIE
Szybko mijały dni, tygodnie i miesiące, w trakcie moich pobytów poza ciałem
nie działo się nic szczególnego. Straciłem natomiast zainteresowanie lokalnymi
wydarzeniami, które dotąd bardzo mnie absorbowały. Czasami, gdy z przyzwyczajenia
obudziłem się wczesnym rankiem, odrywałem się od ciała i czekałem na jakiś sygnał
ze strony INSPEKÓW, ale ich silny ident nie pojawiał się.
Jednakże we wspomnianym okresie wcale nie czułem się osamotniony i pozbawiony
kontaktu z wyższymi istotami. Brak sygnału nie musiał oznaczać, że mnie zaniedbują
bądź ignorują. Toteż zamiast się niepokoić, aktywniej uczestniczyłem w codziennym
życiu, mając silne poczucie bezpieczeństwa i świadomość tego, że mogę samorealizować
się do woli. Byłem pewien, że to, czego doświadczę dziś, doprowadzi mnie do
jutra - mniejsza z tym, jakie to jutro będzie - a sygnał pojawi się we właściwym
czasie.
I rzeczywiście - pojawił się. Pewnego ranka miałem dziwne wrażenie, że muszę
zrobić coś, o czym zapomniałem. Początkowo sądziłem, że dotyczy to mojej fizycznej
działalności, ale gdzieś koło jedenastej ogarnęła mnie senność, tak że musiałem
natychmiast się położyć. Nie byłem zmęczony - czułem tylko potrzebę snu, poszedłem
więc do sypialni uciąć sobie krótką drzemkę. W ciągu kilku sekund osiągnąłem
głęboki relaks, a wówczas dotarł do mnie mocny sygnał INSPEKA. Bez trudu wyszedłem
z ciała, sięgnąłem i rozciągnąłem się w kierunku znajomego identu.
Zmiana nastąpiła natychmiast - zupełnie nie odczułem ruchu. Przede mną stała
jasno świecąca postać. Wyczuwałem jej promieniowanie, lecz nie było ono uciążliwe.
(Doskonale, Ashaneen.)
O, to duży postęp.
(Wiele się zmieniło. Wierzymy, że jesteś gotów do następnego - jak ty to nazywasz?
- etapu.)
Nie otrzymałem perceptu, ale błysnęła mi luźna myśl. Przyszło mi mianowicie
do głowy, że oto w grzeczny sposób oznajmiają mi, iż nie wrócę już do fizycznego
ciała. A więc dobrze, mogę odejść - dodam trochę muzyki do zachodów Charliego
lub...
(Nie, wcale tego nie planowaliśmy. Sam się kiedyś zorientujesz, że nadeszła
już pora na opuszczenie ciała, nie będziemy musieli ci tego komunikować. Nie
mamy zamiaru ani przygotowywać takiego odejścia, ani w nim uczestniczyć, chyba
że nas o to poprosisz. Ale do tego czasu musisz jeszcze wiele zrobić.)
Słuchałem tego z mieszanymi uczuciami. Podczas gdy jedna część mnie pragnęła
odejść, druga bardzo chciała pozostać na Ziemi i doznawać głębokich uczuć, które
mogłaby dzielić z innymi ludźmi. Przypomniało mi się jak przed wieloma laty
miałem możliwość wyboru - pozostać lub na zawsze opuścić ciało fizyczne. Zgodziłem
się wówczas pozostać w ciele tak długo, jak tylko będzie mi służyło, bo chciałem
zobaczyć, co przyniesie jutro. No właśnie, znowu ta moja ciekawość!
(Już ci mówiliśmy, że jest to jedna z twoich zalet, a jeśli wykonasz następny
krok, znajdziesz odpowiedzi na wiele pytań.)
W schemacie brakowało sporo elementów i nic na tym świecie nie było w stanie
powstrzymać mej ciekawości. Musiałem szukać odpowiedzi.
(Ani na tym, ani na innym świecie. Zmień wreszcie sposób rozumowania.)
Udało mi się wprawdzie zachować spokój, ale ze zniecierpliwieniem czekałem
na to, co się wydarzy.
KLIK!
Byliśmy na obrzeżu zewnętrznego pierścienia. Mogłem go zidentyfikować dzięki
bardzo rozrzedzonej mgle. Otaczały nas istoty mające miękkie, białe kształty.
Odczuwałem obecność mego przyjaciela INSPEKA, choć nie przyjął świetlistej postaci.
(Nie trzeba przyciągać ich uwagi.)
Sięgnąłem do percept Billa, a potem po percept Lou. Nie mogłem ich odnaleźć.
(Mówiąc waszymi słowami - obaj zakończyli już edukację.)
No cóż, należało się tego spodziewać. Uzyskałem percept ich nowego adresu,
ale coś mnie jeszcze niepokoiło, coś czego nie umiałem sprecyzować. Nagle uświadomiłem
sobie, że wszyscy mieszkańcy zewnętrznego kręgu są czymś zaabsorbowani. Ich
wibracje nie wyrażały troski lecz oczekiwanie na coś. Sprawiali wrażenie widzów,
którzy czekają na moment pojawienia się na scenie gwiazdy przedstawienia. Chcąc
przekonać się, co stanowi obiekt ich zainteresowania zacząłem się rozglądać
i zobaczyłem Ziemię. Z tej odległości była zamglona i niewyraźna.
(No to popatrzmy na nią z innej strony.)
No, to dobrze powiedziane!
KLIK!
Znajdowaliśmy się w przestrzeni międzyplanetarnej, gdzieś pomiędzy Ziemią a
Księżycem, w odległości mniej więcej 30 tysięcy kilometrów od powierzchni Ziemi.
Teraz było ją widać jasno i wyraźnie, nie tak jak przed chwilą. Spojrzałem na
Księżyc i zbladłem. W odległości nie przekraczającej trzystu metrów, a może
tak mi się tylko zdawało, znajdował się ogromny szary pojazd, długi i wysmukły.
Obiekt sprawiał wrażenie nieruchomego, ale odebrałem wyraźne promieniowanie
Wiązki M dochodzące z wnętrza. Czyżby to był pojazd kosmiczny? Prawdziwy, materialny
pojazd kosmiczny?
(Zgodnie z waszą terminologią, tak. Ta konstrukcja nie została zbudowana przez
człowieka. W tej chwili wokół Ziemi znajduje się wiele takich pojazdów. Pochodzą
z waszego fizycznego wszechświata, choć niekoniecznie z okresu, w którym teraz
żyjesz.)
"Wiele"... przecież to może oznaczać zarówno pięć jak pięć tysięcy. Nie
było sensu tego dociekać. Ale dlaczego dookoła naszej Ziemi, czy...
(Te pojazdy obserwują Ziemię i ludzi z tego samego powodu, dla którego ty interesujesz
się innymi istotami. Może zbliżymy się do nich? Wkrótce nadejdzie odpowiedź.)
Byłem coraz bardziej zaciekawiony. Zgodziłem się chętnie.
KLIK!
Percept, który natychmiast otrzymałem, ukazywał Ziemię jako oddalony punkcik
odbitego światła, nie większy od małej gwiazdy. Wychodziły zeń nieregularne
fale wielowymiarowej pulsującej energii, przerywane przez pojawiające się od
czasu do czasu szybkie błyski. Wyglądało to jak nie uporządkowany wzór jakiejś
energii, której nie potrafiłem określić. Nie była to bowiem ani energia świetlna,
ani elektromagnetyczna, ani grawitacyjna. Byłem tak zafascynowany tym widokiem,
że w pierwszej chwili nie zauważyłem tego, co działo się na dalszym planie.
Tak daleko, jak tylko sięgał mój wzrok, wokół Ziemi pełno było istot; wydawało
się, że są ich niezliczone ilości. Niektóre miały kształt, inne wyglądały jak
mgliste, eteryczne chmurki, a wszystkie błyszczały, choć z niejednakową siłą.
Od tych, które znajdowały się najbliżej, odebrałem percept oczekiwania na coś,
co ma nastąpić. To będzie chyba potężne widowisko, skoro wzbudziło powszechną
uwagę.
(Nazywamy to zgromadzeniem. A istoty, które widzisz, pochodzą z innych, pobliskich
systemów energetycznych. Przybyły tutaj - tak samo jak istoty znajdujące się
w kosmicznym pojeździe oraz ludzie będący na ostatnim etapie ewolucji - tylko
po to, by być świadkami tego, co określasz mianem ..wielkiego widowiska".
To, co ma teraz nastąpić - ewulsja - zlanie się różnych, silnych pól energii
docierających do tego samego punktu waszej czasoprzestrzeni - jest wydarzeniem
rzadko spotykanym. Fakt, że zjawisko występuje niezmiernie rzadko decyduje o
jego niezwykłości i wzbudza zainteresowanie jak "wielkim widowiskiem".
Takie zlanie się najprzeróżniejszych energii może zdarzyć się raz na osiemdziesiąt
siedem milionów lat świetlnych, wyrażając to w zrozumiałych dla siebie określeniach
czasu.)
(Rzeczywiście, jest to rzadkie zjawisko. Trzeba na nie bardzo długo czekać.)
(Nie można zaręczyć, że ów fenomen będzie powtarzał się zawsze z jednakową
częstotliwością, bo jeśli w systemie pojawią się nieprzewidziane, przypadkowe
elementy, mogą wpłynąć na jego zmianę.)
Te elementy mogą być tak dalece przypadkowe, że wydarzenie może nawet nie zaistnieć.
Przyniosłoby to wiele rozczarowania.
(Już dawno minął moment, w którym istniało niebezpieczeństwo, że wydarzenie
nie będzie miało miejsca. Zjawisko ewulsji wydarzy się na pewno. Najważniejsze
są jednak jego skutki. Takie zjawisko może przebiegać w różny sposób. Spośród
wielu potencjalnych wariantów jego przebiegu dużo jest prawdopodobnych, a kilka
możliwych. Jedno z takich prawdopodobieństw może zmienić nie tylko waszą czasoprzestrzeń,
lecz także wszystkie sąsiednie systemy energetyczne. Właśnie dlatego budzi tak
szerokie zainteresowanie. Używając ludzkich obrazowych określeń należałoby powiedzieć,
że wszyscy zgromadzili się tutaj, aby obserwować wydarzenie, podczas którego
może narodzić się nowa energia. Ciekawe, czy ona w ogóle powstanie, a jeśli
tak, to jakie możliwości w niej drzemią? Czy na ich podstawie da się dokładnie
przewidzieć jaka ta energia będzie w wieku dojrzałym? A może nowo powstała energia
okaże się martwa i wszystkie ukryte w niej możliwości nie rozwiną się, tylko
pozostaną słabymi, nieskoordynowanymi potencjami?)
Przypominając sobie fragmenty wspaniałej roty "plus", miałem jasny obraz
tej sytuacji. Ale moje ludzkie ja, ta część mnie, która była człowiekiem chciała
to zrozumieć w kategoriach ludzkiego, ziemskiego systemu...
(W ludzkich kulturach orientalnych istnieje symbol przedstawiający przełom.
Składa się on z dwóch podsymboli: jeden z nich oznacza niebezpieczeństwo, a
drugi - możliwość realizacji. Wydarzenie, o którym mówimy - jeśli ująć je w
terminach ludzkich, ziemskich - jest z pewnością punktem przełomowym. To pewne,
że zarówno niebezpieczeństwo, jak możliwości będą występowały podczas życia
na Ziemi w skrajnym nasileniu.)
Niebezpieczeństwo? Chyba chodzi tu o fizyczne niebezpieczeństwo? A może o mentalne?
Czy...
(Mam na myśli możliwości, których natura zostanie ściśle określona przez samo
wydarzenie. Każdy uzyskany przez ciebie percept będzie przedstawiał tylko jedną
z wielu możliwości.)
Druga strona, możliwości.
(To jest właśnie klucz do zrozumienia zjawiska. Dzięki niemu ludzka świadomość
zyska rzadką możliwość gwałtownego przekształcenia się w ujednolicony system
inteligentnej energii, który sięgnie daleko poza waszą iluzję czasoprzestrzeni
i będzie tworzył, budował oraz uczył tak. jak to potrafi tylko wykształcona
ludzka energia.)
Nasza wizyta na Ziemi po 3000 roku...
(Dzięki temu wydarzeniu taka wizyta stanie się prawdopodobna, a twoje działanie
jest jednym z małych, przypadkowych czynników, które mogą do tego doprowadzić.)
No, a jeśli przeoczy się możliwość...
(Wówczas ludzkość pozostanie dominującym gatunkiem na Ziemi, aż do chwili,
gdy nie będzie już mogła dłużej żyć jako aktywna świadomość lub w jakiejkolwiek
innej postaci.)
Zapytałem wprost: A wy, wy wszyscy, co zrobicie w takim przypadku?
W odpowiedzi otrzymałem piękny, łagodny i ciepły uśmiech. (Wtedy będziemy musieli
zacząć pracę z nowymi ludźmi na innej planecie w czasoprzestrzeni.)
Zwróciłem się do wewnątrz i zamknąłem. Nie miałem już nad czym rozmyślać i
nie było już nic do zrobienia. To, czego teraz doświadczyłem, bardzo mnie pobudziło
emocjonalnie, a nie chciałem utracić tego, co otrzymałem. Jeszcze nie.
(Musimy wykonać jeszcze jedno zadanie, a wtedy będziesz mógł powrócić do ciała.)
Nie byłem pewien, czy wytrzymam następną próbę, ale dobrze wiedziałem, że nie
mam żadnego wyboru.
(Odnajdź swego przyjaciela BB i ściągnij go tu.)
Rota rozwinęła się natychmiast. Zostawiłem go z Billem, a tymczasem Billa nie
było tutaj...
(Znajdziesz go z łatwością. Ma coś dla nas zrobić.)
Pytania były zbyteczne, sięgnąłem po ident Billa i rozciągnąłem się.
KLIK!
Szło mi coraz lepiej, nabrałem już chyba wprawy, bo nie odczuwałem żadnego
ruchu i oto znalazłem się na chodniku przed domkiem Charliego. Nie byłem tym
specjalnie zdziwiony. BB i Charlie, zajęci czymś stali obok domu. Właśnie w
chwili, gdy do nich podchodziłem, BB mnie zauważył.
(Cześć, RAM!) wibrował głośno. (Zobacz, co robimy!)
Charlie roześmiał się. (Właśnie tłumaczę smykowi, że nie można mieć żaglówki
i lotni jednocześnie. Przecież powietrze i woda to nie to samo!)
Migotałem. (Możesz go teraz widzieć, Charlie? Oczywiście mam na myśli widzenie
przy użyciu wzroku.)
Uśmiechnął się. (Pewnie, że mogę. Wypracowaliśmy to zaraz pierwszego dnia jak
tu dotarł. Zmienił ocean chyba ze sto razy zanim udało mi się go powstrzymać.
Zrobił go na żółto z kanciastymi falami. No i jak ci się to podoba? Ale jest
bystry, szybko chwyta.)
Wygładziłem się. (Nie chciałbym wam przeszkadzać, ale BB jest mi potrzebny.
Dobrze, by było, gdyby coś dla mnie zrobił.)
BB otworzył się (Ale co? powiedz, RAM!)
Charlie pomachał na niego. (Wracaj, maty!)
BB zakołysał się w odpowiedzi. (Nikomu nie uda się mnie zatrzymać!)
Charlie tylko potrząsnął głową i roześmiał się, a ja sięgnąłem po ident "INSPEK"
i rozciągnąłem się...
KLIK!
Usłyszałem obok siebie głos BB. (Hej, ale ściągnąłeś skok, nigdy bym nie nadążył,
gdyby nie to, że przywykłem do tego podczas gry, w którą bawiliśmy się na...)
Nagle przerwał i zamknął się szczelnie, gdyż zauważył jasno świecącą postać
INSPEKA. Coś mi się zdaje, że powinienem był go uprzedzić. W odległości mniej
więcej stu pięćdziesięciu metrów poniżej nas znajdowała się fizyczna Ziemia.
Była noc. Tylko pod nami zauważyłem jakiś zbiornik wody - chyba mały staw, a
może basen - a zaraz za nim, zieloną budowlę podobną do piramidy. W budynku
paliło się światło. Nie mogłem sobie przypomnieć, skąd znam ten widok.
Zwróciłem się do BB. (Otwórz się powoli. To przyjaciel.)
Zrobił to ostrożnie, a potem zwrócił się w kierunku jasnej poświaty. (O, cześć!)
(Doceniamy twoje przybycie.)
BB nie miał kulturalnych nawyków. (Na KT-95 był taki skręt, który twierdził,
że spotkał ciebie lub kogoś do ciebie podobnego. Uważaliśmy to za bezsensowną
rotę.)
(To zrozumiale.)
BB mówił dalej. (Rzucał ją nam często, a potem pociągnął skok i już nigdy nie
wrócił. A więc jednak miał rację - ty naprawdę istniejesz.)
(Jesteś nam potrzebny. Chcemy, abyś wykonał specjalne zadanie. Oczywiście,
o ile masz na to ochotę.)
BB migotał. (Pewnie, że mam, pewnie.)
(No to przybliżmy się.)
Zniżaliśmy się powoli, aż znaleźliśmy się nad wierzchołkiem zielonej piramidy.
Minęliśmy ją i zatrzymaliśmy się przed małym budynkiem stojącym wśród drzew.
Był bardzo znajomy. Z jakiegoś powodu zacząłem czuć się nieswojo. Działo się
ze mną coś takiego, jak gdybym napotkał na opór. - Im bardziej posuwałem się
do przodu, tym bardziej coś pchało mnie w tył.
(Tam jest twój przyjaciel AA. Musisz mu pomóc.)
BB zbladł. (AA?)
(Tak.)
BB skoncentrował się. Ja też. Wewnątrz małego domku leżał na łóżku człowiek.
Opór, który przed chwilą odczuwałem pochodził właśnie od niego. Byłem pewien,
że to AA. Nasze poprzednie spotkanie wyglądało identycznie. Opór stawał się
bardzo silny. Zacząłem wibrować.
BB odwrócił się. (Sądzę, że to on, chociaż mam tylko część jego identu. Odbieram
również inny znajomy ident. Ale percept jest dziwaczny.)
(Pomóż mu na pewien czas oddzielić się od ciała fizycznego, to ważne.)
BB rozjaśnił się. (Tak jak to robi RAM?)
(No właśnie.)
Zbladł. (A jak mam to zrobić?)
(Pociągnij delikatnie. Użyj tej samej energii co do skoku.)
BB odwrócił się i zbliżył do człowieka leżącego na łóżku. Przyglądałem się
temu zafascynowany zastanawiając się, czy tak samo było ze mną na początku -
podczas pierwszych prób wyjścia z ciała. Czy wówczas też jakiś niefizyczny przyjaciel
zgodził się mi pomóc? Ale ja przecież wtedy nie miałem żadnego niefizycznego
przyjaciela, a w każdym razie nic nie wiedziałem o jego istnieniu. Nagle opór
stał się silniejszy i zostałem odepchnięty do tyłu. Starałem się ze wszystkich
sił utrzymać na miejscu. Czułem się nie najlepiej. Zwróciłem się do wewnątrz
i zamknąłem. Mężczyzna stał na środku pomieszczenia, a jego fizyczne ciało leżało
na łóżku. BB odsunął się, silnie migocząc.
Zwrócił się do INSPEKA. (Wyszedł, wyciągnąłem go! Ale, och...)
(Spytaj go, co zamierza robić.)
Zapytany coś odpowiedział, ale odebrałem tylko skrzypienie i skrzeczenie Wiązki
M, co świadczyło, że jest silnie podekscytowany. Ciekawe, czy wychodził po raz
pierwszy. Jeśli tak, to doskonale go rozumiałem, znakomicie mogłem wczuć się
w jego sytuację.
(Stwierdził, że chce służyć ludzkości. To bardzo szlachetny cel.)
Udało mi się trochę otworzyć. (Skąd bierze się ten opór? Pojawia się zawsze
wtedy, gdy usiłuję zbliżyć się do AA.)
(Prawdziwy paradoks zawsze jest trudny do uchwycenia. Wkrótce wszystko zrozumiesz.)
BB powiedział z naciskiem. (On chce z nami iść. Czy może?)
Opór i skrzypienie stawały się tak silne, że aż sprawiały ból. Znałem odpowiedź
INSPEKA, choć jej jeszcze nie udzielił.
(Powiedz mu, że musi zostać i wykonać swoje zadanie. Nie ma wyboru.)
Pomimo bólu starałem się obserwować sytuację. Po chwili BB odsunął się i dołączył
do nas. Mężczyzna uklęknął na środku pomieszczenia, a skrzypienie stało się
tak silne, że musiałem całkowicie się zamknąć.
(Przesuńmy się w miejsce, w którym będziesz lepiej się czuł.) Zgodziłem się
skwapliwie.
KLIK!
Znajdowaliśmy się tuż nad rzadką mgłą Strefy Przejściowej. W pewnej odległości
widać było kręgi, a w ich środku niewyraźny zarys Ziemi. Szumy Wiązki M, a zwłaszcza
skrzypienie, zniknęły zupełnie. Otworzyłem się z ulgą. Przede mną stał INSPEK,
a nieco z boku całkiem zamknięty BB, co było dziwne.
(Zakończone. Ten wzór jest kompletny.)
W tym oświadczeniu zadźwięczała nuta ostateczności, toteż poczułem się niewyraźnie.
Gdy tak rozbrzmiewała, odbijając się echem, wywoływała z zapomnienia dobrze
mi znaną emocjonalną rotę. Podążałem za nią za każdym razem, gdy tylko ją usłyszałem.
Teraz było inaczej. Dostałem tak niezwykłą i cenną rotę, że nie mogłem pozwolić
na to, by uleciała. Ustąpiło uczucie niepokoju.
Otworzyłem się szeroko i wygładziłem. (Zrozumiałem ideę indywidualności. Wiem,
że indywidualność nie jest konieczna.)
(Pojąłeś lekcję, Ashaneen.)
Jasno błyszcząca postać zniknęła. Wiedziałem, że nie dostanę już identu INSPEKÓW,
ale nie czułem się osamotniony. Przysunąłem się do BB, który stał bez ruchu.
Był wciąż zamknięty.
(Hej, stary, muszę wracać.)
Otworzył się powolutku. (Tak, RAM, ja też mam cos do zrobienia.)
Nie miałem wątpliwości, co to będzie. (Poradzisz sobie. To cos takiego jak
ciągnięcie skoków i zabawy na KT-95.)
Rozjaśnił się. (Tak, naturalnie, mnóstwo gier!)
Otworzyłem się szeroko. (Zrobisz to, śmiałku! Zatrzymaj mój ident! Baw się
dobrze!)
Odwróciłem się i zacząłem sięgać, lecz BB mnie zatrzymał. (O co chodzi?)
Migotał. (Słuchaj, a to co robiliśmy ostatnio, no wiesz wtedy, gdy wyciągnąłem
AA, czy masz jakiś percept tego? Masz?)
(Nie, nie mam, wiem tylko, że to na pewno był AA. Naszym spotkaniom towarzyszy
zawsze ten sam opór. Dlaczego? Czyżbym czegoś nie chwytał?)
BB skupił na mnie całą swoją uwagę. Czekałem. Nagle bardzo się rozjaśnił i
zaczął się mocno kołysać. To kołysanie było prawie tak silne jak ludzki śmiech.
Migotałem. (I co w tym widzisz śmiesznego?)
(Ale heca, co RAM?)
Obserwowałem, jak wciąż się kołysząc sunie ku Pierwszej Stacji Wejścia. Gdy
zniknął w jej wnętrzu odwróciłem się, sięgnąłem po ident swojego fizycznego
ciała i łagodnie się rozciągnąłem. Wolniutko mijałem krąg za kręgiem. Czułem
się silny i bezpieczny, bo wiedziałem, że mam jeszcze dużo ludzkiej roty do
przejścia. Wszedłem w drugie ciało, potem w fizyczne. Zdawałem sobie sprawę,
że zakończył się jeden wzór, a rozpocznie nowy.
Ale co tak rozbawiło BB? Zielona piramida, my trzej, służyć ludzkości... zielony,
zielony dach piramidy, trzech na promieniu... hej!
|